Reklama
środa, 20 grudnia 2017 23:23

Niezgoda na proste...

Napisane przez  Administrator

Z prorektorem ds. kształcenia Politechniki Poznańskiej prof. dr. hab. Jackiem Gocem rozmawia Mariola Zdancewicz

Jakie zmiany w kierunku kształcenia proponuje nowa ustawa?

Jeśli ustawa przejdzie w formie prezentowanej na Kongresie Nauki Polskiej, to zwolni, rozluźni gorset ciasnych podziałów w kształceniu, umożliwi bardziej autorską edukację. Jednostki naukowe z prawami do doktoryzowania i habilitowania, jeśli będą wysoko oceniane przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych, otrzymają prawo kształcenia na poziomie ogólnoakademickim. Nie wyklucza to możliwości kształcenia na poziomie praktycznym przez uczelnie nieposiadające tych praw i przez wyższe szkoły zawodowe. Typowe dla zawodu inżyniera kompetencje, określone w Polskiej Ramie Kwalifikacji, pozostaną. Będziemy musieli się przystosować do wielu nowych warunków.

 

Lepiej, aby szkoły dopasowały nauczanie do już rozwiniętych przez siebie kierunków badań, powiązanych z zapotrzebowaniem rynku. Nie potrafimy zaproponować przedmiotów nauczających bezpośrednio przedsiębiorczości, bo ona chyba nie jest nauczalna. Planujemy zorganizować dla kół naukowych cykl zajęć z własności intelektualnej, prawa patentowego oraz spotkań z osobami odpowiedzialnymi za speed-upy oraz Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Niektóre wydziały „wplotły” takie zajęcia w programy studiów. Myślimy o stworzeniu konkursów i innych systemów motywacyjnych, żeby zachęcić do przedsiębiorczości młodych ludzi. Cztery lata temu zrobiliśmy eksperyment z prorektor ds. badań panią Joanną Józefowską, mianowicie ogłosiliśmy konkurs na gadżet technologiczny Politechniki Poznańskiej, i mimo że prace nie spełniły pokładanych nadziei na przedmiot reklamujący uczelnię, wyzwoliliśmy wiele aktywności studenckich. Kilka z takich gadżetów mam w swoim gabinecie, na przykład wycinany laserowo zegar, etui do komórek, smartfonów czy zegar kubiczny wyświetlający różne, dziwne formaty czasu. 

Cofa czas?

Może cofać, ale wirtualnie, fizycznie, póki entropia rośnie, nie możemy zastosować einsteinowskiej względności…(śmiech)! W każdym razie warto prowokować do innowatorstwa, do asertywności i niezgody na proste stoły czy mało ergonomiczne siedzenia. Wszystkie przyrządy i otaczające nas przedmioty codziennego użytku można zrobić inaczej, lepiej. Mamy takie same cele jak wicepremier Morawiecki, który próbuje wprowadzić Polskę na innowacyjne tory i bardzo chcielibyśmy w tym uczestniczyć. 

Jakie są Państwa propozycje w zakresie kształcenia?

Próg, od jakiego startują studenci na naszej uczelni, jest niesamowicie wysoki, mimo to chciałbym stworzyć, a przynajmniej zaszczepić na uczelni myśl o zorganizowaniu olimpiady przedsiębiorczości i innowacyjności dla uczniów szkół średnich, żeby wyławiać najbardziej aktywnych, choć być może nie z najlepszymi wynikami matury, na przykład z techników. Może uda się przynajmniej w części tę ideę zrealizować. Na Politechnice Kijowskiej im. Igora Sikorskiego dla całej Ukrainy organizowana jest olimpiada innowacyjności. Zbierane są pomysły studentów oraz naukowców i od razu próbuje się tworzyć start-upy, wdrażając nowe rozwiązania do przemysłu. Równocześnie odbywa się olimpiada wiedzy technicznej, gdzie wyławia się talenty ze szkół średnich. Co ważne, mamy w tej chwili możliwości formalne, żeby laureatów olimpiad ogólnopolskich wciągać na listę studentów bez konkursu świadectw maturalnych.

To superpomysł, wcale nie nowy... 

Do tego trzeba wrócić; łowienie i szlifowanie talentów to konieczność. 

Jaki poziom edukacji reprezentują młodzi ludzie, wybierając indeks Politechniki? Jak to wpływa na tok studiów i jak uczelnia poradzi sobie z dostosowaniem średniego stopnia nauczania do wymogów kształcenia wyższego?

Tradycyjnie narzekamy na słabe przygotowanie młodych ludzi. Czasy i zainteresowania się zmieniają, młodzi bardziej są zorientowani na świat wirtualny i systemy informatyczne, a nie lubią studiować tak, jak kształcono kiedyś. My, nauczyciele akademiccy, powinniśmy zmieniać formy edukacji na bardziej interaktywne. Takim jest np. system kształcenia Problem Based Learning, czyli nauczanie problemowe oraz projektowe, zapoczątkowane w Danii – działa się małymi grupami pod okiem prowadzącego. Kształcenie takie jest jednak bardzo kosztowne.

Najwięcej mamy studentów uczących się średnio, ale są też perełki oraz trochę gorzej przygotowani. 


Zaintrygowała mnie też informacja o nauczaniu w Danii. Może nauka pójdzie jednak w kierunku elitarności. 

Już skandynawski wskaźnik 13, wykorzystywany przez Ministerstwo Nauki przy obliczaniu dotacji na kształcenie, który określa liczbę studentów na jednego pracownika naukowo-dydaktycznego, ogranicza nas i kieruje w stronę elitarności, co, być może, jest dobre. Mamy kierunki, jak np. informatykę, gdzie elitarność ewidentnie się utrzymuje, mimo potrzeb rynku i wieloletnich nacisków na kształcenie większej liczby informatyków. Problemem jest pogodzenie jednego z drugim, ale nie można zabronić ambitnym wydziałom kształcenia wysoko wykwalifikowanych kadr. Pytanie, czy te kadry znajdą zatrudnienie u nas, czy są przygotowywane wyłącznie na rynki zagraniczne…. to przykra prawda. 

W Polsce wykształcanie jest tanie, a przy tym jesteśmy krajem, który dobrze edukuje. Pytanie: czy absolwenci, którzy zaraz po studiach wyjeżdżają za granicę, nie powinni zwrócić kosztów nauki poniesionych przez państwo… Myśli się o tym czy nie?

Takie głosy pojawiają się na różnym poziomie i w dyskusjach, ale tego procesu, określanego jako „drenaż mózgów”, nie da się powstrzymać w sposób prosty, choć wiemy, że taki stan kłóci się z zasadą uczciwości. Może powinniśmy wyciągać inne wnioski. Mam nadzieję, że nowa ustawa stworzy szansę powrotu, np. osobom po doktoracie uzyskanym w zagranicznych ośrodkach naukowych, da możliwość uzyskania habilitacji na podstawie prowadzonych grantów międzynarodowych. Może to dobry ekwiwalent…

Cieszę się, że jest Pan optymistą. Czy absolwenci w dostatecznym stopniu są wykwalifikowani do praktycznego wykonywania zawodu inżyniera i czy te kwestie rozwiązują np. studia dualne? Spełniają one Państwa i studentów oczekiwania? Warto organizować studia dualne z firmami, które przyjmują do współpracy tylko jednego studenta?

Studia dualne to najlepiej dedykowana przemysłowi forma kształcenia na pierwszym – inżynierskim stopniu. Na drugim – magisterskim, nie ma jeszcze na nią chętnych. Firmy jeszcze są niezbyt zainteresowane, bardziej chcą pozyskać dobrych inżynierów dla potrzeb chwilowych niż magistrów. Na prowadzonych kierunkach tworzymy zwykle grupy co najmniej
30-osobowe, natomiast małe i średnie przedsiębiorstwa są w stanie przyjąć najwyżej kilka osób. Potentat rynkowy – Volkswagen rocznie przyjmuje ok. 10 osób, czasami nieco więcej. 

Kształcenie dualne na stanowiskach laboratoryjnych i produkcyjnych w firmach jest lepsze, bo my nie jesteśmy w stanie zaoferować tak nowoczesnych i doskonale wyposażonych laboratoriów jak Volkswagen, Solaris, czy Phoenix Contact. Jednak w porównaniu z innymi uczelniami dysponujemy nie najgorszą bazą laboratoriów wartych miliony złotych, i dobrze kształcimy. Martwi nas, że na niektórych kierunkach, szczególnie na informatyce, zbyt wielu studentów podejmuje pracę zarobkową już od drugiego roku studiów. W pogoni za satysfakcjonującym angażem i walorami materialnymi gubią podstawowe zadanie, czyli kształcenie uniwersyteckie. 

Świat się zmienia, niedawno jeszcze nie latały drony. Jaki jest kierunek tych zmian w kształceniu? 

O dronach też myślimy, ale najbardziej zależy nam na aktywnym samokształceniu. Moją pasją jest powołana Rada Kół Naukowych, która świetnie działała przez ostatnie cztery lata. Zbudowaliśmy PUT Space – Przestrzeń Studentów Politechniki Poznańskiej mieszczącą się w Domu Studenckim numer 1, gdzie koła naukowe mają kilka swoich pomieszczeń i tętnią życiem. Dzięki aktywności studentów i przychylności pana kanclerza zostały stworzone dwa PUT Lab-y, czyli laboratoria studenckie, miejsca stworzone z myślą o współczesnych majsterkowiczach. Wróciliśmy do majsterkowania w czasie, kiedy wszyscy chcą latać dronami i robić oryginalne rzeczy. Jako decydent wydatków na działalność naukową, kulturalną i sportową studentów zmieniłem sposób finansowania aktywności. Zerwałem z opłacaniem z funduszy Politechniki gadżetów reklamowych czy spotkań przy kawie i zainteresowałem Senat zwiększeniem środków na rzeczywistą działalność kół naukowych oraz wydzielam im osobną pulę pieniędzy. Jedna czwarta przypada na tzw. działalność statutową – drobne materiały, wyjazdy, zwiedzenie fabryk czy inne proste aktywności. Trzy czwarte kwoty jest przeznaczane na dojrzałe, studenckie granty technologiczne. Kandydaci przygotowują wnioski projektowe, harmonogramy prac, kosztorysy wydatków i najlepsze projekty zostają sfinansowane. Dofinansowanie – od kilkuset złotych do kilkunastu tysięcy złotych – przekazujemy na realizację różnych ciekawych pomysłów inżynierskich. W ostatnim rozdaniu grantowym studenci zgłosili m.in. rodzaj wiertarki samoprzyciągającej się do podłoża, ale więcej nie mogę zdradzić, bo być może będzie z tego start-up. Część tej puli środków jest wydzielona na duże granty ogólnouczelniane. Częściowo też finansuję budowę bolidu wyścigowego Formuły Student. Mamy duże, bardzo aktywne koła naukowe, jak Akademicki Klub Lotniczy, a w realizacji duży projekt budowy samochodu solarnego PUT Solar Dynamics, czyli napędzanego bateriami słonecznymi, który ma wystartować w zawodach na trasie Adelaide – Darwin w Australii. Chcemy też zachęcić studentów do współpracy z partnerską Politechniką Kijowską i do wspólnego projektu. Przez ostatnie dwa lata próbowałem zainteresować koła naukowe moją ideą sprzed lat, mianowicie stworzeniem łazika funkcjonalnego, który przyczepiałby się do szyby, kroczył po niej i ją zmywał. Bo największym nieszczęściem mężczyzny jest mycie okien w domu (śmiech), ale problem jest poważniejszy w halach przemysłowych, w sklepach czy wielkich domach ze szkła. Dotychczas studenci nie podchwycili pomysłu.

