Polecamy:  Open Days 2009 - special edition of our magazine !
05 /2010
Home
Aktualnosci
Archiwum
Reklama
Felieton
Galeria
Kontakt
Linki
Prenumerata
aglomeracja.jpg
Aglomeracja w oczach ekonomistów
poznan_globalny.jpg
Poznań globalny,lokalny?
miejsce_spotkan.jpg
Miejsce spotkań popytu z podażą
la_boheme.jpg
La Boheme
Aglomeracja w oczach ekonomistów
Źródła przewagi
Właściwa alternatywa
O czym marzymy?
Z entuzjazmem o aglomeracji
Autostrada do nieba?
Urban sprawl
Poznań globalny,lokalny?
Trzeba postawić na rozwój kolei
Najlepiej w Boxing Teamie
Nowości muzyczne
Pasja ze smakiem
Wikliniarski potentat
Zasiew dobrego prawa
Spór o edukację
Miejsce spotkań popytu z podażą
Zupa cebulowa, zrazy i ...
La Boheme
Rzeczpospolita wyborcza

Nasze artykuły znajdziesz także na portalu epoznan.pl
Zwierzę na kołach
Autor: Lech Mergler   

Lech Mergler

Zwierzę na kołach

 Wybrana grafika

Jasne, już nie człowiek myślący, lecz człowiek zmotoryzowany (Homo motorus?) jest gatunkiem dominującym na Ziemi w erze późnoindustrialnej. Jakby był myślący, toby dawno z auta wylazł. Zwłaszcza na obszarach wysoko zurbanizowanych, gdzie żyją niemal wszyscy ludzie cywilizowani.

Oto przy okazji medialnej kampanii, która wzięła na ząb korki samochodowe w miastach, utopić się można w Niagarze jęków, jakie to podłe i straszne, że te kilka kilometrów do pracy musi codziennie homo motorus pokonywać przez godzinę albo półtorej, bo głównie stoi. W korkach. Jakby był sapiens, toby silnik wyłączył, drzwi zatrzasnął, piechotą poszedł, pojechał rowerem, udał się na tramwaj, metro albo kolejkę. Byłoby taniej i zdrowiej, a przede wszystkim – szybciej. Ale nie musi, to wolny kraj, no właśnie... Medium podało, że w prawie wszystkich dużych miastach w ojczyźnie przeciętna prędkość jazdy samochodem w czasie największego ruchu to kilkanaście km/h, choć w niektórych ledwie kilka (w Rzeszowie tylko 5,7 km/h). W Poznaniu – środek stawki, ale połowa wolniejsza – to 13,6 km/h, co oznacza średnio blisko 40-minutowy przejazd na 8-kilometrowej trasie centrum – osiedle – sypialnia. Tramwajem i rowerem ewidentnie szybciej.
Medium wymyśliło jazdę „na suwak” – tam, gdzie droga się zwęża, a rodzima chamówa jak zwykle nie pozwoli płynnie wjeżdżać raz z prawego pasa, a raz z lewego. Pomysł przypomina leczenie kiły pudrem, przyniesie chwilę ulgi i pozwoli stworzyć iluzję, że się cywilizujemy, gdy tymczasem jest odwrotnie. Jest odwrotnie, bo to buractwo, wiocha i prymityw – bez żadnych kompleksów i zahamowań truć nadwyrężony klimat i zasmradzać powietrze, hałasować silnikiem, zajmować kolejną bryką ciasną przestrzeń (jedno auto w mieście to dwa miejsca parkowania w ciągu dnia plus droga do jazdy, razem ok. 100 mkw. – ilu ma takie domy?). Właśnie na domy i zieleń jest przestrzeni mniej... Homo motorus wozi tyłek do kiosku po fajki na drugą stronę ulicy i do toalety. Statystycznie połowa przejazdów samochodowych w miastach odbywa się na trasach krótszych niż 5 km i do jednego celu. A niemal 90 proc. jednoosobowo. Moja babcia nieboszczka byłaby w stanie piechotą codziennie dokonać więcej bez wysiłku.
Nie cywilizujemy się, bo ani medium, ani politycy, zwłaszcza lokalni, nie odważą się przestać podlizywać ogółowi obietnicami, że korki znikną. Nie znikną, bo nigdzie na świecie nie udało się ich zlikwidować, gdzie nieporównanie więcej kasiory. Najprawdopodobniej w dużym i gęstym skupisku ludzkim, jakim jest wielkie miasto, przy pewnym poziomie nasycenia samochodami, matematycznie można wykazać nieusuwalność korków. Dowód przynosi topologia, teoria sieci i przepływów. Gawiedź jednak w swej masie pożąda jeździć coraz szybciej i coraz większymi brykami (ponoć aut małolitrażowych mamy w Polsce sporo mniej niż średnia europejska), więc samobójstwem dla medium albo polityka byłoby ogłoszenie kampanii na rzecz rezygnacji z auta i przemieszczania się po ludzku, tradycyjnie. Przekonywanie ludzi, że należy odpuścić marzenie o swobodnym przemieszczaniu się bryką w dużych miastach, bo to nierealne – to dziś w Polsce, a zwłaszcza w Poznaniu, zajęcie ambitne i ryzykowne. Dla sukcesu medialnego albo wyborczego lepiej ogłaszać recepty na korki. Może być jazda „na suwak”, słuszna, ale niewystarczająca. Pomysł Poznania to nudna już jak flaki z olejem III rama komunikacyjna, na którą nie ma kasy. Na szczęście. Co nie przeszkadza wokół tego pomysłu osnuć dokumentu pod kryptonimem „Program drogowy”, za uchwalenie którego odpowiedzialność ponoszą miejscy radni.
Da się samochodem jeździć po mieście bez korków pod warunkiem, że... zrezygnuje się z jeżdżenia samochodem po mieście. Paradoksalne, ale racjonalne. W cywilizowanym świecie wiadomo, że tak to działa. U nas nie ma siły, żeby przyjąć to do wiadomości.
Bo samochód to niezwyczajne urządzenie do przemieszczania się. On uzależnia, a zgodnie z mądrością AA – trzeba dojść do dna, żeby móc się od niego odbić i od nałogu uwolnić. Czyli najpierw całe miasto musi zostać trwale sparaliżowane, mimo wydania grubych miliardów na miejskie autostrady, kosztem zieleni, konfliktów i długów na dwa pokolenia, żeby ogół z tych unieruchomionych aut w końcu wylazł...
Ponadto w kraju na dorobku, pełnym kompleksów i głodu awansu sukcesem popychanego, człowiek na czterech kołach to gatunek lepszy, szlachetniejszy, bardziej rasowy niż takie zwierzę jak piechur, pasażer tramwaju albo, przepraszam za wyrażenie, rowerzysta. Tym bardziej znienawidzony, im częściej raźnie pedałując, wyprzedza sznur samochodów w korku. Samochód dla każdego, którym można by migiem dojechać wszędzie, jest kwintesencją tutejszych marzeń o byciu lepszym i lepszym życiu. Życiu bardziej miejskim, bardziej cywilizowanym, bardziej zachodnim, bardziej nowoczesnym, bardziej dostatnim.
I tu jest pies pogrzebany, w symbolicznej sile blachosmrodów. Wyrażają długotrwałe marzenie o lepszym życiu, którego spełnienie zdaje się być już w zasięgu ręki. Auta wszyscy mamy, teraz chcemy jeździć!! Siła marzenia dostarcza determinacji i cierpliwości na bardzo dłuuuuugie trwanie w korkach. Jako zwierzęta przede wszystkim czterokołowe, chore na jeżdżenie, jesteśmy zupełnie ślepi. Jak ta nasza determinacja dobrze robi niektórym, zwłaszcza na ich kieszenie. W końcu za kilometr III ramy trzeba będzie komuś zapłacić (na dziś) 250 mln zł. Plus wzrost kosztów, plus odsetki za kilkadziesiąt lat, plus rozmaite koszty „ogólnozakładowe”.
Chcieliście, to mieć będziecie.   
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Reklama: Kursy masażu - Poznań|Transport niskopodwoziowy