Reklama
niedziela, 18 listopada 2018 15:41

Zbiór bzdur Czyli walka z mitami i przesądami

Napisane przez  Andrzej Wilowski

Wolałbym mówić o bzdurach, nie mitach. Ten nadużywany termin, zarezerwowałbym dla gatunku literackiego, bodaj jednego z najstarszych, uprawianych od zarania dziejów w literaturze ustnej. Fakt, mity przetrwały do dziś.

Gdyby ktoś chciał nakręcić ciąg dalszy serialu „Parada oszustów”, to wśród nich byłoby najwięcej tak zwanych humanistów, a wśród nich historyków, ale i filozofom by się dostało.

Autorem bodaj największej bzdury, którą do dziś podaje się studentom filozofii jako prawdę, jest Emanuel Kant. W swojej rozprawie opisującej twierdzenia analityczne i syntetyczne, jako przykład zdania analitycznego, które samo z siebie jest prawdziwe, podaje „złoto jest żółte.” Właściwie byłby to znakomity przykład na zdanie syntetyczne, przedmiot, który aktualnie widzimy jest wykonany ze złota i jest żółty, więc możemy syntetycznie rzecz ujmując powiedzieć, że to złoto ma żółtą barwę. Już w XIX wieku szwajcarscy jubilerzy opatentowali metodę uzyskiwania chemicznie czystego złota, które w rzeczywistości jest białym metalem. Wyroby z tego szlachetnego kruszcu były droższe i w oczach klientów pozbawione charakteru i znamion bogactwa. Do dziś w obrocie giełdowym, surowcowym i bankowym akceptuje się wyłącznie „żółte złoto”, to od trzech tysięcy lat znany stop zawierający do 3% miedzi. W przyrodzie rzecz jasna w postaci chemicznie czystej złoto nie występuje. Wymyślono wiele materiałów imitujących ten miły, ciepły kolor, porównywalny ze słońcem. Jak tu z takim „mitem” walczyć? Rzeczywiście jest on tak głęboko zakorzeniony w kulturze, że nie do obalenia, a skutki walki byłyby tragiczne dla walczącego. Jednak człowiek myślący powinien to wiedzieć, co wiedzą chemicy i jubilerzy i nie wierzyć filozofom.

Powyższy przykład może nie jest tak szkodliwy, jak te bzdury, które są produkowane przez świat medycyny i przemysłu. Największą kariere zrobiła bodaj margaryna. Kiedy pod koniec XIX wieku chemicy odkryli metodę „uwodorniania tłuszczy”, czyli sposób w jaki można z oleju uzyskać tłuszcz o stałej konsystencji, przypominający masło, na ten „zwierzęcy” krowi produkt nastąpiła prawdziwa nagonka. Trwała do połowy ubiegłego stulecia, a w niektórych krajach dłużej, powiem więcej trwa do dziś. Początkowo margarynę produkowano z taniego wówczas wielorybiego oleju. Nawozy sztuczne sprawiły, że tłuszcze roślinne stały się tańsze i mniej kłopotliwe dla fabryk. Prawdziwą kariere zrobił rzepak. Warto wspomnieć o pewnym drobiazgu, do lat 50-tych margaryna była zwykłą trucizną, choć w małych dawkach. Powodem była technologia, jako katalizatora w procesie uwodorniania tłuszczu używano tak zwanych gąbek ołowianych. Chemicy zapewniali, że katalizatory nie biorą udziału w reakcji i w żaden sposób nie wpływają na zdrowie konsumentów. Oczywiście to nie była prawda, a tylko teoria, bo w rzeczywistości do smacznej margaryny trafiał szkodliwy metal. Prawdą jest, że od dawna w produkcji „masła roślinnego” stosuje się „gąbki platynowe”. Zmieniła się nazwa, ale produkt pozostał ten sam. Teraz podstawowym surowcem jest olej palmowy. Nie muszę tłumaczyć, że tylko dlatego, że jest jeszcze tańszy dla przemysłu.

