Reklama
niedziela, 18 listopada 2018 21:45

Naukowiec – genialny oszust?

Napisane przez  Administrator

Z Profesorem Maciejem Kurpiszem kierownikiem Zakładu Biologii Rozrodu i Komórek Macierzystych rozmawia Mariola Zdancewicz

Byłeś na spotkaniu w senacie z marszałkiem odnośnie udziału polskich naukowców w projektach zagranicznych. Z jakim efektem?

 Są ogromne trudności z prowadzeniem nauki w Polsce. Inicjatywy grantów konsorcyjnych zostały obłożone zbyt dużymi restrykcjami, tak jak wskazał NIK.Tu nie chodzi o to, żeby ciągle sprawdzać czy naukowiec oszukuje, czy zamawia uprawnione odczynniki, czy nieuprawnione bo to nie jest wynik pracy naukowej. Wynik pracy naukowej mierzy się publikacją albo wdrożeniem. Obecnie nauka jest traktowana jako rzecz użytkowa, tak by dzięki niej można było komuś pomóc. Natomiast sam proces sprawdzania, obradowania komisji....

 

Jest zbyt skompliowany?

Tak, urodzono takiego „potworka“, który spowodował, że część tematów nie została zrealizowana, bo były zbyt skomplikowane. Przykładowo: muszę czekać na przetarg miesiąc lub więcej, bo nie ująłem odczynników na liście przetargowej na początku roku. Skąd miałem wtedy wiedzieć, który odczynnik będzie mi potrzebny? Są to na tyle deprymujące absurdy, że albo robił to ktoś skrajne niekompetentny, albo Unia Europejska dała nam na tyle skomplikowane programy, wiedząc, że się o to potkniemy. Ta rzeka narzekań została wylana przed marszałkiem. Całe środowisko naukowe odczuwa to w sposób jednolity. Biurokracja w nauce polskiej zaszła za daleko. Na własne życzenie jesteśmy wyprzedzani nie cywilizacyjnie, ale organizacyjnie. Stworzyliśmy potężne obwarowania i nie wiem z czego to wynika. Czy potencjalnie wszyscy naukowcy okazali się genialnymi oszustami? W tak prewencyjny sposób prowadzone projekty naukowe, gdzie nie tylko musi się zbilansować ogólna kwota, ale kwota w obrębie konkretnego zadania naukowego, których jest nawet kilkanaście to jest czysty absurd!

Na zachodzie, byłem odbiorcą projektów naukowych w Stanach i w Wielkiej Brytanii i tam miałem dużą autonomię, dopiero po trzech latach pytano mnie o pieniądze a potem o efekty. Tutaj wymyślili, że naukowiec musi od samego początku badań publikować, to kolejny absurd.

Nie myślisz, że to może być warunek UE pieniądze są transferowane właśnie stamtąd? tak, jak było kiedyś, że ogórek musi mieć dwadzieścia centymetrów...

Sadzę, że nie. Kiedyś, kiedy Uni jeszcze nie było i był komitet badań naukowych, w którym zasiadali różni moi odrealnieni koledzy, oni też uważali, że na każde zadanie powinna być publikacja. To świadczy o tym, że środowisko naukowe nie rozumiało realnych potrzeb wytwarzania prac naukowych. Najwięcej publikacji jest po, a nie w trakcie projektu. Powinien być jakiś stosunek cykliczny pomiędzy proporcją finansowania, a publikacjami, które się ogłasza – w taki sposób się bada efektywność naukową na całym świecie. Nie robi się tego w trakcie, niektóre prace powstają w trzy lata inne w pięć. Jeśli chce się zniechęcić naukowca do podjęcia większego problemu, to nic innego jak kazać mu publikować co rok, wtedy będą to kiepskie publikacje sprawozdawcze. 

Jest na to jakaś rada?

W systemie decyzyjnym powinni być ludzie, którzy mają największy dorobek naukowy i spore osiągnięcia. Wtedy mam prawo sądzić, że oni są doświadczeni i nie będą przeszkadzać innym. Natomiast jeśli ludzie są awansowani z byle jakich konkursów, to część takich osób na nauce w ogóle się nie zna i wtedy mamy dużo kłopotów, bo być może na wysokie stanowiska są powoływani ludzie, którzy nigdy nauki nie wytwarzali. W PAN – ie w pewnym momencie awansowali ludzie bez żadnego dorobku.

Wyszło na jaw, jaki jest udział polsich uczonych w międzynarodowych projektach?

Przypadkowy. Akurat w Johns Hopkins University ulokowali się ludzie o podobnym profilu i zainteresowaniach. Pamiętam, że w trakcie moich peregrynacji w latach osiemdziesiątych mieliśmy przykład lobbingowy polskiej grupy krystalografów, którzy mieli bardzo dobry wydział w Rzeszowie, poznali się w Stanach, byli bardzo dobrze wykształceni i oni wyjechali z Polski, pewnie z przyczyn politycznych. Ta droga nadal jest przypadkowa, spontaniczna, na pewno nie jest kierowana a powinna. System stypedialny jest zbyt ubogi, żeby powiedzieć, że Polska kieruje naukowców do najlepszych uniwersytetów. 

Trzeba więc optować, żeby powstała jednostka, która skupi osoby doskonale zorientowane, nie tylko we własnej nauce....

