poniedziałek, 26 październik 2020 20:05

Trochę Sardynii w Poznaniu

z Małgorzatą Kozłowską z restauracji Smak Italy rozmawia Merkuriusz

Idąc ulicą Szyperską, która pięknieje, niespodziewanie i muzycznie zaprasza nas „Smak Italy”, a właścicielka na coś włoskiego...

...Przez dwadzieścia dwa lata mieszkałam we Włoszech – mówi pani Małgosia – więc nasza kuchnia jest prawdziwie włoska, domowa. Nie są to dania typowo restauracyjne, wykwintne, lecz takie, jakich nauczyła mnie moja włoska rodzina – proste, swojskie i smaczne. W Polsce jestem od pięciu lat, a od roku moimi smakami i zdobytą na południu wiedzą dzielę się z Poznaniakami przy ulicy Szyperskiej 3.

Proszę przypomnieć swoją włoską historię.

Wyjechałam do pracy jako bardzo młoda dziewczyna, planowałam zostać na chwilę, a wyszło nieco dłużej... We Włoszech poznałam mojego męża. Przez dwadzieścia lat mieszkałam na Sardynii, a dwa ostatnie lata spędziłam w Turynie, skąd pochodzi Carlo. 

Sardynia to cudowna wyspa – piękne morze, plaże, krajobrazy. Mówi się, że to raj na ziemi. Nie ma wielu zabytków, ale jest bardzo malownicza przyroda. Wyspę okrzyknięto wręcz „europejskimi Malediwami”, głównie ze względu na lazur morza i klify. Sardynia to także wspaniali, uśmiechnięci ludzie, którzy mnie „zaadoptowali”, świetnie się tam czułam pod każdym względem. Co ciekawe, mieszkańcy Sardynii nie czują się do końca Włochami, niektórzy wręcz obrażają się, gdy zostają nimi nazywani. Mój pochodzący z kontynentu mąż też był dla Sardyńczyków jak obcokrajowiec. Nie jest więc prosto „wkupić się” w ich łaski, nie otwierają się łatwo, ale kiedy już to zrobią, to na zawsze.

Miałam sporo szczęścia do ludzi i nigdy nie odczułam żadnej niechęci, mimo iż z wyglądu bardzo się od nich różnię. Przeciętni Sardyńczycy, nawet mężczyźni, mają około metra pięćdziesięciu, ciemną karnację, a ja – metr osiemdziesiąt, blond włosy, jasna cera... 

Co sprawiło, że postanowiliście Państwo przyjechać do Polski?

Sytuacja ekonomiczna we Włoszech zaczęła robić się nieciekawa, pojawiły się problemy z pracą, z roku na rok było coraz trudniej, zwłaszcza dla cudzoziemców. Sardyńczycy są bardzo solidarni. Jeśli ma się restaurację i świetnie gotuje, to jeszcze nie wszystko, ponieważ jeśli kolega prowadzi lokal, mieszkańcy wyspy będą woleli zapłacić więcej i dać zarobić swojemu. 

Branża gastronomiczna, w której pracowałam przez całe życie, stała się już tylko sezonowa, nawet Sardyńczycy mieli problem z zatrudnieniem. Latem pracowało się więc ponad siły, a na zimę rzadko starczało na przetrwanie. Powrót był więc przemyślaną decyzją. Mój mąż wcześniej wyjechał do Turynu, a ja dopóki miałam pracę, chciałam zostać na Sardynii. Związek na odległość okazał się jednak trudny, dodatkowo pracy było coraz mniej, doszłam więc do wniosku, że coś trzeba zmienić. Mąż jako pierwszy zaczął wspominać o wyjeździe do Polski, ja się bałam... Choć od zawsze tliło się marzenie, żeby kiedyś wrócić i otworzyć pizzerię i przez lata nie dawało mi spokoju. 

 A dlaczego Poznań?

Wiele lat temu zupełnie przypadkiem kupiłam tutaj mieszkanie. Pochodzę spod Warszawy, w okolicach mieszka mój tata i reszta rodziny. Do Poznania przyjeżdżałam całe życie, ponieważ miałam tu „przyszywaną” rodzinę, z którą byłam mocno związana. Moja kuzynka musiała bardzo szybko sprzedać mieszkanie, ponieważ przenosiła się z mężem i dziećmi do innego województwa. To była okazja. W Polsce nie miałam zdolności kredytowej, ale odłożyłam trochę pieniędzy. Na mieszkanie w Warszawie nie było mnie stać, a tu prawie mogłam za nie zapłacić, resztę dopłacałam na raty. Kiedy zapadła decyzja o przyjeździe do Polski, naturalnie nasze kroki skierowaliśmy do Wielkopolski...

Jechała tu Pani z myślą, że otworzy coś swojego?

Tak! Marzyłam o tym ... W Alghero, pięknym nadmorskim kurorcie, gdzie mieszkałam, znajduje się pizzeria Les Arenes, w której sprzedaje się metrową pizzę. Od pierwszej wizyty zakochałam się w niej. W tamtych czasach nikt czegoś podobnego w Polsce nie robił i wymyśliłam sobie, że ja to rozpocznę! Metrowa pizza nie jest okrągła, podaje się ją na desce i robiona jest na długość, jeśli jedzą ją cztery osoby każda dostaje dwudziestopięciocentymetrowy kawałek. To taki inny sposób podania, który naprawdę robi wrażenie... mój mąż przez trzynaście lat był piekarzem, następnie prowadził swoją restaurację i dwa punkty gastronomiczne, więc bardzo dobrze się na tym biznesie zna. Mieliśmy więc dobry start i do wszystkiego dochodziliśmy sami, na przykład do idealnego ciasta na pizzę. W przypadku metrowej pizzy ciasto do tradycyjnej, okrągłej potrawy nie sprawdziło się. Metodą prób i błędów udało się jednak wypracować przepis, według którego dzisiaj wyrabiamy ciasto. 

Dlaczego warto wybrać właśnie Pani lokal?

Włoskich restauracji w Poznaniu jest bardzo dużo i wiele z nich jest dobrych, konkurencja jest więc potężna. Nasze miejsce jest stosunkowo nowe, funkcjonuje dopiero od roku. W międzyczasie przytrafiła się pandemia i związany z nią lockdown – na trzy miesiące restauracja została zamknięta. Był to bardzo trudny czas, tym bardziej, że dotknął nas w pierwszym roku działalności, kiedy nie zdążyliśmy jeszcze wyrobić sobie renomy i pozyskać stałej klienteli. 

Na poznańskim rynku wyróżniamy się tym, że kładziemy nacisk na kuchnię sardyńską. Ponadto, jak już wspomniałam, serwujemy metrową pizzę, która ma swój niepowtarzalny urok. Cały czas próbujemy też wprowadzać nowe sardyńskie dania, na tyle, na ile pozwalają na to dostępne produkty. Nad wszystkim staram się sprawować pieczę, doglądać, sama też gotuję. 

Wyrabiamy, co warte podkreślenia, własną kiełbasę, przyprawy do niej przysyła mi koleżanka, która cały czas mieszka na Sardynii, dzięki czemu smakuje tak, jak powinna. Muszę się pochwalić, że ostatnio gościliśmy w naszych progach Sardyńczyka, który zamówił danie z sosem z tej kiełbasy. Zapytałam jak smakowało. Odpowiedział, że zamawiając potrawę miał wiele obaw, ale jest zszokowany efektem, że smakuje prawie tak, jak na wyspie! Z ust Sardyńczyka był to więcej niż komplement. 

Jakie to danie?

Są to gnocchetti alla campidanese, czyli małe muszelki makaronowe ze specjalnym sosem z naszą sardyńską kiełbasą. Musi ona trochę odleżeć i dopiero po czasie można z niej przygotować sos.

Robimy też pierogi, czyli sardyńskie ravioli culurgiones. Są specyficznie klejone w formie warkoczyka, trzeba mieć trochę zdolności manualnych, żeby to zrobić. Wszystko robimy sami, na miejscu.

Na co chiałaby Pani zaprosić młodych, zabieganych Poznaniaków?

Młodych na pewno na pizzę ciętą z metra. Zważywszy na to, że obok są dwie szkoły, mamy opcję pizzy na kawałki dla studentów. Jest to bardzo popularne także we Włoszech – biorą ją do ręki, składają na pół jak kanapkę i biegną dalej, dlatego zainspirowani tą modą postanowiliśmy wprowadzić ją u nas. Kawałki odgrzewane są w piecu, na kamieniu, a trwa to zaledwie minutę – doskonałe rozwiązanie dla zabieganych. 

Mamy także program lojalnościowy dla studentów i sąsiadów, więc cenowo propozycja jest atrakcyjna. Stołują się u nas pracownicy Instytutu Logistyki i Magazynowania i innych okolicznych biur. Codziennie od 12:00 do 16:00 mamy dwudaniowe lunche za 20 złotych, czasami jest to makaron, czasem sałatka, deser, zupa, różnie. Dzwonimy jak jest gotowe, pracownicy wyskakują na chwilę z biura i odbierają posiłki. Współpraca sąsiedzka nieźle się układa.

 

Przyjemnie tutaj, przytulnie i muzyka włoska...

Tak miało być – domowo. Nigdy nie planowałam otwarcia restauracji „wysokich lotów”, zależało mi na przytulnej trattorii jak we Włoszech, czyli miejscu, w którym właściciel zamienia kilka słów z gośćmi, wchodzi do kuchni, dogląda, jest obecny. Bardzo się staramy, aby właśnie tak to wyglądało... I chyba się udaje.

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.