Matejko jak Sienkiewicz
Z profesorem Wojciechem Suchockim, dyrektorem Muzeum Narodowego w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz Zakończyła się konserwacja obrazu Jana Matejki Joanna d’Arc, który możemy podziwiać w Rogalinie. Wyeksponowany jest w pawilonie, który hrabia Edward Raczyński wybudował specjalnie dla niego. Raczyński musiał go bardzo cenić, skoro poniósł tak wielkie koszty.
Myślę, że miał możliwość pozyskania jednego z tych niezwykłych obrazów wielkiego, historycznego cyklu i skorzystał z tej sposobności. Trudno w tej chwili przesądzić, czy miało to związek z samą treścią, czy z postacią twórcy, którego nie sposób porównać z żadnym innym artystą w dziejach malarstwa polskiego. Przypuszczam, że były to czynniki bardzo istotne. Pomysł na wyeksponowanie obrazu w Rogalinie wiąże się z jego tematyką i wymiarem sakralnym dzieła, na który zwracają uwagę interpretatorzy koncepcji, także przestrzennej, Galerii Rogalińskiej. Również dla samego Matejki religijny aspekt cudowności zdarzeń towarzyszących postaci św. Joanny był wartością szczególną, gdyż, jak wiemy, był to nie tylko człowiek żarliwej wiary, ale też ufający w to, że w dzieje ludzkich losów ingerują siły wyższe. Przywołując w swej twórczości osobę Joanny d’Arc i związane z nią zdarzenie, ukazywał w pewien sposób swoją wiarę w to, że taki niezwykły splot wydarzeń może odegrać rolę w dziejach narodu polskiego. Był cały szereg złożonych aspektów dotyczących kontekstów obrazu, które spowodowały, że postanowił go namalować. Na pewno kwestia jego odbioru miała także wpływ na wyeksponowanie go właśnie w Rogalinie.
Kiedyś, na jednej z pierwszych prezentacji tego obrazu, pięknie powiedział Pan, że w porównaniu ze współczesnym malarstwem tu każdy centymetr można powiększyć i oprawić, traktując jako osobne dzieło.
Gatunek malarstwa, który uprawiał Matejko, jest już właściwie rozdziałem zamkniętym w dziejach sztuki. Jego prace to gigantyczne, narracyjne obrazy, których złożoność treści jest niemalże nie do odgadnięcia. To oznacza także, że powstanie takiego obrazu wiąże się z niepoliczalną liczbą decyzji malarskich, które dotyczą zarówno koncepcji całości, jak i sposobu pokazania na obrazie najmniejszego detalu. Rzeczywiście w tych mikrostrukturach można zobaczyć, jak znakomitym był malarzem w sensie opanowania warsztatu. Jednak twórczość Matejki była różnie oceniana przez pokolenia. Z jednej strony uznawano go za giganta, który właściwie zbudował wyobraźnię historyczną narodu, z drugiej krytykowano jego sztukę malarską, wskazując rozmaite niedostatki. Ta krytyka pochodziła w dużej mierze od jego własnych uczniów, którzy próbowali wystąpić z innym, nowatorskim programem i pojmowaniem malarstwa. Należy podkreślić, że w wielu aspektach mistrz był po prostu nie do przewyższenia i dotyczyło to zarówno kwestii ekspresji postaci ludzkiej, gestyki, ruchu, ale także niebywałej sprawności opanowania materii malarskiej. Sam Matejko podkreślał, że ważniejsze są dla niego pewne idee, rzeczy wyższe i niekiedy musi poświęcać coś, co z malarskiego punktu widzenia mogłoby być wykonane inaczej. Czy zgodzi się Pan z tą tezą, że Matejko malował tak, jak pisał Sienkiewicz, czyli ku pokrzepieniu serc?
Do pewnego stopnia tak, jednak pamiętajmy słynne słowa „zacznę od ran”, które miał wypowiedzieć, kiedy przystępował do malowania pierwszego obrazu z wielkiego cyklu historycznego, czyli Kazanie Skargi. Łączyły się w jego twórczości elementy pokrzepienia i konstruktywnej krytyki narodu. Drugie z jego wielkich dzieł – Rejtan, wzbudziło ogromne protesty, przede wszystkim ze względu na wybrany fakt z dziejów naszej historii i sposób jego przedstawienia. Zarzucano mu skłanianie się ku sensacyjności tematu, a przede wszystkim to, co wyraził Kraszewski w słowach „policzkować trupa matki nie godzi się”. I choć Matejko wybierał także momenty triumfów, czego przykładem jest Bitwa pod Grunwaldem, Jan III Sobieski pod Wiedniem, Hołd Pruski czy pokojowe zespolenie dwóch narodów w Unii Lubelskiej, jednak był tym, który, można by rzec, za Piotrem Skargą wskazywał na negatywne zjawiska, powody rozmaitych załamań dziejowych, eksponując, czasem w ukryty sposób, problematykę społeczną, kwestię chłopską, co pod koniec życia wyraził dobitnie w Bitwie pod Racławicami. Matejko krzepił serca, ale przede wszystkim namawiał do refleksji, starał się swoimi obrazami, swoją interpretacją historii skłonić do zastanowienia się nad losami narodu i niepowtarzania błędów.
Dla mnie postać Matejki łączy się przede wszystkim z takimi obrazami, jak Rejtan, Kazanie Skargi...
Często wskazuje się związek Mateki z krakowską szkołą historyczną, związaną z konserwatystami – Stańczykami, z historykami, którzy poszukiwali przyczyny złej sytuacji Polski nie tylko w zewnętrznej presji, ale także w błędach wewnętrznych i pewnym zwyrodnieniu ustrojowym. Matejko na pewno był bliski temu stanowisku, ale należy także pamiętać o jego osobistej interpretacji historii. Nie było tak, że odmalowywał to, co swoimi rozważaniami podpowiadali mu historycy. Nie chciał być ilustratorem, tylko dziejopisem, i pragnął robić to po swojemu. Próbowano wskazywać na to, że odtwarza historię tak, jak ją pisali Józef Szujski, Walerian Kalinka, Michał Bobrzyński, wielcy historycy krakowscy tamtej doby. Można zaryzykować tezę, że był najwybitniejszym historykiem swoich czasów o najbardziej osobistym stosunku do znanych dziejów.
Joannę d’Arc malował w darze dla Francji za to, że w jego odczuciu przytulała Polaków w różnych tragicznych sytuacjach. Dlaczego ten obraz nie dotarł jednak do miejsca przeznaczenia?
Matejko Joanną d’Arc chciał wyrazić swoją wdzięczność za przyjęcie przez Francję Wielkiej Emigracji, ale obraz miał też być ekspiacją za udział Polaków w Komunie Paryskiej, co Matejko potępiał ze względu na swoje poglądy. Mimo planów obraz nie trafił jednak do Francji przede wszystkim dlatego, że skutecznie mu to wyperswadowano. Wynikła z tego powodu awantura, ponieważ był on bardzo przywiązany do swojej koncepcji. Wcześniejszy obraz – Jan III Sobieski pod Wiedniem – darował papieżowi i gest ten spotkał się z aprobatą, natomiast w przypadku Francji przypuszczano, że zostanie nie tylko źle przyjęty, ale że może być nawet wyśmiewany, i to z rozmaitych powodów. Ze względu na samo znaczenie, jakie przypisywał temu gestowi Matejko, ale także na fakt, że ten typ malarstwa historycznego w końcu lat 80. XIX wieku był już nie na czasie. Poza tym obraz interpretował istotny temat z dziejów Francji w sposób, który mógł godzić w jego pojmowanie przez Francuzów. Co ciekawe, Stanisław Witkiewicz, który często krytykował Matejkę, w tym przypadku opowiadał się za jego planem, uważając, że postać tak wybitna jak Matejko powinna mieć możność wykonania takich gestów, pomimo że mogłyby być niewłaściwie pojmowane.
Konserwacja obrazu zaczęła się rok temu, w momencie gdy podjęto renowację całego muzeum rogalińskiego. Na jakim etapie są prace renowacyjne?
W tej chwili wygląda to tak, że wykonaliśmy to, co zakładał plan pierwszego etapu renowacji. Galeria jest całkowicie odnowiona, wyposażona w klimatyzację, zabezpieczenia i spełnia wymogi nowoczesnej przestrzeni ekspozycyjnej. Natomiast co do pałacu i całości rezydencji – pozostajemy wciąż w poczuciu niepewności. Ubiegaliśmy się o środki europejskie na drugą fazę renowacji Rogalina, jednak sprawa dotychczas nie została przesądzona. Jesteśmy na liście rezerwowej. Dziwi nas ta sytuacja, już choćby z tego powodu, że jest to kontynuacja inwestycji, a inwestycje kontynuowane miały być traktowane priorytetowo. Poza tym nasz projekt dotyczy miejsca, jakich jest niewiele w Polsce. Rogalin był przecież związany z działalnością mecenasowską rodziny Raczyńskich, której – przynajmniej w Wielkopolsce – nie ma odpowiednika. To mauzoleum rodowe powinno zasługiwać na specjalną opiekę, aby ludzie mogli tu przybywać i podziwiać architekturę oraz wyposażenie tej rezydencji. Nie tracimy jednak nadziei i wierzymy, że to, co jest absolutnie niezbędne, co jest wielorako uzasadnione, będzie wykonane do końca.
fot. Archiwum MNP |