Mogło być gorzej
Z Adamem Szejnfeldem, Wiceministrem Gospodarki rozmawia Kazimierz Brzezicki Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego gospodarka polska „skurczyła” się o 3%, ale i tak pozostaje liderem w regionie. Jak recesję odczuwa Wielkopolska?
Niewątpliwie świat ogarnięty jest kryzysem, panuje głęboka recesja gospodarcza. Ponieważ siłą naszej gospodarki jest eksport głównie do państw zachodnich, które najbardziej ten kryzys dotknął, to skutki tego osłabienia musi odczuć i nasza gospodarka. Jednakże potencjał Polski i elastyczne przystosowanie do trudnych warunków powodują, że skutki ogólnoświatowego kryzysu są u nas mniej odczuwalne aniżeli w innych państwach. Trzeba wprost stwierdzić, że gospodarka, wolniej co prawda, ale nadal się rozwija i negatywne skutki recesji dotykają nasz kraj w mniejszym stopniu, aniżeli cały Zachód. Cieszą pozytywne opinie światowych instytucji ekonomicznych dotyczące polskiej gospodarki, ale pomimo pozytywnych trendów nie możemy zapominać, że niekorzystne skutki dotkną i nas. Nie można wykluczyć, że dojdzie do bankructw czy zwolnień ludzi. Wielkopolska należy do regionów, które w tych ciężkich czasach radzą sobie bardzo dobrze, lepiej niż inni. Nie widać, żeby u nas pogłębiało się bezrobocie, czy też dochodziło do spektakularnych bankructw. Radzimy sobie dobrze, bo Wielkopolska, jako jeden z nielicznych regionów, stawia miedzy innymi na innowacyjność. Ci, którzy postawili na nowoczesność, zyskują. Mamy niezłą sieć infrastruktury: drogi, koleje i lotnictwo. Władze regionu chcą rozwijać również infrastrukturę informatyczną, co jest ważne i potrzebne. Teraz procentuje to i pomaga przezwyciężać negatywne skutki recesji.
Czy szeroko zakrojony program oszczędności rządu nie był błędem, czy np. nauka odzyska utracony miliard?
Oszczędności to nie błąd, ale mądrość.Są jednym z filarów naszych obecnych sukcesów walki z kryzysem. Gdyby nie te oszczędności, bylibyśmy ubożsi o 20 miliardów złotych. Jeżeli w przeciętnej rodzinie ktoś traci pracę, to pozostali członkowie oszczędzają, aby przeżyć. Tak samo jest z państwem. Musimy oszczędzać, aby godziwie żyć, aby się rozwijać, i to nam się do tej pory udaje.
Jeżeli jednak nie będzie energii w wystarczającej ilości to i tak wszelkie plany i zamierzenia wezmą w łeb. Kiedy nastąpi tak długo oczekiwana dywersyfikacja dostaw gazu?
Są wieloletnie procesy i z dnia na dzień sytuacja nie może się zmienić. Niechętnie o tym mówię, ale gdyby nasi poprzednicy mieli więcej wyobraźni, to dzisiaj bylibyśmy beneficjentami nowych źródeł energii, a tak musimy wszystko tworzyć prawie od podstaw. Samo planowanie inwestycji trwa dwa, trzy, a nawet cztery lata, budowa dalsze cztery–pięć lat. Wierzę, że zgodnie z planami w 2014 roku pojawi się gaz w gazoporcie w Świnoujściu. W pierwszym etapie dotrze do Polski 2,5 miliarda metrów sześciennych gazu, w następnym etapie 5 miliardów. Gdy będzie taka potrzeba, w 3 etapie 7,5 miliarda metrów sześciennych gazu, który dojdzie do nas drogą morską. Dostawcy są zapewnieni. Jeżeli chodzi o gaz, wielką rolę odgrywać będzie Wielkopolska, która zamieni się w gazowe zaplecze kraju. Nowe kopalnie gazu i budowane rurociągi pozwolą na dużą niezależność, a przynajmniej na energetyczny oddech.
Alternatywą jest energia jądrowa. Dwadzieścia lat temu Wielkopolanie odrzucili projekt takiej elektrowni w Klempiczu. Czy rząd musi zawsze słuchać społeczeństwa?
Pamiętam Poznań z napisami na murach: „Klempicz NIE!”. Sądzę, że dzisiaj pisalibyśmy: „Klempicz TAK!”. Los energetyki jądrowej zależy jednak w dużej mierze od podejścia społeczeństwa i władz lokalnych. W tej chwili w Polsce trwa swoisty gminny wyścig o przyznanie lokalizacji elektrowni jądrowej. To nie tylko czyste źródło energii, ale przede wszystkim wielka szansa rozwoju danego regionu, tysiące nowych miejsc pracy. O tym nie można zapominać. Sądzę, że zgodnie z ambitnymi planami, rzeczywiście w 2020 roku otrzymamy pierwsze kilowaty z elektrowni jądrowej
Promuje Pan idee przedsiębiorczości. Młodzi być może sobie poradzą, ale co z ludźmi dojrzałymi, co z emerytami i rencistami?
Bardzo mocno wspieramy system zatrudniania ludzi, którzy przekroczyli pięćdziesiątkę. Rok temu toczyła się ogólnopolska kampania medialna, ale i legislacja podąża za tymi potrzebami, na przykład ułatwienia w ramach programu „50+”. Podstawy są zrobione. Mamy pieniądze na szkolenia, na przekwalifikowanie, na ulgi.
Wielu ekonomistów uważa, że w tych trudnych czasach powinny być prowadzone prace publiczne przy budowie autostrad.
Są to pomysły ludzi starszej generacji, zupełnie nierealne. Budowa autostrady jest supertechniką. I co? Tam mają przyjść robotnicy z łopatami? Prace publiczne można sprowadzić co najwyżej do sprzątania gmin, ale nie pomoże to wyjść nam z impasu, chociaż gminy na pewno byłyby czyste i ładniejsze. |