Kiedyś tak faktycznie było. Była taka organizacja, nadal jest – Polska Akademia Nauk i tam została zebrana elita naukowa. Obojętnie czy jest to twór postalinowski czy postkomunistyczny, trudno odmówić, że coś takiego powinno funkcjonować. W tamtej formule, krytykowanej za nadmierną centralizację istniały stypendia, one były zgromadzone w obrębie grup eksperckich, które obradowały pod jednym dachem. Oni zdawali sobie sprawę, w jaki sposób należy tymi stypendiami zarządzać. W tej chwili nie ma takiego systemu grantowego, bo każdy idzie swoją drogą. Obecnie problematyka naukowa jest rozbita, na tyle, że chyba już nikt się w tym nie orientuje. Ilość konkursów, problemów, ocen spowodował chaos. Nauka z zarządzaniem ministerialnym musi się odrodzić inaczej będzie chaotyczna. 

Może trzeba powołać mniejszą instytucję, złożoną z dziesięciu, piętnastu profesorów, którzy wiedzą co się dzieje w każdej dziedzinie, znają bolączki, braki i będą potrafili rozumnie podzielić pieniądze. Myślałeś o czymś takim?

Byłem zupełnie przypadkowo członkiem rady naukowej przy ministrze zdrowia. Widziałem takie rady powoływane przez uznanych ekspertów, którzy mogliby zabierać głos w sprawie ustalania pewnej perspektywy, ściśle związanej z potrzebami w tym kraju. Czegoś takiego brakuje. Dotychczas są to grupy lobbingowe, które chcą po prostu wyciąć jak największy kawałek tortu dla siebie. Możemy mieć do czynienia z grupą urologów, którzy twierdzą, że są niedofinansowani, a przecież nowotworów prostaty jest tak dużo. Możemy mieć grupę radioterapeutów, którzy powiedzą, że nie mają środków na radioterapię w stosunku do pandemicznego wysypu nowotworów w Polsce. Jednak to nie polega na tym, żeby organizować grupy lobbingowe przy kolejnym ministrze. Potrzeby społeczne powinny wynikać z epidemiologii zachorowań w Polsce. Powinniśmy odpowiedzieć na pytanie: czym musimy się zająć aby ulżyć konkretnej grupie społecznej? Takiego zarządzania nie ma. 

Czemu nikt nie chce się tym zająć?

Staliśmy się zakładnikami polityki naukowo-finansowej krajów rozwiniętych. Otóż tam polityka grantowa jest jedną z wielu a u nas jest to jedyna polityka. Nie można z fragmentu robić całości, grant może dostać wybitny uczony, państwowa komisja przyznaje mu dofinansowanie ale wtedy wymaga się od niego, żeby rozwiązał konkrenty problem. Z kolei w sytuacji grantowej nikt z nas nie potrafi sobie zaplanować wieloletniego cyklu badawczego bo nie wie czy dostane pieniądze na kontynuację Proces systematyczności przez taką politykę został kompletnie przecięty. Finansowanie nauki w Polsce nie może być przypadkowe i chaotyczne a tak jest w tej chwili.

Masz jakiś sposób na to? 

Myślę, że budżety Ministerstw Nauki i Zdrowia i innych resortów, którym nauka jest potrzebna, powinny być zaplanowane w taki sposób, żeby nie tylko granty zasilały badania. W Instytucie Maxa Plancka w Niemczech jest finansowanie problemowe. Czyli jest to stały proces finansowania danej instytucji, żeby rozwiązać konkretny problem. Granty mogą być oczywiście wplecione w ten system, ale nie mogą stanowić jego siły wiodącej.

Poważnie powinien się tym zająć Minister Nauki. Ostatnio, mamy konstytucję uchwaloną dla nauki, ale nikt z nas nie wie konkretnie na czym ona będzie polegała, ponieważ niedawno usłyszeliśmy, że będzie wprowadzana latami. Jeżeli mamy się przekonywać przez kilka lat, czy jest ona kompatybilna to czeka nas długi okres przystosowawczy.

A to jest niekorzystne…

…ponieważ istnieją instytucje oceniające, rzeczywiście należałoby się na tych materiałach oprzeć i wprowadzić natychmiast modernizację programów naukowych, jeżeli nie udały się te badania czy inne to należy podejmować politykę naprawczą i to bardzo szybko. 

Może doradzałbyś ministrom?

Żałuję, że te pojedyńcze spotkania w gabinetach ministerialnych nie owocują na dłuższą metę, bo oni powinni słuchać tych ludzi, którzy rzeczywiście coś wiedzą i coś opublikowali a nie posługiwać się własną intuicją. 

Powinna powstać instytuacja na której czele stałby ktoś z rządu wspólnie z naukowcem. Te dwie osoby musiałyby mieć do siebie zaufanie i zajmować się śledzeniem dokonań naukowych, sprawdzać gdzie są braki...

Myślę, że to jest odzwierdziedleniem tego, co próbował zrobić marszałek senatu, tylko, że on nie ma mocy egzekutywnej. 

Więc gdzie złoty środek?

Może trzeba oderwać Ministerstwo Nauki od wicepremia i stworzyć ministerstwo, które będzie się tylko tą nauką zajmowało. Jeżeli nauka jest siódma w rzędzie w stosunku do wykonywania innych obowiązków gabinetu politycznego, to jest to złe usytuowanie!

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx