Polecamy:  Your First Steps In Wielkopolska
07 /2008
Home
Aktualnosci
Archiwum
Galeria
Felieton
Reklama
Kontakt
Linki
walczymy.jpg
Walczymy o ekologię
lodowa.jpg
Lodowa kula i Eskimosi
zingaro.jpg
Zingaro "Batuta"
Walczymy o ekologię
Dobry klimat w Pile
Lodowa kula i Eskimosi
Cieplejszy Poznań
Wielkopolscy parlamentarzyści kontra Nord Stream
Zygzakiem
Miejsce w sercu Europy
Premiery lipcowe
Dane pozwalające patrzeć z optymizmem
Koncern to wiedza i doświadczenie
Budujemy z poszanowaniem środowiska
Walka profesury krakowskiej przeciw uniwersytetowi w Pozna
Zingaro "Batuta"
Przystanek Norwegia
Źródła finansowania ochrony środowiska
Jubilat z brodą
Pochwała lenistwa
Wywiad

Edukacja z kartą win

Z Bogdanem Bartolem Prezesem firmy „Bartex” Bartol Sp. J. rozmawia Rafał Węgierkiewicz

Wybrana grafika

Wybrana grafika Jesteśmy sąsiadami i obserwuję Pana firmę od 18 lat. Winiarzem został Pan z przypadku?

To prawda. Zajmowałem się produkcją suszu warzywnego, który sprzedawaliśmy na południu Europy. W maju 1990 r. otrzymaliśmy sygnał ze Słowenii, że nasz kontrahent ma problemy z uregulowaniem należności za dostawę. Byłem zdziwiony, kiedy w ramach rozliczenia barterowego zaproponował nam wino. Nigdy tym produktem nie handlowałem, poza tym tylko, że wino zjawiało się często na naszym stole w domu. Zaryzykowałem i zdecydowałem się, aby sprowadzić do Polski 12 cystern wermutu Istra i Bacchus. Wtedy wino sprzedawało się bardzo ciężko, bo byłem „prywaciarzem”. Płaciłem podatek akcyzowy, który był dwukrotnie większy od tego, jaki fiskus ściągał od firmy państwowej, a wtedy monopolisty – Centralnej Piwnicy Win Importowanych. Na szczęście trwało to niedługo.


Wybrana grafika Ale o produkcji wina mieszkaniec Paproci pod Nowym Tomyślem nie wiedział prawie nic?

Byłem całkowicie „zielony”. Próbowałem czytać coś na ten temat, ale sam Pan wie, że to nie wystarczy, aby prowadzić tego typu interes. Pojechałem więc do Chorwacji i sprowadziłem do nas świetnego fachowca Milorada Ivanoviča. To on uczył nas jak należy traktować wino, jakie ma sekrety i tajemnice.

Wybrana grafika Dziś Bartex to druga pod względem potencjału firma w tej branży w Polsce.

Tak twierdzą specjaliści. Na rynku jesteśmy już prawie 20 lat. Obserwujemy to, co dzieje się w Europie i na świecie. Jeździmy, rozmawiamy z producentami i degustujemy nowe gatunki. Na szczęście nie popełniamy groźnych w skutkach błędów. Dziś firm zajmujących się importem win w Polsce jest ponad 1200. Konkurencja jest wielka. Moi rodacy coraz to częściej sięgają po butelkę wina. W roku ubiegłym spożycie jego wzrosło o 13%. Chętniej kupujemy wina wytrawne lepszych marek. Ale jednak o tym, po co sięgamy na półkę (a zajmują się tym głównie kobiety) decyduje kolorowa etykieta, kształt butelki i co tu ukrywać... cena. Na szczęście bogacimy się i mamy ochotę na lepsze, dostatniejsze życie. I to mnie cieszy.

Wybrana grafika Ale nasze pokolenie pamięta czasy, kiedy to na półkach sklepowych bezapelacyjnie prym wiodły wina z Bułgarii.

Myśli Pan o Sophi, ale to dziś marka, która z roku na rok traci na swojej renomie. Obecnie to najtańsze wino w Polsce, bo można je kupić za 5,99 zł. Generalny, ostry atak nie tylko na nasze sklepy rozpoczęli producenci z Nowego Świata. Niska cena dolara spowodowała, że tanio można kupić wina z Kalifornii. Świetne i niedrogie są wyroby sprowadzane z Chile, Australii oraz Afryki Południowej. To może zaskoczy czytelnika, ale to tam produkuje się wina naprawdę na skalę przemysłową, a Europa pielęgnuje butikowe tradycje. Posłużę się przykładem. Z jednej plantacji w Autralii producent wina może uzyskać 30 ton znakomitych owoców, tymczasem w Europie oscyluje to w granicach 7-8. Wnioski nasuwają się same, kto chce znaleźć się na samym szczycie tej branży.

Wybrana grafika Ale ciągle jednak Włochy, Hiszpania i Francja to „Święta Winna Trójca”?

Bo ma za sobą wielowiekową tradycję i przywiązanie klienta. Świetnie pracują dla nich firmy marketingowe podejmując spektakularne działania, o których rozpisują się media. Bez promocji w tej dziedzinie niewiele się sprzeda. U nas w Polsce, żeby wylansować określoną markę trzeba zaoferować klientowi rocznie ponad 1 mln butelek i zainwestować sporo w reklamę. Niewielu na to stać.

Wybrana grafika Przyznam się, że irytuje mnie fakt, że pewien znany aktor porzucił scenę oraz film i na lewo i prawo udziela wywiadów informując, że jest super winiarzem i autorytetem w tej branży. A tak naprawdę, to żyje głównie ze sprzedaży swojego wizerunku do reklam dużych banków zachodnich.

Nie jestem pewien co było pierwsze: sklep czy restauracja. Został restauratorem prowadząc w Warszawie „Prohibicję”. Jeździł do Francji, uczył się i rozmawiał z samym kolegą po fachu Gérardem Depardieu, który ma własną winnicę. Wykorzystuje, że jest osobą medialną i zapraszany jest jako „gwiazda” do stacji radiowych i telewizyjnych. Kiedy mówi o importowanych przez siebie winach, nikt nie wystawia mu rachunku, a ja za taką reklamę musiałbym zapłacić. Ale w sumie jest dobrym ambasadorem naszej branży i pośrednio zachęca do sięgania po wino, a nie wódkę.

Wybrana grafika Z roku na rok coraz to więcej i głośniej mówi się o wskrzeszeniu produkcji markowych win polskich. Czy Pana zdaniem jest to możliwe na skalę przemysłową?

Wybrana grafikaOczywiście nie chodzi tu o osławiony „czar pegierów”, czy „basztowe” pite na klatce schodowej lub w ogródku za miastem. Te ciągle znajdują swojego klienta.  Rzeczywiście mamy w Polsce tradycje uprawy winorośli, choć warunki klimatyczne nie są takie jak na południu. Unia Europejska wyznaczyła nam limit zaledwie... 250 ha plantacji w Polsce. Ta wielkość nie przewróci naszego rynku do góry nogami i nie będziemy mieć polskiej winnej rewolucji.  

Wybrana grafika Rzadko stołuję się w restauracjach, ale widzę, że ci, którzy przyszli na dobre jedzenie mają problemy z wyborem właściwego wina do zamówionej potrawy.

Nie dotyczy to na pewno moich kolegów z Wielkopolskiego Klubu Kapitału, którego jestem członkiem od 1996 r. Wiem, że wielu z nich ma własne piwniczki z dobrymi gatunkami. Od kilku lat w swoim sklepie przy ul. Wodnej 17/19 w Poznaniu przeprowadzam degustacje. Uczestniczy w nich czasami nawet do 40 osób. Ostatnio sprowadziłem ciekawe wina z Chile i Izraela. Ich ceny wahają się od 35-100 zł za butelkę. Polecam, są wyborne. Sam je piję. Zachęcam jednak, by zwłaszcza ludzie młodzi uczyli się karty win.  

Wybrana grafika Pańscy synowie – Grzegorz i Paweł, poszli w ślady ojca.

Jeden skończył Politechnikę Poznańską, drugi Akademię Ekonomiczną i rzeczywiście pracują w Bartexie. Nie mogło być inaczej. To nasza rodzinna firma, bo przecież zatrudniona jest tu także moja żona. Mam w ten sposób gwarancję, że tradycja tego zawodu zostanie utrzymana, może nawet w następnych pokoleniach.    
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Reklama: