Lech Mergler
SŁOWNIK WYRAZÓW TUTEJSZYCH– Jedzmy g..no! – nawołują miliardy much – bo ono jest smaczne i zdrowe… To obrzydliwe wezwanie ma zwykle ilustrować tezę, iż szerokie poparcie dla jakiegoś poglądu nie czyni go prawdziwym. Historia notuje dziesiątki i setki przypadków zbiorowych halucynacji, przywidzeń, błędu i obłędu ogarniającego całe narody, cywilizacje, imperia… To samo dotyczy znaczenia słów. Intuicyjnie przyjmujemy, że wszyscy wiemy, co one oznaczają, i że wiemy to samo, czyli tak samo rozumiemy słowa, pojęcia, symbole. Skoro tak samo, skoro wszyscy się w tym zgadzamy, to uznane przez nas znaczenie jest adekwatne do rzeczywistości. Czy naprawdę jest? Początkowo miał to być słownik przedświąteczny, bo jakby nie wypada w drugiej połowie grudnia, w tak bogobojnej ojczyźnie, o czymkolwiek innym niż o świętach blubrać, albo o sprawach świąteczne udających. Te drugie wydają się zresztą znacznie bardziej rozpowszechnione, ponieważ każda okazja do zrobienia interesu, także Boże Narodzenie, ma jakoby być równie dobra. Powszechność tego bzdetu nie czyni go prawdziwym, więc ostatecznie słowo „przedświąteczny” znikło z tytułu. Po prostu nie uważam, że dla podlizania się czytelnikowi warto, a zwłaszcza należy, słowo to wciskać wszędzie. Słownik niniejszy, a raczej jego pilot, ma służyć lepszemu porozumieniu się wzajemnemu poprzez zaktualizowanie słów krążących między nami. Rzeczywistość bowiem w ciągu 20 lat tak zwanej wolnej Polski zmienia się szybciej niż kodyfikacja języka i nasza świadomość używania go. Dlatego często zgodnie operujemy nadal słowami, o których intuicyjnie wiemy, iż opisują co innego niż jeszcze niedawno. Jednak wspólnie, żywiołowo, zgadzamy się na tę rozbieżność desygnatu i nazwy, bo rozpoznajemy od razu jej nowy już sens. Na tej zasadzie worek foliowy na zakupy nazywany jest często siatką, choć wszyscy wiedzą, że folia siatką w żadnym razie nie jest. Ale skoro to wszyscy wiedzą, a siatek właściwych w obiegu już prawie nie ma, możemy mówić na folię – siatka, i tak wiadomo, o co chodzi…
A zatem wyjaśnijmy sobie….
- Święta – kulminacja kampanii marketingowych na rzecz intensyfikacji zakupów, których rezultatem jest rekordowy, w ciągu roku, poziom zbytu wszystkich dóbr konsumpcyjnych; zjawisko opisane w każdym podręczniku dla biznesu.
- Zakupy – rytualne czynności społeczne, których celem w okresie przedświątecznym jest pozyskiwanie prezentów, co stanowi wymówkę rozgrzeszającą wydatki ponad możliwości.
- Karp świąteczny – ryba słodkowodna obligatoryjnie pożerana w Wigilię; staje ością w gardle, jeśli dusiła się transportowana żywa w foliowym worku, a nie w wiaderku z wodą.
- Kolęda – akustyczne tło świąt, w postaci prostych utworów wokalno-instrumentalnych, które tworzą nastrój sprzyjający zakupom i tłumią wyrzuty sumienia z powodu rozrzutności.
- Życzenia świąteczne – zastępcza forma kontaktów międzyludzkich, która uwalnia od starań życzliwego i uważnego odnoszenia się do bliźnich na co dzień przez resztę roku.
- Święty Mikołaj, Gwiazdor – umundurowany funkcjonariusz służb marketingowych wielkich sieci handlowych, który ma zachęcić ludność do wydania jak największej kasy na prezenty.
- Konsumpcja – powszechny w krajach bardziej rozwiniętych kult o charakterze świeckim; ma on charakter rywalizacji wszystkich warstw, klas i stanów (oprócz wariatów); jego mottem jest reklamowy greps: nie pozwól, żeby inni mieli od ciebie więcej, lepiej i bardziej.
- Samochód – najbardziej pożądany obiekt konsumpcji w krajach z ambicjami bycia cywilizowanymi; służy do spędzania czasu na ulicach miast, najczęściej bez poruszania się albo w warunkach poruszania się pulsacyjnego (metr do przodu i postój, metr do przodu i postój…).
- Jezdnia – utwardzony fragment powierzchni o mocno wydłużonym kształcie, jak nazwa wskazuje – służący do chwilowych postojów samochodów – stąd zwyczajowe, telefoniczne pytanie: dokąd teraz stoisz w swoim samochodzie?
- Chodnik – jak nazwa wskazuje – miejsce służące do dłuższego postoju samochodów.
- Korek drogowy – powszechna impreza towarzyska dla zmotoryzowanych, gwarantująca bezpieczny dystans i osobność, przy jednoczesnym silnym poczuciu wspólnoty doświadczanego losu, często wiąże się z intensywnymi, niekiedy gwałtownymi przeżyciami (np. jadący na sygnale walec drogowy).
- Planowanie przestrzenne – miejska gra hazardowa, uprawiana przez władze, której efekty lokalizacyjne są absolutnie nieprzewidywalne, według dyrektywy: tak idiotyczne, że aż prawdopodobne…
- Tereny i kliny zieleni – jak nazwa wskazuje, miejsca przeznaczone pod zabetonowanie, czyli inwestycyjną działalność budowlaną, przynoszącą szybkie i wymierne zyski.
- Polityka – działalność z pogranicza strefy szarej i czarnej, której udziałowcy, w przeciwieństwie do tradycyjnych obyczajów ludzi honoru z miasta (szli w zaparte i zawsze siedzieli za niewinność), na byłych kooperantów sami donoszą do organów – nagrania z dowodami.
- Konsultacje społeczne – wydłużona dla pozoru droga proceduralna, na której władza przechodzi od objawienia swoich pomysłów do ich bezapelacyjnej realizacji.
- Wybory samorządowe – coraz mniej popularna i gorzej uczęszczana impreza masowa, która zatwierdza pozostanie tej samej drużyny przy władzy i paszy przez kolejne cztery lata.
- Parytet płci – kolejny, obok feminizmu, ekologii, homoseksualizmu, świńskiej grypy, partii politycznych i ojca dyrektora, przejaw nadciągającego końca świata.
|