Skoro mowa o tłuszczach, to największym osiągnięciem nauki w propagowaniu bzdur jest „szkodliwy horesterol”. Nie pomogły protesty odkrywcy tego hormonu. Rzecz jest bardziej złożona, ale przemysł farmaceutyczny odkrył zbrodniarza, odpowiedzialnego za miażdżycę, otyłość i pare innych chorób. Ruszyła masowa produkcja profilaktycznych leków. Do dziś przepisują je w dobrej wierze lekarze, przeszkoleni na setkach konferencji i sympozjów, przerażonym pacjentom. Kto nie boi się zabójczego jedzenia. Przy okazji dostało się tłustym wołowinom i baraninie, z czego najbardziej ucieszył się przemysł drobiarski i rybacki. Nieśmiało mówi się o prawdziwym zabójcy, czyli cukrze, który w chemicznej postaci jest wszechobecny w napojach, pieczywie, a nawet w wędlinach. Dlaczego, to oczywiste, poprawia smak, a raczej wzmaga łaknienie.

Czy jesteś dostatecznie czytelniku przestraszony? Jeśli nie, to słówko o witaminach. Nienadmiernie pilny student medycyny wie, że „witaminy nie karmią”, są po prostu zwykłymi katalizatorami w metabolizmach, czyli nieodzowne w wielkiej chemicznej fabryce, jaką jest nasz organizm. Wiele młodych kobiet minimalizuje swoją diete w trosce o linie, a braki energetyczne kompensuje ogromnymi porcjami witamin, mikroelementów i tak zwanych suplementów. To droga na skróty do choroby i wyniszczenia organizmu.

Podpowiem, że kiedy badano Europejczyków, okazało się, że południowcy, lubiący czerwone tłuste mięso, używający niemal do wszystkiego oliwy, zamiast sztucznych witamin gustują w wszelkich warzywach, po prostu żyją dłużej i w lepszej kondycji zdrowotnej, niż ich sąsiedzi z północy, profilaktycznie zabezpieczeni lekami, doprawieni witaminami, choć łudzą się, że to oni zdrowo się odżywiają.

Kto z nas nie chce być piękny i młody. W laboratoriach przemysłu kosmetycznego trwa prawdziwy wyścig zbrojeń. Jeszcze do nie dawna zakładnikami w tej wojnie były wyłącznie kobiety, ale świat się zmienia. Mężczyźni dbali przede wszystkim o owłosienie. Wzorem był starannie ogolony zarost i bujna czupryna. Odkrycie pewnego badacza, którego nazwisko miłosiernie pominę, że za łysiny odpowiedzialny jest testosteron, początkowo spowodowało popłoch w okopach, ale wkrótce okazało się cenną amunicją w walce o męską urodę. Ten ważny hormon, jakim jest testosteron jest synonimem męskości, ale i sprawcą łysienia. Nie można z nim walczyć wprost, bo to byłoby zabójcze dla zdrowia, opracowano więc mase specyfików niwelujących zgubny wpływ podstępnego hormonu na owłosienie. Oczywiście nie muszę tłumaczyć, że posłużono się starą wypróbowaną metodą, mówienia, a raczej wmawiania kłamstwa za pomocą prawdy. Mimo wszystko niektórzy wolą ogolone głowy.

Wracamy do początku rozważań, silniejsze są przekonania, na nic empiria i rozum, zwłaszcza gdy cień dowodu dostarcza nauka. Z bzdurą trudno walczyć, powtarzana, zwielokratniana, wzmacniana autorytetami, żyje własnym życiem i jak wirus szybko mutuje i się dostosowuje. Największą fabryką bzdur jest internet, bo tu każdy jest autorytetem. Przykładem może być robiący światową karierę „ruch antyszczepionkowy”.Na szczęście też są strony demaskujące oszustów i można się zaopatrzyć w szczepionki na rozmaite bzdury i przesądy
http//www.totylkoteoria.pl 

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx