Reklama
niedziela, 29 października 2017 19:21

Wyzwanie cywilizacyjne

Napisane przez  Administrator

Wystąpienie pani  minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej 

Musimy bardzo powoli zmienić system edukacji zawodowej. Po pierwsze, od września 2017 roku w miejsce zawodowej powstanie szkoła branżowa. Młodzi ludzie podczas debat powiedzieli, że potrzebują tej zmiany z prostego powodu: ich rodzicom szkoła zawodowa kojarzy się bardzo źle. Jesteśmy pokoleniem wychowywanym na zasadzie: ucz się, ucz, bo jak nie, to pójdziesz do zawodówy… To pierwszy powód.

 

Drugi pokazuje cel tej zmiany, podobnie jak w Niemczech,  ma dążyć do indywidualizmu. Prowadzimy z nimi rozmowy. Jestem też w stałym kontakcie ze Szwajcarami i z Austriakami, którzy bezwzględnie popierają naszą reformę i sporo inwestują w Polsce, więc potrzebują również dobrze wykształconych pracowników. W Niemczech w edukacji jest źle, ale szkolnictwo zawodowe plasuje się na wysokim poziomie, dlatego że utworzono tam samorząd gospodarczy, w którym znaleźli się pracodawcy, i oni też dokładają się finansowo do edukacji zawodowej. Podjęliśmy podobne, niestety nieudane próby, ale zamierzamy kontynuować rozmowy. To ważne dlatego, że polscy pracodawcy chcą się dołożyć do systemu edukacji.  Prawie 7 mld zł oraz  4 mld w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych wydajemy na szkolnictwo zawodowe. Otrzymaliśmy jedyną i ostatnią okazję do jego naprawy, dlatego musimy maksymalnie wykorzystać następne dwa-trzy lata. W naprawie zawrą się działania pracodawców, bo oni chcą tworzyć tzw. klasy patronackie. W lipcu w Ministerstwie Edukacji Narodowej ruszy kilkumiesięczny projekt europejski, oszacowany na 20 mln zł, gdzie będziemy liczyć rzeczywiste koszty, mam nadzieję, że wspólnie z Państwem, bo brakuje nam zaangażowania nauczycieli, dyrektorów i pracodawców w  projekty dotyczące podstaw programowych i pieniędzy w szkolnictwie zawodowym. Zapraszamy serdecznie. Projekt służy temu, byśmy już w 2019 roku mogli różnicować subwencje oświatowe dla poszczególnych zawodów.  Uprzedzamy, że nie będziemy wydawać pieniędzy na zawody sklasyfikowane w Polsce jako potencjalnie bezużyteczne. Mamy kłopot ze szkołami policealnymi dla dorosłych, gdzie faktycznie kształci się przyszłych bezrobotnych i gdzie co roku wydajemy ogromne pieniądze na edukację 40 tys. osób do administracji! Nie można marnować środków publicznych na coś, co nie przynosi efektów. Wielki szacunek i wielki ukłon dla Państwa, czyli zdeterminowanych pracodawców, oraz dla wytrwałych nauczycieli, dyrektorów i samorządowców, którzy nie zlikwidowali szkół zawodowych. Śmierć szkół zawodowych zaczęła się od 2000 roku, od utworzenia liceum profilowanego. To był punkt krytyczny, gdy wszyscy zaczęli się od nich odwracać. 

Kolejna zmiana w systemie to wprowadzanie  doradztwa zawodowego. Funkcji doradców nie będą już pełnić nauczyciele, bo jest ich bardzo mało. Budowanie doradztwa z prawdziwego zdarzenia, a przypomnę, że ono rozpoczyna się już w siódmej klasie, zajmie nam około półtora roku, ale nowi pracownicy muszą rozumieć biznes i znać strukturę przedsiębiorstwa. Tego potrzeba w szkołach technicznych. Pracodawcy zauważają, że młodzi ludzie nie potrafią ze sobą współpracować, współodpowiadać za miejsce pracy. 

Od września będą też pieniądze na kompetencje miękkie dla uczniów. Jednocześnie nauczyciele o dowolnym wykształceniu, uczący w szkołach zawodowych – mam nadzieję, że związki zawodowe się tutaj zgodzą – bo takie zmiany nastąpią – będą mogli zarabiać dowolne pieniądze pod warunkiem, że stosują właściwe sposoby kształcenia. Chcemy pozwolić, by pracodawcy dołożyli się do ich pensji, ale wiemy, że to są skomplikowane prawne procedury. Od 1 września w szkolnictwie zawodowym zaczniemy też budować tzw. korpus fachowców. Sięgamy po emerytów, to są wybitni fachowcy, świetnie wyglądający, świetnie mówiący, aż żal, że ten potencjał się marnuje . Oni są potrzebni i szkole, i pracodawcom, np. w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, z którymi rozmawiamy, a które dwa miesiące temu podpisały Deklarację Wałbrzyską, gdzie zobowiązują się do zaangażowania w szkolnictwo zawodowe. Jednocześnie będziemy Państwa uwalniać od papierologii, którą zafundowano Wam w 2012 roku, jeśli chodzi o podstawy programowe, programy i suplementy. To jest bardzo ostra walka, również z Komisją Europejską. Zmieniamy podstawy programowe i chcemy, by pracodawcy byli z nami przy ich tworzeniu. W tej chwili dokonujemy  odważnych zmian, żeby dać Państwu instrument, na podstawie którego będziecie kształcić i który pozwoli uczniom na łatwiejsze zdawanie egzaminów. To kolejny hamulec szkolnictwa zawodowego. Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wie o projekcie zmiany egzaminów na bardziej praktyczne. Ta mania testów, teorii – co z tego, że ktoś napisze o grabiarce, jeżeli nie potrafi jej obsłużyć czy w razie awarii wymienić części. Dobrnęliśmy do szkoły zawodowej teoretycznej, a to jest absurd. Mamy sporo projektów dofinansowujących, z których mogą skorzystać nauczyciele i pracodawcy. Chcemy, żeby pracodawca mógł być egzaminatorem, żeby uczeń niektóre elementy egzaminu czy też cały egzamin zdawał w miejscu pracy. Jednocześnie we wrześniu pokażemy mechanizmy prawne, które pozwolą Specjalnym Strefom Ekonomicznym na otwieranie szkół branżowych. Specjalna Strefa Ekonomiczna będzie warsztatem tak jak przedsiębiorstwo, bo istnieje taka ogromna potrzeba. Niestety, z moich rozmów z właścicielami hut i stalowni wynika, że w powiecie, na terenie którego się znajdują, nie ma ani jednej klasy, która dla tych właścicieli stanowiłaby propozycję. Mamy mnóstwo zawodów, gdzie doszło do powstania luk pokoleniowych. Potrzebujemy 30 tys. kierowców, 40 tys. informatyków, kolejarzy, a przecież kompletnie nie mamy młodych ludzi związanych z tą gałęzią przemysłu. Nie wspomnę o luce pokoleniowej branży energetycznej. Mogłabym tak mnożyć. To cywilizacyjne wyzwanie. Stąd edukacja i system edukacji znalazł się w strategii odpowiedzialnego rozwoju, gdzie m.in. zaczęliśmy współpracę pomiędzy różnymi ministerstwami, dlatego że z rodziną rozmawiamy o młodocianych. Nie może być tak, że młodociany dostanie 120 zł, dlatego że czasami jest to koszt biletów miesięcznych na dojechanie do miejsca, gdzie odbywa się praktyka. W Niemczech młodociany otrzymuje 840 euro. Koło Dolnego Śląska zaczyna się odpływ dzieci, które chcą uczyć się w niemieckich szkołach zawodowych, więc tu trwają poważne rozmowy, m.in. na temat podniesienia czy zwiększenia dla nich środków finansowych. Bardzo aktywnie zaczęły się w to włączać poszczególne ministerstwa, bo one już mają swoje szkoły, które też dysponują dodatkowymi pieniędzmi i w których czasami na jedno miejsce przypada pięć osób, więc my te instytucje wyciągniemy na sztandary. Szukam dodatkowych pieniędzy, które wejdą w system szkolnictwa branżowego. Najkrócej mówiąc, chcemy szkolnictwa zawodowego zbliżonego do niemieckiego, choć go pewnie nie powtórzymy. Niemcom podoba się nasz trializm, to znaczy warsztaty kształcenia praktycznego, dlatego że w tej chwili maszyny kosztują kilkaset milionów złotych i istnieje ryzyko i obawa, że młodociany podczas pierwszego kontaktu z maszyną zwyczajnie ją popsuje. Musi mieć zapewnione ćwiczenia przed wejściem do całej linii technologicznej. Szkoły zawodowe i centra kształcenia, które też zmienią swoją funkcję w najbliższym czasie na dużo poważniejszą, będą zarabiać i będą w zintegrowanym systemie kwalifikacji, gdzie umożliwione zostanie potwierdzanie umiejętności, czyli tak naprawdę obywatele wejdą w system uczenia się przez całe życie. Otrzymaliśmy zgodę premiera, szukamy tylko rozwiązań i pomysłów. Jednym z nich jest propozycja zwolnienia z podatku od darowizn firm, które np. chcą zakupić sprzęt, bo to też jest pewien hamulec.  

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx