poniedziałek, 11 listopad 2019 09:47

Przyszłość widzę wspaniałą

Z rektorem Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu prof. Wojciechem Horą rozmawia Mariola Zdancewicz

Co to znaczy mieć historię?

To znaczy mieć budowany z mozołem bagaż tradycji – czasem pozytywny, czasem negatywny. Oznacza to także bazę doświadczenia, bazę kompetencji i zespół ludzki, który stanowi o wartości każdego przedsięwzięcia. Im ten zespół jest większy, bardziej zróżnicowany pod względem sposobów myślenia i postaw, tym historia i tradycja są bogatsze. Ogólnie rzecz biorąc, to historia jest istotą naszej uczelni, to jest wielka, tworząca ją wartość.

 

Czym lub kim zasłynął Uniwersytet Artystyczny w minionym stuleciu? 

Uniwersytet Artystyczny jest swego rodzaju fenomenem na mapie szkolnictwa artystycznego, i to nie tylko polskiego, ale i europejskiego. Patrząc w skali naszego kraju, jest to pierwsza uczelnia artystyczna powołana przez rzeczywiście funkcjonujące polskie państwo. Mieliśmy obchody 200-lecia Akademii Krakowskiej czy jubileusz Akademii Warszawskiej, ale trzeba pamiętać, że te uczelnie powstały pod rządami zaborców, w komfortowych warunkach funkcjonowania. Ich siła i znaczenie są oczywiście ważne, lecz mieszczą się w innej kategorii niż nasza szkoła. Uczelnia poznańska powstała na tradycji wolnościowej zaszczepionej przez Ignacego Jana Paderewskiego, za którego przyczyną powołano naszą uczelnię i Akademię Muzyczną. Niezaprzeczalną zasługą Paderewskiego było to, że uświadomił on społeczności regionu, a także ośrodkom rządowym – bo to ministerstwo dało nam dokument potwierdzający bycie uczelnią – że kultura jest bazą państwowości i że dzięki niej przetrwaliśmy czas zaborów. Drugim, nie mniej istotnym elementem świadczącym o wyjątkowości, czyli wspomnianym fenomenie tej uczelni, jest fakt, że jej twórcy i wszyscy ich następcy potrafili i potrafią konstruować bardzo mądry balans pomiędzy pomysłem a tworzeniem. Jesteśmy jedyną w Polsce uczelnią, gdzie przykłada się wagę do myśli, sfery humanistycznej sztuki. I to nas wyróżnia. Ważne jest też to, że w tej ciągłości historycznej kadra zawsze była, mówiąc potocznie, „z najwyższej półki”. To artyści i pedagodzy o szerokich horyzontach intelektualnych i bardzo dobrym wykształceniu. Wydaje mi się, że to takie kamienie milowe, które okazały się kluczowe dla charakteru, istoty i tradycji uczelni. Trudno wymieniać konkretne nazwiska osób szczególnie zasłużonych, bo lista byłaby bardzo długa. Wielkich i znaczących postaci było mnóstwo, zaczynając od Marcina Rożka czy Jana Wronieckiego, którzy stworzyli uczelnię. W powojennej historii szkoły takich znamienitych osób było także wiele. Jeśli zacznę wymieniać nazwiska, to – siłą rzeczy i absolutnie niezamierzenie – utworzę ranking, a nie o to chodzi. Uczelnia może poszczycić się wybitnymi artystami i pedagogami. Niektórzy z nich z różnych powodów nie osiągnęli firmamentu sławy, co nie oznacza, że nie stanowili dla szkoły kardynalnej wartości. Mogę jednak wspomnieć o jednym nazwisku, myślę o Magdalenie Abakanowicz – największej gwieździe polskiej sztuki współczesnej, powojennej – znanej na całym świecie. Była naszym profesorem przez ponad 20 lat i w sposób znaczący wpłynęła na myślenie nie tylko pokoleń twórców-absolwentów, ale i pedagogów. 

Jak widzi Pan przyszłość uczelni artystycznych?

Widzę ją wspaniałą. Żyjemy w czasach szalonych. Podejrzewam, że każde pokolenie może o swoim czasie tak mówić. Z całą pewnością jednak nasza epoka to okres przeobrażeń, informatyzacji, transformacji, globalizacji z jednej strony, a odwrotem kulturowym – który zaczyna stawiać na lokalność – z drugiej. Wszystko to są obszary, które nadają się do poszukiwań i badań przez sztukę i przez twórców, którzy przekazują myśl w mediach, co daje siłę do zmagania się z przeciwnościami. Humanizowanie społeczeństwa przy takiej specjalizacji świata jest chyba jedną z głównych platform tego, że wciąż możemy się nazywać ludźmi. 

Planował Pan głębokie reformy na uczelni. Czy się udały?

Generalnie tak, w wielu obszarach, a w wielu jesteśmy w trakcie ich realizacji. Są też procesy, które wymagają więcej czasu, ale żaden punkt z listy zaplanowanych, które sformułowaliśmy na początku kadencji, nie został na marginesie. Nie ma też takich, które byśmy zaniechali. Idea przekazania uczelni młodemu pokoleniu artystów jest mocno zaawansowana i widać tego efekty. Otworzyliśmy się na społeczność miasta i regionu. Także współpraca zagraniczna intensywnie się rozwija. Efektem tego, że w szkole dobrze się dzieje, jest radykalny przyrost chętnych do studiowania u nas: w 3 lata – 450 osób. Żadna uczelnia artystyczna takiego przyrostu nie odnotowała. Nie jest to efekt jednorazowych, incydentalnych posunięć, lecz ogólnostrukturalnych zmian, jakie u nas zaszły. Uczelniano-miejskie galerie, które uruchomiliśmy zaraz na początku kadencji, świetnie funkcjonują. Liczba wydarzeń, które są ofertą na kulturowej mapie miasta, wzrosła trzycyfrowo. Nigdy w historii szkoły nie działo się tyle rzeczy, będących propozycją dla mieszkańców miasta, regionu, zagranicy, ale i dla naszych studentów, i pracowników. Udały się też wewnętrzne reformy; uporządkowanie budżetu i gospodarki uczelni przyniosło niebywałe efekty, nie ma już finansowego zagrożenia bytu szkoły. Możemy śmiało myśleć o inwestycjach i rozszerzaniu możliwości, bazy lokalowej i warsztatowej. To są oczywiście służebne funkcje, bo nadrzędną stanowi troska o dobrostan sztuki. Są one jednak niezwykle ważne, bo tworzą platformę, dzięki której ta sztuka rozwija się w miarę komfortowych warunkach i spokoju.

Wspomniał Pan o koncepcji otwarcia uczelni na zewnątrz, wyjściu poza mury. Czy Galerie UAP i Poznań Art Week są właśnie takimi projektami?

Działamy w mieście w ramach naszych sześciu galerii, które są oszyldowane logiem uczelni. Wśród nich jest galeria studencka, niezwykle ważna, bo unikalna, w której młodzi ludzie – nasi studenci – konstruują program i wystawiają ciekawe prace z różnych obszarów sztuki. Jest to dla nich zarówno miejsce promocji, budowania doświadczenia, ale i ekspresji artystycznej. Pozostałe galerie służą naszym pracownikom, zapraszanym instytucjom, gościom. Są przestrzenią do dyskusji, do widzenia siebie w kontekście innych i – co najważniejsze – komunikacji ze społecznością miasta. Ponadto współpracujemy z innymi uczelniami w Poznaniu, na przykład wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym organizujemy konkursy i wystawy plakatów, a wraz z Uniwersytetem Przyrodniczym ekspozycje w ich galerii. Prowadzimy warsztaty projektowo-artystyczne współorganizowane z Wydziałem Leśnym. Podobne działania mają miejsce na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, gdzie jest kilka galerii, szczególnie w kampusie Morasko, na Wydziale Chemii, Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, a także Nauk Społecznych. Kooperujemy również z Uniwersytetem Medycznym, Akademią Wychowania Fizycznego, Politechniką, mógłbym wymieniać długo... Mają tam miejsce przeróżne wystawy, które cieszą się powodzeniem. Poznanie się, dyskusje i współpraca ze środowiskiem naukowym – wszystko to jest ważne, a my mamy narzędzia, materiały i możliwości. To jest oczywiście proces, ale szybko postępujący.

Czy powstało planowane przez Pana konsorcjum wszystkich polskich uczelni artystycznych?

To jest idea, która podlega cały czas procesowi tworzenia, ale nie czekając na żadne formalne ustalenia, podejmujemy współpracę. Fakt, że kooperacja między uczelniami się rozwija na tak wielu płaszczyznach, a dzięki temu również angażuje przemysł i różne ośrodki gospodarcze, jest już swego rodzaju argumentem przy rozmowach z decydenckimi gremiami. Oczywiście powołanie takiego ciała może wiele ułatwić, ale przykładam większą wagę do realnej aktywności i budowania małymi krokami działań, które przekładają się na realne zyski dla pojedynczych jednostek i zespołów uczelni. To jest podstawa.

Jubileuszowa wystawa w Muzeum Narodowym to hołd, przypomnienie dawnych pedagogów i ich twórczości?

Można tak powiedzieć, ale też jest to swego rodzaju signum tego, jaką drogę szkoła przebyła przez fragment swojej historii – widziany oczywiście oczami kuratorów. Aktywności uczelni przez te wszystkie lata nie da się zawrzeć ani w jednej, ani nawet w pięciu wystawach. Te postaci, które przytaczamy jako autorów dzieł na wystawie, są znaczącymi figurami dla istnienia uczelni, odcisnęły duże piętno na kształcie, charakterze i istocie kształcenia. Kłaniamy się im, jak i wszystkim, którzy tę szkołę tworzyli.

Sto lat wolności to także sto lat polskiego designu. Jakie ma Pan na ten temat refleksje jako projektant mebli i przedmiotów użytkowych?

Jestem szczęśliwy, że polski design przeżywa obecnie renesans, cieszy się szacunkiem, realizuje fenomenalne projekty. Poznań, jako stolica polskiej myśli meblarskiej i projektowania, ciągle ma siłę w tym zakresie. Poznańscy projektanci, ergo związani z naszą uczelnią od początku jej powstania, byli znaczącymi twórcami w tym obszarze. Dzisiejsza bliska relacja ze światem, z uczelniami z Europy i spoza niej, pokazuje, że jesteśmy nie tylko docenieni, ale również uszanowani jako współpartnerzy, a nasze projekty, powstałe na uczelni niczym nie odstają od światowego wzorca. Niezwykle satysfakcjonująca była także nagroda za najlepszy dyplom projektowy za ubiegły rok, którą otrzymał nasz absolwent. Był to konkurs dla wszystkich uczelni artystycznych i projektowych, które mierzą się w nim co roku. To, że nasz dyplom uzyskał pierwszą nagrodę, wydaje mi się być przekonującym znakiem, iż dobrze się dzieje w tym obszarze. Ważne jest też to, że wszystkie dyscypliny – a kształcimy praktycznie w każdej dziedzinie sztuk wizualnych – współpracują ze sobą, napędzają się wzajemnie. Wcześniej pytała Pani o sukcesy, o to, co się udało zrobić – dla mnie istotne jest to, że zaczęła się konstruować kooperacja między wydziałami. Graficy z animacją, rzeźbiarze z projektantami w wielu obszarach, a także studenci i młodzi pracownicy zaczynają uczestniczyć we wspólnych projektach, bo to otwiera nowe perspektywy i zawsze budowało siłę naszej szkoły. Wierzę, że takie zintensyfikowanie współpracy przyniesie nam w krótkim czasie bardzo wymierne efekty. 

 Czy można pozostać artystą, będąc pracownikiem uczelni?

Nawet trzeba! Nie wyobrażam sobie, żeby można było bez tego rozmawiać ze studentami o tworzeniu… Mamy wiedzę i doświadczenie, których nie można zostawić na boku. Oczywiście istnieją wartości stałe, fundamentalne, uniwersalne, nieginące w czasie, które każdy twórca może przekazywać. Ale musi pojawić się konfrontacja doświadczenia, aktywności artystycznej czy projektowej z umysłem i pomysłami młodego studenta, który wszystko krytycznie weryfikuje.

Czym jest bionika w kontekście nauk artystycznych?

Bionika jest projektowaniem bazującym na inspiracji naturą. Obszar ten staje się obecnie bardzo modny poprzez biodesign, ecodesign i tak dalej. Nazwy wymyśla się przeróżne. Cieszy mnie i bawi modny w ostatnich latach termin design thinking, który niby przyszedł z Ameryki i staje się popularnym narzędziem projektowym. A tak naprawdę bionika, która ma ponad 50 lat, a wymyślił ją prof. Włodzimierz Dreszer, to design thinking w czystej postaci. Najpierw określa skąd, po co i dlaczego, aby w niezwykle racjonalny sposób, czerpiąc z różnych rodzajów aktywności naukowej, intelektualnej, z różnych dziedzin wiedzy, próbować konstruować nowe wartości dla lepszej realizacji funkcji, dla bardziej optymalnego procesu produkcji, żeby to, co projektujemy, było przyjazne i naturze, i człowiekowi. Kreujemy życie po życiu przedmiotu. Myślimy o tym – i o tym mówi się od 25 lat – że musimy być świadomi tego, jak skończy nasz projekt… czy jako śmieć, czy w jakiś sposób możemy go przekonwertować w nową wartość. Dzisiaj na ten temat powstaje cała filozofia, tylko że to wszystko już dawno przerobiliśmy i dawno to zostało nazwane – o tym profesorowie mówili nam 20-30 lat temu. W tej chwili nadaje się tylko nowe nazwy. Może to dobrze, że filozofia mówi o tym nowymi słowami i że wraca się do tego w sposób intensywny, bo to tylko potwierdza fakt, że w naszej szkole już dawno było niezwykle postępowo.

Proszę się przedstawić. 

Rektor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, a jednocześnie profesor, kierownik, pracownik II Pracowni Bioniki w projektowaniu na Wydziale Architektury i Wzornictwa. W miarę możliwości aktywny twórca.

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.