Bez patentu
Z Krzysztofem Zanussim, reżyserem i autorem książki Persona non grata, rozmawia Dominik Górny Na kartach książki Persona non grata pisze Pan, że kino wciąż pozostaje dla Pana tajemnicą... Film, jak wszelka sztuka, dotyka sfery sacrum. Jest wiecznym odkrywaniem i poznawaniem rzeczy, które nas przerastają. Jeżeli ktoś mówi, że je „pojął”, to znaczy, że tak naprawdę już dawno mu umknęły. Przed taką postawą przestrzegał święty Augustyn. Jeśli już wydaje nam się, że wiemy, jak coś zrobić, co ma na przykład miejsce w filmie, to często w efekcie nie powstaje dzieło godne, lecz kicz lub utwór, który niczego nie odkrywa. Poszukiwanie jest w gruncie rzeczy obcowaniem z Bogiem, jest także wyjściem naprzeciw trudnościom. Przeraża mnie człowiek, który mówi, że „znalazł”. Aby życie nas wzbogacało, musi być wiecznie otwartym poszukiwaniem. Gdy odkrywamy pewien aspekt tajemnicy, to musimy być świadomi, że jest to tylko cząstka czegoś większego, doskonalszego. Jeśli tego nie pojmiemy, będziemy fanatykami. Tak, moim zdaniem, rodzą się fundamentalizmy. Człowieczeństwo objawia się w tym, że walczymy nawet o tę najmniejszą cząstkę.
Wspomniał Pan o postaci świętego Augustyna... Którego z myślicieli sobie Pan ceni?Święty Augustyn jest mi szczególnie bliski dlatego, że jego przesłanie leży u podstaw myśli filozoficznej Europy. Był on również pierwszym psychologiem. Przyznam, że bardzo cenię też Pascala oraz Kierkegaarda, którego zawsze lubiłem czytać, niekoniecznie z pełną aprobatą, raczej z pewnym zastanowieniem. Interesują mnie ci myśliciele, których filozofia jest poszukiwaniem.
Jako reżyser stoi Pan przed nieustannym dylematem, jak w obrazach filmowych przekazać wartości podkreślające ludzką godność.
Tego tak naprawdę nie wiem. Na to nie ma patentu. Może siła oddziaływania moich filmów tkwi w tym, że cały czas poszukując, ukazuję widzom drogę, którą w trakcie tych poszukiwań podążam.
Reżyseruje Pan nie tylko filmy, ale także sztuki teatralne i operowe. Gdzie znajduje Pan najpełniejsze możliwości wyrazu?
Najpełniej żyję filmem. Tworzę kino, a wszystko inne je uzupełnia. Dar twórczego myślenia to przywilej, którym Bóg się z nami podzielił. Nawet kucharka, która z oddaniem robi zupę, uczestniczy w tym akcie. To, co się da wyreżyserować, często już nie da się wyrazić słowem, tylko poprzez spojrzenie, twarz, nastrój i również historię na przykład życia. Z tego rodzą się rzeczy i spostrzeżenia na pierwszy rzut oka potoczne, ale dopiero w kontekście filmu potrafią skutecznie dotknąć i ująć komunikatem artystycznym. Reżyser jest postacią publiczną, gdyż o przekazywanych wartościach świadczy sobą, ale najbardziej prawdziwie własnym dziełem.
Który z Pańskich filmów zawiera najwięcej wątków biograficznych?
Trudno mi znaleźć jeden najpełniejszy obraz. Na pewno ważnymi dla mnie filmami były Iluminacja czy Konstans, a szczególnie Suplement. Byłem zapatrzony w Bergmana. To był mistrz kina duchowego. Nie mogę zapomnieć także o moich kolegach, takich jak Kieślowski.
Czy kiedykolwiek jest możliwe, żeby człowiek przestał być „persona non grata”?
To zależy w jakiejś mierze od społeczeństwa, ale również od konkretnej osoby. Człowiek musi być osobą, która kocha i jest kochana. Trzeba też umieć pokochać siebie. A to jest bardzo trudne. Należy pogodzić się z własną słabością, jednak bez rezygnacji z walki o lepszego siebie.
Krzysztof Zanussi – reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, producent filmowy. Dyrektor Studia Filmowego „Tor”. Konsultant Komisji Pontyfikalnej do Spraw Kultury w Watykanie. Laureat medalu „Zasłużony Kulturze - Gloria Artis”.
fot. Archiwum WSNHiD |