Reklama
czwartek, 25 lutego 2016 00:32

Pełni pasji

Napisane przez  Administrator

Z Przemysławem Kieliszewskim, dyrektorem Teatru Muzycznego w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz

„Poznaniacy jako zbiorowość bywają zbyt egocentryczni. Nie mówmy o sobie, że jesteśmy najlepsi, tylko bądźmy tacy rzeczywiście” – to Pana słowa. Jacy jesteście Państwo jako teatr?

 

Jesteśmy pełni pasji i chęci przynoszenia poznaniakom radości ze spektakli, które przygotowujemy. Mamy poczucie, że w ciągu ostatnich trzech lat dużo się w Teatrze Muzycznym zmieniło, i jesteśmy zadowoleni, że zmiany są odbierane w sposób pozytywny przez Poznanian, Wielkopolan, przez opiniotwórcze osoby, i chcemy ambitnie realizować też marzenie wszystkich o nowym Teatrze Muzycznym. To nie znaczy, że nie dostrzegamy problemów niskich uposażeń pracowniczych oraz tych związanych z podwyższeniem wieku emerytalnego dla artystów.

W 2013 roku objął Pan funkcję dyrektora teatru, który w tym roku obchodzi sześćdziesięciolecie. Przez te lata zachodziło w nim wiele zmian, i tak Stanisław Renz wprowadził do teatru musicale, Henryk Olszewski przedkładał nad inne przedstawienia komedie muzyczne, co spowodowało zmianę nazwy z Poznańskiej Operetki na Teatr Muzyczny. Z kolei Andrzej Wiza preferował spektakle polskich twórców; Włodzimierz Krzyżanowski stawiał na repertuar współczesny i wreszcie Daniel Kustosik, którego działania Zdzisław Beryt określił jako „poszukiwanie złotego środka pomiędzy tradycyjnymi upodobaniami publiczności a nowatorskimi poszukiwaniami, propozycjami i ambicjami”. Jaką Pan ma wizję po tych trzech latach? 

evita_oksana_hamerska_fot_radoslaw_lak_2_ Jeżeli chodzi o Stanisława Renza, trzeba podkreślić, że był nowatorski, pisał bardzo popularne spektakle muzyczne. W tym sensie był jednym z pierwszych kompozytorów polskiego musicalu, choćby słynnego „Dziękuję Ci, Ewo!”. Jestem wyznawcą teatru, w którym jest miejsce dla wielu gatunków muzycznych, stawiam coraz bardziej na musical. 21 maja wystawiamy „Księżniczkę Czardasza”. Operetka stanowiła w historii muzyki okres czterdziestu lat i tak naprawdę skończyła się w latach 20. XX wieku. I w tym sensie jest pewnym zamkniętym, choć żywym, rozdziałem. Daniel Kustosik też zżymał się, że operetka go nudzi. Natomiast wydaje się, że po stu latach twórcy komunikują się z dzisiejszym widzem już trochę innym językiem.

Jakim? 

Jesteśmy nastawieni na komunikację z widzem za pośrednictwem jego języka i chcemy nadrobić zaległości Poznania w tym zakresie. Dopiero w zeszłym roku po raz pierwszy pokazaliśmy tutaj spektakl najbardziej znanego musicalowego kompozytora Andrew Lloyda Webbera, czyli „Evitę”, podobnie jak za chwilę wystawimy jego największe, co prawda już czterdziestoletnie dzieło, klasykę teatru muzycznego – „Jesus Christ Superstar”, które w Poznaniu jest wyczekiwaną nowością. Podobnie rzecz ma się z bardzo dobrze przyjętym musicalem lat 90., pokazanym dwadzieścia lat później – „Jekyll&Hyde”, ale to cały czas jest nadrabianie zaległości. Mamy zamiar sami tworzyć musicale. Pracujemy nad „Seksmisją”, która ma być wielkim przebojem, oglądanym przez tysiące ludzi, podobnie jak wspomniane „Dziękuję Ci, Ewo!”. Chcemy stworzyć teatr współczesny, pełen rozrywki, ale komunikować się językiem dzisiejszych czasów.

Ostatnio widzowie mogli po raz kolejny obejrzeć „Wesołą wdówkę”, wystawioną na początku ubiegłego wieku przez sławnego Franciszka Lehára. I choć w Wiedniu w dniu premiery nie przyjęto jej z entuzjazmem, to jednak jest kanonem dzisiejszej sceny muzycznej. W czym tkwi tajemnica popularności właśnie tej sztuki?

Wydaje mi się, że kluczem jest piękno śpiewanych przez pokolenia przebojów. Libretta operetek są często banalne i sami śmiejemy się z siebie, że potrafimy dać się oczarować tą operetkową bajką, a jednak nam się to podoba. Powodem jest czar muzyki. Ostatnio wystawione spektakle „Wesołej wdówki” dedykowaliśmy zmarłemu Bogusławowi Kaczyńskiemu. Był jednym z największych adoratorów opery i operetki, tej drugiej szczególnie, gatunku nieco odchodzącego, podobnie jak wielcy jej popularyzatorzy, którzy poprzez kultywowanie tych dzieł przyczynili się do ich przetrwania. Po śmierci Kaczyńskiego operetka została w pewnym sensie „wdową” po nim.

nie_ma_jak_lata_20_lata_30_2_zdj_damian_andrzejewski_spot Już niedługo premiera „Księżniczki Czardasza”. Do jej realizacji zaprosiliśmy znakomitego reżysera Grzegorza Chrapkiewicza, którego produkcję „Kotki na gorącym blaszanym dachu” wystawianą w Teatrze Narodowym, z genialnie zagraną przez Janusza Gajosa rolą główną, poznaniacy mogli obejrzeć ostatnio w Operze. Choreografię przygotowuje Jarosław Staniek. Dzięki pracy świetnych realizatorów, wspaniałych muzyków produkcje operetkowe zyskują nowy blask. 

Przywołał Pan Bogusława Kaczyńskiego, którego ja również niezwykle cenię, a który powiedział o Polakach: „Nie jesteśmy narodem głuchym, ale wrażliwie wyczulonym na piękno muzyki”. Jak wynika z przeprowadzonych badań, w ciągu jednego miesiąca 2015 roku w teatrze było zaledwie 7% badanych, głównie były to osoby z wykształceniem wyższym w wieku 25-39 lat... 

...a z naszych badań wynika, że statystyczny poznaniak przychodzi do Teatru Muzycznego raz na niecałe czterdzieści lat!!!, więc rzeczywiście mamy ogromną pracę do wykonania, ale ponieważ cieszymy się pełną widownią – ubiegłoroczny wynik sięgnął 115 tysięcy widzów – to pokazuje, jaki jest nasz potencjał dziś i jaki będzie w przyszłości. Dlatego tak bardzo zabiegamy o nowy teatr, który pozwoli na wprowadzenie zachwycającej widza techniki i nowych środków inscenizacyjnych. Obok kina branża musicalowa jest drugą co do wielkości i przyciąga więcej widzów niż niektóre filmy, a to świadczy o jej olbrzymiej popularności. Mimo że ociera się o popkulturę, to jednak mieści się w nurcie kultury wyższej. Tym bardziej Teatr Muzyczny w Poznaniu powinien, o czym jest przekonana większość decydentów, wreszcie uzyskać odpowiedni status i siedzibę. Kultura jest klejem społecznym, im więcej ludzi będzie przychodziło do teatru, tym więcej osób zacznie chodzić w inne miejsca, zwiększy się aktywność społeczna, bo kultura ma zdolność do otwierania ludzi na siebie, daje impuls do współpracy, do bycia lepszymi. Teatry muzyczne nie służą wyłącznie spełnianiu ambicji czy marzeń artystów i dyrektorów, ale realizują misję społeczną. Chcemy teatru metropolitarnego, który zintegruje nas wokół idei nowoczesnego miasta, ponieważ eksperci szacują, że nowy teatr będzie odwiedzało 160, 180 tysięcy ludzi rocznie.

A co się podobało najbardziej w Pańskim teatrze w ubiegłym roku?

nie_ma_jak_lata_20_lata_30_ach_jak_przyjemnie_zdj.damian_andrzejewski_spot Największy sukces frekwencyjny i artystyczny odniosła „Evita”, która otrzymała znakomite recenzje. Oprócz niej zrealizowaliśmy jeszcze trzy duże premiery: „Hello, Dolly!”, „Nie ma jak lata 20., lata 30.” i „Dookoła karuzeli, czyli dziecko potrafi”. Był również duży koncert w Sali Ziemi „Face to Face”, który ogromnym echem odbił się w Poznaniu, i wiele innych projektów, a zagraliśmy 216 własnych spektakli i około 70 gościnnych. Rok bardzo intensywny, ale „Evita” wybijała się na pierwszy plan. 

W ubiegłym roku we wrocławskim Teatrze Polskim miał miejsce spektakl „Śmierć i dziewczyna”, którego sceny wzbudziły spore kontrowersje. Czy warto stawiać w marketingu na szok i ekstrawagancję?

Preferuję stosowanie innych instrumentów marketingowych, ale kultura zawsze posługiwała się prowokacją, to nie jest odkrycie. Jedyne, co mnie niepokoi we współczesnych realizacjach, to pytanie, czy za prowokacją stoi jakaś treść, która ma na celu komunikację z widzem. Utkwiły mi w pamięci słowa Jana Englerta, który w wywiadzie dla jednej z gazet mówił o tym, że smuci go to, iż jeszcze dwadzieścia lat temu reżyser miał potrzebę i ambicję skomunikowania się z widzem, bycia zrozumianym przez niego, i ze smutkiem konstatuje, że ta tendencja zanika wśród współczesnych reżyserów w teatrze dramatycznym. Myślę, że to jest mocna diagnoza. Jako teatr rozrywki mamy troszkę inną rolę do spełnienia, jednak ludzie przychodzą tu też wzruszyć się, przemyśleć, przeżyć coś wyjątkowego. 

Kiedyś szukało się paraleli z ideą teatru Wyspiańskiego, teatru charakteryzującego się brakiem czasu historycznego, wizyjnością, przeżyciami mistycznymi, nawiązaniami do tradycji antycznej. Czy to w ogóle jest jeszcze możliwe w teatrze?

Konieczny jest jakiś zwrot w tym kierunku, gdzieś ten kanon dobra, piękna i prawdy musimy odzyskiwać, bo tu jest miejsce, w którym społeczeństwo powinno odnajdywać siebie, i w tym sensie zbiorowe emocje powinno się wzbudzać nie tylko w sposób prowokacyjny. Wspomniała Pani o tradycji greckiej. Jeżeli się do niej nie odnosimy, to tracimy pewien kanon komunikowania się ze sobą...

...by mieć tę satysfakcję – za Wyspiańskim – żeby „ciągle widzieć ich twarze”, piękne, zadowolone twarze widzów bijących brawa.

Ten rok będzie bardzo bogaty w wydarzenia, wspomniał Pan o „Jesus Christ Superstar”, proszę opowiedzieć o tym projekcie. 

To wielkie szczęście dla nas, że zostaliśmy zaproszeni do tego, żeby artystycznie zaistnieć na najważniejszym chyba wydarzeniu obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski. 16 kwietnia na stadionie miejskim odbędzie się część religijna i osobno artystyczna. Na początku będzie msza święta, my wypełniamy część świecką. Wspólnie z głównymi organizatorami – z przedstawicielami Miasta, przedstawicielami archidiecezji poznańskiej i Narodowego Centrum Kultury – postawiliśmy sobie pytanie, kto na przestrzeni historii polskiej państwowości, zakorzenionej w chrześcijaństwie, był osobą mającą wpływ na te wszystkie wieki. Biorąc pod uwagę Mieszka, Chrobrego, św. Wojciecha, Wałęsę czy Jana Pawła II i naszych noblistów, wielkie postaci historyczne, zastanawialiśmy się, kto nią jest, i ktoś rzucił myśl, że jeśli mówimy o 1050-leciu chrześcijańskiej Polski, to tą supergwiazdą jest Jezus. Stąd „Jesus Christ Superstar”, pomimo że to nie jest utwór wywodzący się z polskiej tradycji, ale odegrał tak niesamowitą rolę, że muzyka z tego musicalu weszła również do liturgii, a film bardzo ją spopularyzował. To jest ikoniczny utwór, bo przecież mamy ewangeliczny opis drogi Chrystusa z uwypukloną rolą Judasza, który nie może zrozumieć tego, że Jezus jest Bogiem. Z drugiej strony mamy pokazanie tej ludzkiej strony wydarzeń, pokazanie relacji między Marią Magdaleną zakochaną w Jezusie, czyli mamy dobro i zło, zmaganie się człowieka, zdradę i wyższe ideały. Pokazanie takiego tytułu jest bardzo ważne również w kontekście rozwoju naszego teatru. Uznaliśmy wraz z organizatorami, że to będzie odpowiednia sztuka na to święto, że przyciągnie młodych ludzi. Mamy wielkie szczęście, że nie mając dużej sceny, możemy zrealizować ten musical dla 25 tysięcy widzów, czego oczywiście się obawiamy i czym się też ogromnie ekscytujemy, ponieważ jest to spełnienie kolejnych naszych marzeń. 

W ciągu sześciu lat ma powstać nowa siedziba, czy wiadomo coś bliżej? Widać bardzo Panu na tym zależy, bo mówił Pan, że zatańczy, zaśpiewa, stanie na jednej nodze... (śmiech

Zacytowałem pewnego znanego polityka. Rzeczywiście jest duża determinacja, nie tylko u mnie, ale u prezydenta Poznania, u zastępcy prezydenta Jędrzeja Solarskiego, u radnych, posłów, u innych wspomagających nas urzędników miejskich. Wspólnie staramy się znaleźć miejsce, o którym moglibyśmy powiedzieć: „Tak, tutaj zbudujemy teatr”. Mamy wstępne koncepcje finansowania inwestycji i lokalizacji. Wzięliśmy pod uwagę zapotrzebowania w sensie gabarytowym. Wiemy, że teatr musi być zlokalizowany w ścisłym centrum, możliwie blisko węzłów komunikacyjnych: kolei podmiejskiej, PKP, PKS-u, szybkiego tramwaju, i musi mieć duży parking. Władze miasta wskazały nam trzy różne lokalizacje. 

Teren PKS-u jest brany pod uwagę?

Tak i bardzo byśmy się cieszyli, gdyby ten teren udało się pozyskać. To byłaby lokalizacja dobra na teraz, za 20, za 30 lat i więcej, ale ostateczne decyzje jeszcze nie są podjęte. Marzy mi się, żeby prezydent Poznania mógł 25 czerwca na naszym koncercie jubileuszowym w Auli Uniwersyteckiej przekazać poznaniakom wiadomość, gdzie teatr będzie zlokalizowany. Czy nam się to uda? Robimy wszystko, żeby tak się stało. 

Na co Pan zaprosi czytelników „Merkuriusza” w najbliższym czasie? 

Zapraszam na musicale „Jekyll&Hyde”, „Evita”, „Hello, Dolly!”, cały czas gramy „Skrzypka na dachu”, „Lata 20., lata 30.”. Polecam też od 21 maja „Księżniczkę Czardasza” i koncert jubileuszowy Teatru Muzycznego ze wspaniałymi przebojami, który odbędzie się 25 czerwca w Auli UAM. 

Czyli na wszystko...prawie... (śmiech)

Tak! Zapraszam!

Reklama
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, redakcja@merkuriusz.com.pl 

xnxx