Lech Mergler
NOWOROCZNE ZAWROTY GŁOWY Wszystko przez tę Konferencję Klimatyczną. Żeby ludzi doświadczać, Opatrzność spełnia ich żądania… Więc robi się jak w ruskiej sentencji (ебать тигра это смешно и страшно…) – i trochę śmiesznie, i trochę strasznie. I o to Opatrzności biega, o lekcję pokory – kiedy uzna, że pycha i zarozumialstwo części gatunku ludzkiego staje się nie do wytrzymania. Państwo marudzi, że klimat za ciepły, to państwo ma, już tej zimy tyłki odmarznięte – było minus dwadzieścia? było… a może być jeszcze więcej. I eto smieszno. Do tego gazowy kryzys energetyczny wyziębiający pół Europy, ożeniony z ekonomicznym, który wziął się, jak wiadomo, z chciwości podkarmianej głupotą, pod nazwą teoria ekonomiczna – eto straszno.
Będzie co będzie. Nie podważam sensowności COPa 14. Zwłaszcza, że dla tubylców, jak piszą gazety, było to szczytowanie roku w dziedzinie dokonań miasta naszego. Nie spieram się z opinią ludu, sam mniemam, iż Poznań organizacyjnie plamy zasadniczo nie dał, choć łgał jak pies (bracia mniejsi wybaczcie), udając miasto najbardziej ekologiczne na świecie. Warto się jednak zadumać nad sugestywnością przekazu. Żyjemy w mieście targowym, przez które co chwila przewalają się masy luda na okoliczność kolejnych targów. Jakby zapomniana przy okazji COP 14 ekipa MTP skutecznie organizuje pobyty tych mas, chyba nieraz liczniejszych niż udziałowcy COPa 14. COP 14 to dokonanie większe niż zwykle, zwłaszcza z powodu ceregieli związanych z przybywaniem ryb grubych i bardzo grubych w ilościach znacznych, ale to nie jest jakiś świata cud, jak zostało publiczności skutecznie zasugerowane. Przy okazji – w niepamięć już poszły niewygodne pytania, ile my na tym (nie) zarobiliśmy. Magistrat złotymi, prezydenckimi usty odgraża się, że liczy i to szybko, na replay, taki czy inny. A potem następny… i następny. Tymczasem ci co mieli zarobić, świadcząc rozmaite usługi dla ludności, ogłosili, że stracili. Miasto parę baniek włożyło, ale twierdzi, że wielokrotnie więcej wyjęło w postaci promocji Poznania na świecie. Czy to jest całe oszacowanie korzyści dla miasta, teraz i zawsze i na wieki wieków? Czy poza honorem i sławą, uściskami naszych grubych ryb z „ich” grubymi rybami w świetle kamer, Poznań będzie wymiernie miał coś z tego replaya COPa 14? Także w niepamięć poszła żenująca panika z powodu oddolnie organizowanego marszu „Klimat teraz”, najbardziej żywego i widocznego w mieście przejawu COPa 14. Jakby wulkan miał wybuchnąć, trzęsienie ziemi albo bomba atomowa, ABW i policja targała ludzi po domach, bo-nie-wiadomo-co-się-może-zdarzyć. Zaś władze lokalne, jak zwykle przy okazji zamiaru zgromadzenia publicznego, które nie jest meczem Lecha albo inną rozrywką, lecz o coś w nim chodzi, odruchowo wyraziły reglamentacyjne veto: tylko plac Wolności, a z reszty miasta won!! Na szczęście ktoś przytomny połapał się w porę, że nie ma podstawy prawnej dla takiego zakazu, którego efektem naprawdę byłaby międzynarodowa zadyma… Rok nowy przyniósł, jak zwykle, rozmaite diagnozy-prognozy-plany, plebiscyty i ankiety. Wypadły różnie, bardziej śmiesznie niż strasznie, ale ten śmiech raczej gorzki. W ramach sprężania się do kolejnego, międzynarodowego ekscesu (Euro 2012), miasto nasze zbiera kasę, więc podrożało wszystko, co już i tak było drogie i najdroższe (i ma dalej drożeć). A także, w ramach twórczej działalności innowacyjnej, także to, co było darmo. Oto Poznań jest krajowym liderem w dziedzinie podatku od deszczu. Płacony będzie od deszczu potencjalnego, czyli od powierzchni, z której opad popłynie do kanałów. Projekt liczników deszczu jest dopiero w opracowaniu. Dzięki nim, docelowo, podatek deszczowy będzie sumą opłat stałych i zmiennych, abonamentu, stawki inwestycyjnej oraz ekologicznej. Zaletą tego wynalazku, pod warunkiem, że będzie wysoki, jest zniechęcanie do zabetonowywania matki naszej Ziemi. Może zmniejszy się pustynny krajobraz gigant-parkingów i komunikacyjnych węzłów. Niektórzy twierdzą, że koncepcje przyszłorocznego budżetu zawierają już podatek od ciszy, powietrza (bez smrodu spalin), ładnych widoków miejskich (też kosztują) oraz zdrowia, dzieci (ma być płacony za dzieci oraz brak dzieci, tylko z innych powodów), małżeństwa (jak poprzednio) i seksu (no comments). Najwięcej szczerego śmiechu dało się słyszeć, kiedy ogłoszono, że Poznań teraz będzie jak Barcelona, skoro tu tak sobie warto żyć. Głoszenie tej Prawdy ma tylko w tym roku pochłonąć dwadzieścia pięć baniek. Czy nad Barceloną także uczą się latania piloci F-16? Czy Barcelona jest także położona przy wielkiej bojowej bazie lotniczej? Czy Lockheed Martin to bratnia albo wzorcowa marka dla Poznania? Ktoś na jakimś forum internetowym sprzedał pomysł, żeby zbudować promocję miasta na tym, co dla nas, poznaniaków, oczywiste i naturalne: oszczędność (skąpstwo?), racjonalizm, zamiłowanie do budowania raczej i inwestowania niż przepuszczania i marnotrawstwa. Dzięki takim cnotom, szczerym i utrwalonym, Poznań mógłby stać się nowoczesnym i na czasie, ekologicznym miastem-liderem. Gdyby tylko ukierunkować tradycyjne poznańskie wartości na zasoby naturalne: oszczędzanie, nie marnotrawienie wody, powietrza, przestrzeni, paliwa, energii… I postawić na nowoczesne, oszczędzające zasoby ekotechnologie: od badań przez produkcję po wdrożenia i szkolenie. Poznaniacy wciąż zasoby oszczędzają: im woda (gaz, prąd, ścieki, śmieci, komunikacja miejska) droższa, tym zużywają albo korzystają mniej. Więc ceny „muszą” rosnąć, bo przecież inaczej spadłyby zyski monopolistów-dostawców, lokalnych i krajowych. Chcieliśta takiego kapitalizma, to macie. Na ten Nowy Rok. |