Polecamy:  Open Days 2009 - special edition of our magazine !
05 /2010
Home
Aktualnosci
Archiwum
Reklama
Felieton
Galeria
Kontakt
Linki
Prenumerata
aglomeracja.jpg
Aglomeracja w oczach ekonomistów
poznan_globalny.jpg
Poznań globalny,lokalny?
miejsce_spotkan.jpg
Miejsce spotkań popytu z podażą
la_boheme.jpg
La Boheme
Aglomeracja w oczach ekonomistów
Źródła przewagi
Właściwa alternatywa
O czym marzymy?
Z entuzjazmem o aglomeracji
Autostrada do nieba?
Urban sprawl
Poznań globalny,lokalny?
Trzeba postawić na rozwój kolei
Najlepiej w Boxing Teamie
Nowości muzyczne
Pasja ze smakiem
Wikliniarski potentat
Zasiew dobrego prawa
Spór o edukację
Miejsce spotkań popytu z podażą
Zupa cebulowa, zrazy i ...
La Boheme
Rzeczpospolita wyborcza

Nasze artykuły znajdziesz także na portalu epoznan.pl
Felieton

Wybrana grafikaLech Mergler

CLIMATE GESZEFT

Nie, żeby zaraz wietrzyć szwindel. Chodzi o to, co mamy mieć z grudniowej konferencji przeciwko zmianom klimatu, zaplanowanej w naszym mieście. A zwłaszcza – jak powstrzymać różne apetyty, łakome gęby, które zechcą przy okazji Sprawy się pożywić.
Niektórzy uczeni, politycy i publicyści głoszą, że w ogóle tematu nie ma, o klimacie decyduje aktywność słońca, cykle astronomiczne i geologiczne. Kiedyś na terenie Polski był klimat śródziemnomorski, a przedtem lodowiec. I dinozaury. Pewności całkowitej więc nie mamy, ale są trzy co najmniej dodatkowe argumentacje „za” troską o klimat: ona bardzo przysłuży się ekorozwojowi, a jedno z drugim idzie w parze i niczemu nie szkodzi. Dwa – jeśli klimat zależy od wielu czynników, to działalność człowieka może być „języczkiem u wagi” – w synergicznej konfiguracji z innymi może zdecydować o katastrofie lub przetrwaniu. Trzy – jak w zakładzie Pascala o istnieniu Boga: jeśli nie uwierzymy, a jest coś na rzeczy, to stracimy wszystko, a jeżeli to tylko iluzja – najwyżej trochę kasy się zmarnuje.
 

Wszyscy lekarze modlą się o choroby, strażacy o pożary... a kapitał modli się o nowy kryzys, na którym można by zarobić. Dla biznesu najgorsza jest stagnacja w obszarze potrzeb ludzkich, więc jeśli nie ma nowych, to trzeba je wymyślić. Choćby wyczerpywanie się ery kopalnej – paliw kopanych i innych surowców, których przetwarzanie żre energię. Zmiany klimatyczne to prezent, więc wielki tort dla kapitału i biznesu.
Zieloni trąbią o tym od lat, że ekorozwój to nie franciszkańska bieda, odejmowanie od ust i od innych części ciała, to nie cofanie się i zacofanie, tylko bardzo dynamiczny rozwój i dochodowy, przyszłościowy biznes. Po co wojować z ekologami, obchodzić zakazy trucia, albo „kupować” prawa trucie tolerujące. Więcej i na dłużej zarobi się na nowych, „czystych” technologiach, drogich jak cholera, ale przysparzających oszczędności. Nowoczesny, ekologiczny dom albo hybrydowa bryka na prąd, wodę i słońce są znacznie tańsze w utrzymaniu niż tradycyjne, bez obniżania komfortu używania. „Eko” to nie umartwianie się, dzięki „eko” powstaną zupełnie nowe rzeczy i technologie i z zyskiem będą sprzedawane.
Są problemy zasadnicze. Nie tylko przez oszukańcze biznes-męty, które na starym syfie naklejają cudną, zieloną etykietę „eco-friendly”. Poważniejsze są nowego rodzaju nierówności społeczne i ekonomiczne, bo tylko najbogatszych, najbardziej rozwiniętych stać na przestrzeganie wyśrubowanych eko-wymagań. Wzrosnąć może dominacja i zależność, kiedy za ochronę środowiska i klimatu zapłaci biedniejsza większość. Nie wszyscy są w takiej samej sytuacji wobec eko-wyzwań.

Polska, gospodarz Konferencji Klimatycznej, jest trochę w tej gorszej sytuacji. Rząd jednak przyjął strategię hamulcowego, bo uległ interesom lobby węglowo-energetycznego broniącego pozycji monopolistycznej. Straszy ono wzrostem cen energii, przywiązane do status quo, w którym ponad 90% prądu powstaje z węgla. Jednocześnie blokuje alternatywną energetykę (wiatr, biomasa), płacąc już za to wielkie kary. Efektywność energetyczna jest w Polsce ok. 2,7 razy niższa niż średnia w UE – to ilość energii do wytworzenia 1 euro PKB. Powinno to postawić na pierwszym planie zmniejszanie zużycia, na drugim – rozwój Odnawialnych Źródeł Energii (OZE). Jedno i drugie plus skutki kryzysu zmniejszą zyski monopolu węglowo-energetycznego i uderzą w masy jego pracowników, co jest problemem poważnym. Postępowaniem rządu kieruje chyba zasada: chrońmy klimat jak najbardziej, i przyrodę też, tylko żeby nic się nie zmieniło i nie kosztowało. Tymczasem ludność akceptuje wzrost cen energii z powodu konieczności ochrony klimatu – wzrost do 10%. Dziś jednak w Polsce im bardziej prąd (gaz) oszczędzamy, tym staje się on droższy, bo monopolista broni zysków, jak Aquanet wpływów za wodę coraz bardziej oszczędzaną w Poznaniu. Dlatego trzeba wielkiej zewnętrznej presji, żeby nastąpiły zmiany strukturalne. Rządzie, dość hamowania!!
To, że akurat Poznań organizuje Konferencję Klimatyczną, to tak jakby Chiny gościły konferencję o prawach człowieka. Dla więzionych dysydentów chińskich byłby to pomysł nie do przyjęcia. Podobnie dla poznaniaków naprawdę przejętych ekologicznymi wyzwaniami lokalizacja KK w Poznaniu to cyniczny geszeft. Autorytet Konferencji uwiarygodniać bowiem będzie obecną politykę władz Poznania – jako politykę proekologiczną. Naprawdę jednak posłuży jej pozorom, a nie polityce rozwoju rzeczywiście zrównoważonego.
Poznań organizuje Konferencję nieszczerze, głównie interesując się, na ile opłaci się i czy miasto sprosta, bo jeśli tak, to może trafi się następna taka fucha. Nikt nie pyta, na ile Poznań prowadzi ekologiczną politykę, przeciwdziałającą zmianom klimatu. W rezultacie mamy do czynienia z wielką mistyfikacją, teatrem na skalę całego miasta, które ubiera się w ekologiczne dekoracje, żeby udawać coś, czym nie jest – pod Konferencję.
Gazety piszą, że „Poznań świeci przykładem”, bo rozdaje energooszczędne żarówki. To jest słuszny, ale kwiatek przy... hurtowni kożuchów. 30-40% emisji CO2 pochodzi z rur wydechowych, więc Poznań jako miasto stawiające na samochód (jedno)osobowy – patrz str. 35-37 uchwalonego we wrześniu Programu Drogowego – mimo deklaracji żarliwych, że jest odwrotnie, po prostu oszukuje opinię. Na linie tramwajowe ma bowiem zamiar wydać strategicznie kilkadziesiąt razy mniej niż na drogi dla samochodów. Rok Klimatu i Środowiska, generalnie pożyteczny, to kolejna maska w tej maskaradzie, tym bardziej cynicznej, że w styczniu tego roku uchwalono Studium przestrzenne zmniejszające o 1300 ha tereny zielone. A w tle drakońska podwyżka cen biletów, zmniejszająca liczbę pasażerów w tramwajach na rzecz smrodzących w korkach rzęchów. Jedna jedyna hybryda autobusowa to w tym smutnym kontekście tylko kolejna, efektowna maska...

Może pożytkiem z Konferencji będzie, że tutejsze władze nauczą się, iż zrównoważony rozwój definiuje się przez zużywanie zasobów – paliwa, powietrza czystego, przestrzeni, ciszy, a nie „równowagę” między tramwajem a samochodem (jedno)osobowym, na przykład.
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Reklama: Kursy masażu - Poznań|Transport niskopodwoziowy