Czym jest „Miasto w ruchu”?

Projekt powstał w ubiegłym roku, gdy gościliśmy w Politechnice prezesa Volkswagena Jensa Ocksena, który przedstawiał swoją wizję motoryzacji przyszłości i rozwoju firmy, a później, w trakcie rozmowy z Jego Magnificencją Rektorem, zdecydował się sfinansować konkurs „Miasto w ruchu”. Celem jest wyłonienie najbardziej innowacyjnych prac projektowych, stanowiących odpowiedzi na pytania: Jak może wyglądać metropolia wielkopolska w roku 2050?, Jak będzie wyglądało poruszanie się po mieście oraz zaopatrzenie miasta w dobra i usługi? I pytanie bardziej volkswagenowskie: Jak mogłyby wyglądać samochody użytkowe przyszłości oraz rozwój współpracy na poziomie administracji samorządowej, nauki i biznesu? Konkurs ogłoszono na początku października, a do końca tego miesiąca zebrano wstępne zgłoszenia: cztery z Uniwersytetu Ekonomicznego, trzy z Politechniki i jedno zgłoszenie mieszanego teamu z Politechniki i Uniwersytetu Ekonomicznego. Wstępne prace, choć jeszcze nie całkiem dojrzałe, są ciekawe. To taki strzał w przyszłość, trochę wizji, fantazji, poszukiwań. Nagrody ufundował Volkswagen. Pierwsza to 22 000 zł dla teamu, druga – 13 500 zł, trzecia – 9 000 tys. zł. Dodatkowo grupy otrzymają po 4 000 zł na wydatki lokalne. Rozstrzygnięcie konkursu w kwietniu przyszłego roku.

Nie obawia się Pan, że Niemcy będą ściągać?

Istnieje taka obawa. Nie robią tego bezinteresownie. Ale ich działanie przynosi korzyści obydwu stronom i wciąga studentów do intensywnej pracy projektowej, nawet jeśli prowadzi do takiego drenażu mózgów. W końcu część z nich będzie pracowała w polskich zakładach Volkswagena, który wykonuje dobrą pracę: po pierwsze ma duże zatrudnienie, po drugie – już w tej chwili powołał w Polsce laboratorium badawcze. Jest to pierwszy przypadek, kiedy tak duża firma zagraniczna powołuje u nas taką placówkę. 

Jesteśmy dumni, że powstaje coraz więcej prac dyplomowych na potrzeby przemysłu. Te projekty inżynierskie i magisterskie rozwiązują technologiczne problemy przedsiębiorstw. Część prac jest sygnowana jako poufna – firmy nie zgadzają się na upowszechnienie wyników badań, co rodzi pewne problemy z obronami, z ochroną danych i przechowywaniem prac dyplomowych. Panuje przekonanie, że prace te powinny być ogólnodostępne i weryfikowalne. Mimo trudności, na tyle na ile to możliwe, dajemy im zielone światło.

A jak rozwiązują to zagranicą? 

Myślę, że nie mają takich problemów. Tam kwestię własności intelektualnej rozwiązuje się inaczej, najczęściej poprzez zawarcie umowy na wyłączność uczelni. Według polskiego prawodawstwa własność intelektualna jest całkowicie po stronie studenta, a uczelnia ma prawo do wspólnej publikacji, ale tylko przez pół roku po obronie. Moim zdaniem własność intelektualna pracy dyplomowej powinna należeć do uczelni, ponieważ student wykonuje ją za pieniądze uzyskane przez uczelnię, na aparaturze i odczynnikach uczelnianych, a tematyka w znakomitej większości jest proponowana przez promotora, który również opiekuje się dyplomantem i kieruje badaniami i projektami inżynierskimi.

Więcej z tej kategorii: « Polski Fundusz Rozwoju
Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx