Polecamy:  Światowe Dni Innowacji 20-24.09.2010
05 /2010
Home
Aktualnosci
Archiwum
Reklama
Felieton
Galeria
Kontakt
Linki
Prenumerata
aglomeracja.jpg
Aglomeracja w oczach ekonomistów
poznan_globalny.jpg
Poznań globalny,lokalny?
miejsce_spotkan.jpg
Miejsce spotkań popytu z podażą
la_boheme.jpg
La Boheme
Aglomeracja w oczach ekonomistów
Źródła przewagi
Właściwa alternatywa
O czym marzymy?
Z entuzjazmem o aglomeracji
Autostrada do nieba?
Urban sprawl
Poznań globalny,lokalny?
Trzeba postawić na rozwój kolei
Najlepiej w Boxing Teamie
Nowości muzyczne
Pasja ze smakiem
Wikliniarski potentat
Zasiew dobrego prawa
Spór o edukację
Miejsce spotkań popytu z podażą
Zupa cebulowa, zrazy i ...
La Boheme
Rzeczpospolita wyborcza

Nasze artykuły znajdziesz także na portalu epoznan.pl
Wywiad

Grzegorz Wojtera: Wpłacając dziewięć milionów złotych „janosikowego”  musimy sobie powiedzieć od razu, że rezygnujemy z trzech, czterech dróg, które moglibyśmy zrealizować.

Wybrana grafika

janosikowe

Wybrana grafika W ten dość emocjonalny sposób zaczęliśmy rozmowę z wójtem Suchego Lasu Grzegorzem Wojterą, wójtem Komornik Janem Brodą i burmistrzem Kórnika Jerzym Lechnerowskim, której tematem jest tzw. podatek „janosikowy”.

 

 

Grzegorz Wojtera: Jest prosta relacja między koniecznością samego rozwoju a środkami finansowymi, które na ten rozwój gmina posiada i przeznacza. Świetnym przykładem na to są wspomniane drogi. Co z tego, że jesteśmy w stanie zrealizować pięć, sześć, siedem dróg rocznie, przy średnim koszcie powiedzmy milion do półtora, jeśli cały czas mam świadomość, że jednocześnie trzydzieści, czterdzieści dróg mamy niezrobionych. Mam świadomość, że mieszkańcy będą pytali o ten stan rzeczy i będą mówili: „proszę zbudować drogi, bo to jest właśnie pana zadanie”. Mamy również świadomość, że gminy, które otrzymują te pieniądze w formie dotacji, to gminy biedne, które mają parę dróg na krzyż. Nie dotyczy ich problem przyrostu mieszkańców, a co za tym idzie mają zupełnie inne tempo rozwoju.

Wybrana grafika Jednak kiedy w 2003 roku ówczesny Minister Finansów Grzegorz Kołodko wprowadził regulacje finansowe nazwane później ustawą „janosikową”, nie budziła ona kontrowersji. Co się takiego stało, że województwo mazowieckie próbuje zakwestionować zapisy ustawy od momentu jej powstania? Państwo też nie podważaliście tego wcześniej? W takim razie dlaczego w tym roku wrze?

Jerzy Lechnerowski: Województwo mazowieckie traci najwięcej, dlatego tak reaguje. Wiadomo, że ich dochód jest zdecydowanie większy niż w innych województwach. Miejscowości podwarszawskie są też dość bogate i przypuszczam, że więcej gmin odprowadza ten podatek niż z niego korzysta. Nas, myślę tu nie tylko o znajdujących się w redakcji, ale o całej Wielkopolsce, dotyczy to też boleśnie. W tej kwestii jesteśmy zaraz za Warszawą. Robi się taki niebezpieczny podział na gminy, które się rozwijają i płacą „janosikowe” i te, które się nie rozwijają i z „janosikowego” korzystają.
Wcześniej Kórnika to nie dotyczyło, zaś ostatnio za 2009 rok odprowadziliśmy około sześciuset tysięcy złotych, natomiast w tym roku zapłacimy już ponad milion czterysta tysięcy. Koledzy z Suchego Lasu i Tarnowa Podgórnego mają po dziewięć milionów złotych. Zadowoleni z tego nie jesteśmy, bo wolelibyśmy inwestować u siebie.

Wybrana grafika W takim razie można powiedzieć, że Państwa postawa godzi w podstawową zasadę solidarności bogatych i biednych...

Jan Broda: Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście idea solidaryzmu społecznego realizuje się właśnie przez tę ustawę. Myślę, że wyrażę tu wspólne przekonanie, że solidarność i solidaryzm jak najbardziej, ale ta ustawa powoduje pewne wypaczenia, nie mówiąc o tym, że nie jest rynkowa. Mój „janosik” to siedemset metrów drogi, której nie mogę wykonać. Czy przekazując te pieniądze w ten sposób, dajemy wędkę czy rybę? Ja uważam, że rybę. Może trzeba by zmienić formę tej ogólnej subwencji. Skoro idzie to z naszych kosztów, naszych inwestycji, to niechby te pieniądze były przynajmniej przeznaczone na inwestycje.
Grzegorz Wojtera: Mam na to świetny przykład. Byłem w gminie w okolicach Lublina, która żyje ze środków unijnych oraz  dopłat z ogólnej subwencji.
Do centrum jechaliśmy nowym gminnym renault traffickiem, aby obejrzeć park wykonany z dziewięciu rodzajów piaskowca z piękną fontanną, który kosztował około pięciu milionów. Park robił rzeczywiście wrażenie, ale podkreślam jeszcze raz, że gmina żyjąca z naszych odprowadzanych podatków za najważniejsze uważa inwestowanie w „Park Dziewięciu Piaskowców”. To się w głowie nie mieści.  
W tym kontekście uważam, że ten podatek jest antypaństwowy i antyrozwojowy. Wszyscy nie muszą być średnio bogaci. W świecie wolnego rynku są biedni, bogaci i średnio bogaci. I tak jest dobrze i to jest naturalne.
Jerzy Lechnerowski: Oczywiście. Jestem zwolennikiem tzw. zrównoważonego rozwoju gmin, powiatów, województw. Zrównoważony, to nie znaczy „wszyscy po równo”. Zatem to uśrednianie nie jest dobrą opcją. Należy wprowadzić inne rozwiązania legislacyjne, aby pomóc biedniejszym gminom. Być może uwzględnić to w subwencji wyrównawczej dla gmin. Ale nie należy zabierać bogatszym, bo w tych gminach oczekiwania mieszkańców są większe i całkowicie uprawnione.

Wybrana grafika Rozumiem, że proponujecie Panowie, aby wyznaczyć jakieś kryteria?

Jan Broda: Generalnie jestem za tym, aby zlikwidować tę wpłatę, bo jesteśmy bici podwójnie. Nasze starania o środki unijne są skazane na niepowodzenie, gdyż z uwagi na dość wysoki dochód na jednego mieszkańca nie dostajemy za to punktów. Podobnie rzecz ma się z niską stopą bezrobocia. Z drugiej strony nasze zabiegi o pozyskiwanie innych inwestorów „karane” są „janosikowym”, a mieszkańcy pytają, dlaczego wójt się nie stara o środki dla gminy. A ja odpowiadam: staram się, ale nie mam szans.
Jerzy Lechnerowski: A do innych gmin idzie nasze „janosikowe” i dotacje z Unii.
Jan Broda: Odbiór społeczny jest dla nas bardzo niekorzystny i muszę podkreślić, że fundusze unijne dla gmin są medialnym mitem i jesteśmy zdani tylko na własne siły. U nas przybywa około tysiąca mieszkańców rocznie. Powoduje to, że mamy ciasnotę w szkołach, brakuje miejsc w przedszkolach i w tym momencie następne inwestycje aż się proszą o realizację. Może najlepiej nic nie róbmy, leżmy spokojnie i za chwilę wyciągniemy rękę po subwencję ogólną.
Grzegorz Wojtera: To byłaby najprostsza droga do stagnacji w gminie i do osobistego komfortu. Czyli być zwykłym zarządcą, a nie menadżerem, a za dwa, trzy lata sięgnąć po to, co województwo mazowieckie płaci, i sobie spokojnie żyć.
Dzisiaj wiemy, że likwidacja „janosikowego” jest niemożliwa, możliwe są natomiast rozmowy i poszukiwanie innych rozwiązań. Miałbym taką propozycję, żeby objęci „janosikowym” nie występowali o środki unijne. W zamian za to całe „janosikowe”, albo chociażby połowa tych kwot, zostałaby w gminach. Gdybym miał zagwarantowane, że zostaje u mnie cztery i pół miliona, mógłbym podarować sobie wszystkie wnioski.
Jan Broda: Tym bardziej że przygotowanie wniosku to też są spore koszty.
Grzegorz Wojtera: Tak, analizy, programy są kosztowne, a płacimy tylko po to, żeby mieszkańcy nie zarzucili nam, że nie staramy się o wnioski unijne, chociaż z góry wiem, że mam zerowe szanse, no może 3% szans. Potem patrzę na listę wnioskodawców, a Tarnowo Podgórne i Suchy Las na ostatnim miejscu. Załóżmy więc od razu, że środki unijne nie dotyczą gmin, w których wartość Q (dochodu na mieszkańca) jest ponad 175%, a za to zostaje u nas połowa „janosikowego”.
Też mam problem z przedszkolem, a moje wnioski są odrzucane. Za te dziewięć milionów, które odprowadzam, wybudowałbym dwa przedszkola.
Ale wracając do pani pytania, dlaczego wcześniej nie reagowaliśmy, to odpowiem tak – bo nie było to takie bolesne. Jeśli w okresie boomu zysk jest wysoki i trzeba z niego oddać stałą część, to się tak bardzo tego nie odczuwa. I tak było, kiedy płaciliśmy sześćset, siedemset tysięcy. Były duże wzrosty, duża nadwyżka operacyjna i duże wolne środki. Teraz zysk jest mniejszy, a koszty bieżące są duże i rosną. Wybudowanie przedszkola to nie tylko koszty inwestycji. Potem trzeba je wyposażyć, ogrzać, zatrudnić ludzi, a w przyszłości wyremontować. Dziś „janosikowe” zżera  20%, a kiedyś było to 5–7% wolnych środków.

Wybrana grafika Była taka propozycja, żeby ustalić tę kwotę procentowo, np. 25% od zysku.

Grzegorz Wojtera: Nigdy nie było takiej propozycji. Kiedyś zrobiliśmy akcję pt. ogólnopolski zjazd gmin poligonowych. Chodziło o to, żeby Ministerstwo Obrony Narodowej płaciło podatek za poligony położone w gminach. To zaowocowało tym, że jako gmina dostaliśmy siedemnaście milionów złotych. Nie wiem, czy nie przyszedł czas, żeby pod auspicjami „Merkuriusza” zrobić ogólnopolski zjazd gmin pokrzywdzonych przez podatek „janosikowy”.
Jan Broda: Cieszymy się, że się dobrze rozwijamy. Przyczyną naszego powodzenia jest nie tylko położenie, ale nasza przedsiębiorczość. Jednak konsekwencją tego jest to, że będzie więcej wydatków bieżących, a na inwestycyjne pozostaje mniej pieniędzy. Najbardziej niesprawiedliwe jest to, że „janosik” jest naliczany od potencjalnych dochodów, a nie od rzeczywistych.

Zdjęcia udostępnione
przez rozmówców
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Reklama: Kursy masażu - Poznań