Laudacja z okazji nadania Honorowego Obywatelstwa Miasta Poznania Lechowi Wałęsie
Waldemar ŁazugaPanie Prezydencie Wielce Szanowny Panie Prezydencie. Niewiele jest i niewiele było w przeszłości osób – w Polsce i na świecie – które już za życia o miejsce w historii troszczyć się nie musiały, którym historia przyznała miejsce zaszczytne, wyróżnione, wyjątkowe, symboliczne, i to niezależnie od tego, co o nich mówili współcześni, jakie przeciwko nim wytaczali działa, jakich imali się argumentów i ilu mieli nieprzejednanych wrogów. Czy to zresztą nie prawda, że kto nie ma wrogów, nie zasługuje na przyjaciół? Upływający czas „wszystkie nasze dzienne sprawy” sprowadzi kiedyś do właściwych proporcji. Namiętności wyciszy, rowy zasypie, a nad naszymi burzami i piorunami późni wnukowie wzruszą co najwyżej ramionami, w najlepszym razie to i owo zamienią na anegdotę. Tak się stanie. Inaczej nie będzie. W podręczniku historii z wielu milinów Polaków pozostanie zaledwie kilka nazwisk. Do największych wśród nich będzie należało nazwisko Lecha Wałęsy. Panie Prezydencie. Nie zawsze rodzimy się wtedy, kiedy się rodzimy. Historycy lubią zastanawiać się nad tym, kiedy naprawdę urodził się Marcin Luter, kiedy Bonaparte, kiedy Kościuszko, kiedy Garibaldi, Piłsudski czy Churchill, i, rzecz jasna, wcale nie chodzi tu o metrykę. Można powiedzieć, że Garibaldi urodził się wraz z risorgimento, a Churchill wtedy, gdy na Londyn poleciały bomby. Z Panem, Panie Prezydencie, przy całym Pana podobieństwie do Garibaldiego i niepodobieństwie do Churchilla, jest analogicznie. Pan się nie urodził wtedy, kiedy się urodził, lecz w sierpniu 1980 roku. Co więcej, zaraz po urodzinach stał się Pan ojcem tej niezwykłej w naszych dziejach rewolucji, która była powstaniem, i tego powstania, które było rewolucją. Od sierpnia w Polsce liczymy nową epokę. Z sierpnia – wierzę w to głęboko – początek swój bierze jeden z najlepszych okresów w długiej naszej historii.
Na początku tej epoki – historycznie i symbolicznie – był Lech Wałęsa. Panie Prezydencie. O Pana dokonaniach mówiono już pod każdą chyba szerokością geograficzną. Zastanawiałem się, jak wobec tego najkrócej ująć Pana zasługę. Przypomniały mi się słowa Kuronia, który powiedział kiedyś, że Michnik, Geremek i wielu innych wiedzieli, że upadek komuny za naszego życia jest niemożliwy i że – na szczęście – Pan tego nie wiedział. Myślę, że Kuroń powiedział coś bardzo ważnego. Nie jest realistą w polityce ten, kto nie wierzy w cuda. Bo realista jednak w cuda wierzy. I Pan – na szczęście – w nie wierzył. Szanowni Państwo. Szkoda, że wciąż nie potrafimy się z tych prawdziwych cudów cieszyć (choć i pod tym względem idzie ku lepszemu). Pewien jestem, że gdybym w 1978 albo w 1988 roku powiedział studentom, że Polska będzie tu, gdzie jest, w NATO, Unii, że Polska będzie niepodległa, a oni będą swobodnie poruszać się po świecie, wzięto by mnie za wariata. Za jeszcze większego wariata musiałbym uchodzić, gdybym zapowiedział, że nasza gospodarka – choćby przez chwilę – radzić sobie będzie z problemami lepiej niż gospodarki większości krajów europejskich. Tu już byłbym wariatem skończonym. Patentowanym! Pamiętam zresztą, że coś podobnego za późnej komuny nadano na prima aprilis – że gospodarka nasza ma się dobrze. I ludzie pokładali się wtedy ze śmiechu. A to dowcip dopiero. Mrożek by tego nie wymyślił. Kilka tygodni temu pewien Niemiec powiedział, że zwrot „polnische Wirtschaft” powinien oznaczać już dziś coś zupełnie, ale to zupełnie odwrotnego… Kto nie wierzy w cuda, nie jest realistą. Panie Prezydencie, wielu na tej sali należy do pokolenia, które – tak jak Pan – urodziło się w sierpniu. Wielu w szufladach przechowuje nadal znaczki Solidarności. Wielu te znaczki przypinało swoim nowo narodzonym dzieciom (ile to takich zdjęć widziałem). W pewnym sensie wszyscy na tej sali jesteśmy w jednym wieku. W Wielkopolsce solidarność ma długą tradycję. Szczycimy się naszymi wielkimi organicznikami. Doktor Marcinkowski był synem karczmarza, Cegielski przedsiębiorcą, Mielżyński hrabią, Wawrzyniak ubogim księdzem z Wyrzeki. A wszyscy oni solidarnie budowali społeczeństwo obywatelskie. Pielęgnowali polskość i obywatelskie cnoty. Ten skład społeczny wielkich organiczników bardzo mi zawsze przypominał ludzi, którzy stali na czele sierpnia. Proszę mi pozwolić na wspomnienie osobiste i pewną związaną z tym anegdotę. Sierpień 1980 roku wraz z rodziną spędziłem w Gdańsku. Pod bramę stoczni chodziliśmy codziennie. Pod bramą, mimo tłumu, nikt nikogo nie deptał i nie popychał. Wszyscy zanurzaliśmy się w świat, którego istnienia wielu z nas nawet nie podejrzewało. Mimo napięcia ludzie śmiali się i odnosili się do siebie z niesłychaną życzliwością. Tam pod stocznią spełniał się piękny, polski, a może nawet człowieczy sen o godności, solidarności i braterstwie… Byliśmy dumni z siebie i dumni z Polski. Jak przystało na młodego historyka – próbowałem ustalić podstawowe fakty. – Kto stoi na czele strajku – pytałem robotników oblepiających mury. Jak to kto, no Lechu – mówili. – No tak – dopytywałem dalej – ale jak on się nazywa. – No Lechu… zaraz, zaraz... Wałęsa. Do domu w Sopocie na Brodwinie wracaliśmy w stanie gorączki. Nie mogliśmy zasnąć. Nie mogliśmy jeść. Całymi nocami rozmawialiśmy o Polsce. Pamiętam, że lokalne radio na okrągło puszczało utwory Shadowsów. Rano znów byliśmy pod stocznią… Z czteroletnim dzieckiem na barana. Dziś mojej siostrzenicy mówię, że kiedyś być może będzie ostatnim kombatantem sierpnia. W czerwcu 1981 roku przemawiał Pan, Panie Prezydencie, pod „krzyżami” w Poznaniu. Mówił Pan wtedy, że w Poznaniu, w czerwcu 1956 roku wszystko się zaczęło i że nasze pokolenie jest spadkobiercą tamtego, które miało mniej szczęścia, ale któremu należy się chwała. Wielu z nas na tej sali dokładnie pamięta ten dzień. Był upał, niezliczone tłumy i entuzjazm. Był Pan wtedy znakiem odradzającej się, wolnej i niepodległej Polski. I takim znakiem Pan pozostał. Dziś odgrywa Pan jeszcze jedna rolę: jest Pan człowiekiem jednym z nielicznych, może jedynym, który otwarcie mówi to, o czym niektórzy boją się nawet pomyśleć. I za to Panu należy się cześć i chwała. Panie Prezydencie, Szanowni Państwo, Lech to imię, które w Poznaniu wiele znaczy. Z imieniem Lecha wiążą się początki naszej państwowości, z imieniem Lecha – według jednej z legend – wiąże się też nazwa naszego starożytnego grodu, w którym Lech poznał albo rozpoznał swoich braci, zanim wszyscy ruszyli w stronę Gniezna. Dziś Poznań, jedyne miasto wymienione z nazwy w naszym narodowym hymnie, ma zaszczyt nadać Panu Prezydentowi Lechowi Wałęsie honorowe obywatelstwo naszego miasta. Waldemar Łazuga Prof. dr hab. nauk historycznych. Autor 13 książek i podręczników szkolnych oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych poświęconych głównie myśli politycznej XIX i XX w. Kierownik Zakładu Kultury i Myśli Politycznej na UAM. Członek Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej. Stały współracownik prasy, radia i telewizji. Laureat wielu prestiżowych nagród, m.in: Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi w pracy naukowej i dydaktycznej oraz za działalność społeczną”, Medalu Komisji Edukacji Narodowej, medalu Labor Omnia Vincit przyznanego przez Prezydenta Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego. |