środa, 19 styczeń 2022 23:13

O wodorowej przyszłości, inkubacji przedsiębiorczości i metrologii

z prorektorem ds. rozwoju i współpracy z gospodarką Politechniki Poznańskiej – prof. dr hab. inż. Michałem Wieczorowskim – rozmawia Mariola Zdancewicz 

Gratulujemy objęcia funkcji prorektora Politechniki Poznańskiej. Przyszło ją Panu piastować w warunkach pandemii. Myśli Pan, że byłoby inaczej, gdyby czas był inny? 

 

Dziękuję bardzo za gratulacje. Ku chwale ojczyzny! 

Na pewno jest inaczej. Jestem odpowiedzialny za współpracę z gospodarką i rozwój. Moja misja wiąże się ze spędzaniem dużej ilości czasu „w przemyśle” – poszukiwaniem nowych rozwiązań, nowych tematów badań, wspólnych projektów czy realizowaniem zleceń. Z racji pandemii jest tego dużo mniej. Zdecydowanie więcej czasu poświęcam pracy w biurze, ewentualnie spotkaniom zdalnym, których zaczynam już mieć trochę dosyć, mówiąc szczerze. 

Powoli pojawia się światełko w tunelu i być może wrócimy do normalności. Wierzy Pan w to? 

Wierzę. Rozmowy cały czas trwają. Dzisiaj o 17:00 mam spotkanie w Bydgoszczy związane z projektem, który udało nam się już zorganizować z jedną z firm, będzie to pierwsze spotkanie inicjujące. Coś już się dzieje. 

Proszę opowiedzieć o projekcie. 

To jeden z wielu projektów prowadzonych przez Politechnikę. Wspomniany konkurs funkcjonuje pod nazwą Agrotech i związany jest z tym, aby rejon Polski zachodniej był połączeniem rozwoju w zakresie rolnictwa i technologii. Jak wiadomo Wielkopolska czy Kujawy są mocno rozwinięte rolniczo, ale zależy nam na tym, aby zaawansowane było ono także pod kątem technologicznym. Projekt prowadzimy wspólnie z firmą Mzuri Agro, która zajmuje się uprawą pasową. Firma produkuje maszyny dedykowane takiej formie uprawy. My w ramach projektu będziemy odpowiedzialni za wykonanie oczujnikowania, które będzie badać na przykład wilgotność gleby, czyli to, co w Wielkopolsce niesamowicie istotne z uwagi na niewielką ilość wody. Jeśli będziemy mniej przekopywać, mniej będzie parowania i więcej wody się zachowa. Firma Mzuri Agro eksportuje swoje produkty do wielu krajów, więc technologia przydaje się nie tylko na naszych terenach. 

W jakich obszarach współpraca z gospodarką jest dla uczelni kluczowa? 

IMG 4796Jesteśmy uczelnią techniczną, w związku z tym odbiorcą numer jeden jest dla nas przemysł – nasz główny partner. Mowa tu praktycznie o każdej gałęzi przemysłu. Mamy różne dyscypliny i wydziały, zajmujące się rozmaitymi aspektami tego, co się w przemyśle dzieje – począwszy od inżynierii mechanicznej, badań materiałowych, czyli tego, czym ja się zajmowałem na co dzień, przez wszystko to, co związane z prądem, automatyzacją, robotyzacją, budownictwem, ochroną środowiska, inżynierią lądową i transportem, aż po chemię i inżynierię zarządzania. Ta ostatnia odpowiedzialna jest za kwestie związane z elementami „miękkimi” w przemyśle – aby wszystko, co wykonane zostanie jako elementy „twarde” dobrze funkcjonowało w naszej rzeczywistości. Oczywiście bardzo istotna jest motoryzacja i współpraca nie tylko z Volkswagenem, który jest nam bliski z racji odległości, ale także wieloma innymi firmami. Istotnym kierunkiem są także elektrownie, technologie wodorowe, z którymi w tej chwili związane są firmy informatyczne. Coraz bliżej jest nam też do medycyny, do której wkracza sztuczna inteligencja, a w tej dziedzinie czujemy się bardzo mocni. Wszystkie informatyczne sprzężenia są w tym kontekście bardzo silne. Prowadzimy kierunek inżynieria biomedyczna, staramy się wspierać medycynę od strony inżynierskiej. 

Jesteśmy także mocni w ramach zjawiska nazywanego Przemysłem 4.0, czyli chwytliwą częścią naszej gospodarki. Utworzyła się związana z nim Wielkopolska Rada Regionalna Przemysłu Przyszłości, zasiadają w niej przedstawiciele różnych instytucji i uczelni. Przewodniczącym jest były rektor prof. Tomasz Łodygowski, a ja mam przyjemność być członkiem prezydium tej rady. Pierwsza regionalna rada powstała właśnie w Wielkopolsce. 

Pisaliśmy o Przemyśle 4.0 jakieś dwa-trzy lata temu, chyba wtedy się to wszystko zaczynało... 

Na co dzień zajmuję się metrologią, czyli pomiarami i jestem autorem kilku artykułów o Metrologii 4.0, czyli pomiarowym aspekcie Przemysłu 4.0, stąd wiem, że koncepcja ta powstała już w roku 2011, ale dopiero teraz powoli zaczyna wchodzić w życie. Zawsze musi minąć kilka lat, żeby o czymś zaczęło być głośno. 

Pojawiać zaczynają się projekty związane z Przemysłem 4.0, a co za tym idzie – zachęta dla małych i średnich firm do włączenia się. 

We wcześniejszej rozmowie wspomniał Pan o wodorze – mówiło się, że najbliższe lata upłyną pod znakiem jego dynamicznego zastosowania... 

Wodór jest elementem całego łańcucha energetycznego, nad którym myślimy już od wielu lat. Dużą część politechnicznych dachów pokrywa fotowoltaika. Mamy także, chyba najwięcej wśród polskich uczelni, instalacji związanych z pompami ciepła. Przymierzamy się obecnie do wykorzystywania odzysku energii z naszych serwerowni, gdzie gromadzą się duże ilości ciepła, które można by zacząć wykorzystywać do ogrzewania budynków. 

Magazynowanie energii to od wielu lat duże wyzwanie i myślę, że wodór jest w tym kontekście dobrym kierunkiem. Patrząc w przyszłość wyobrażam sobie, że kiedyś będzie można postawić dom gdziekolwiek, nie zastanawiając się, czy mamy dostęp do energii elektrycznej. Zrobimy tylko odwiert, żeby mieć wodę, wykorzystamy fotowoltaikę, a obok postawimy zbiornik z wodorem, służący jako magazyn energii. Gdyby ewentualnie okazało się, że pogoda spłatała psikusa i energii zgromadziliśmy za mało, bo potrzeby domu są duże, to ktoś przyjedzie i uzupełni nam zbiornik wodorowy. Jeżeli się dodatkowo okaże, że samochód też jest napędzany wodorem, to zatankujemy go sobie w domu. 

Kiedy wspomina Pan o zbiorniku – mi wodór kojarzy się wyłącznie z bombą wodorową (śmiech!!) 

Bomba wodorowa faktycznie istniała ale jeśli boimy się wodoru, to zwykła benzyna, na którą napędzana jest większość samochodów, jest również łatwopalna i nikt specjalnie nie myśli kupując samochód o tym, że może on się zapalić. 

Analogicznie w przypadku wodoru – jeśli dojdzie do dużego wypadku – ponieważ znajduje się on pod ciśnieniem trzystu pięćdziesięciu atmosfer – to coś może się stać… takie ciśnienie dopuszcza Unia Europejska, zaś Japonia chciałaby, żeby to było siedemset, czyli dwa razy więcej. Jeśli natomiast z trzystu pięćdziesięciu atmosfer ciśnienie zejdzie do jednej, najczęściej dzieje się to gwałtownie, następuje wybuch. 

W maju odbyła się XII edycja IAESTE Caseweek – największy cykl warsztatów inżynierskich w Polsce, których celem jest zbliżenie się do siebie środowiska akademickiego i biznesowego. Jakie są lub będą skutki podobnych przedsięwzięć? 

W tym przedsięwzięciu bierze udział nasze Centrum Praktyki i Karier. Zazwyczaj działo się to cyklicznie, teraz z racji pandemii wygląda nieco inaczej. 

Wszystko to związane jest z chęcią poszukiwania pracy dla naszych absolwentów. Propozycji zatrudnienia jest tyle, że tylko czasem przychodzą sprawdzić, czy mamy dla nich coś bardziej interesującego. Niestety albo stety, większość naszych studentów jeszcze przed skończeniem studiów rozpoczyna pracę, stąd tryb zdalny odpowiada im o tyle, że czasem są w pracy i tylko na dwie-trzy godziny „wyłączają się” na wykłady, a potem wracają do swoich codziennych obowiązków. Młodzież teraz bardzo szybko rozpoczyna życie zawodowe. To nie są już te czasy, kiedy człowiek kończył studia i dopiero wtedy zastanawiał się co dalej. Dziś przemysł bardzo chętnie wchłania młodych ludzi, postrzegając naszych prawie-inżynierów czy prawie-magistrów jako innowatorów – kogoś, kto przychodzi z nowymi pomysłami, nową filozofią i bardzo chce się rozwijać. Takie osoby pozwalają często firmie wejść na inne tory. 

W Przemyśle 4.0 nie zadajemy już sobie pytania, czy absolwent, którego wypuszczamy z uczelni będzie gotowy do pracy w przedsiębiorstwie X, ale czy to ono będzie gotowe na jego wiedzę, umiejętności i plany działania. Dlatego też firmy angażują się w Przemysł 4.0, w rewolucję cyfrową. 

Jakie działania aktywizujące młodzież podjęliście Państwo w ostatnim czasie? 

W listopadzie ubiegłego roku wskrzesiliśmy na uczelni Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości, który działa obecnie bardzo dynamicznie. Nastawiony jest na pokazanie młodzieży studenckiej, że zakładanie swojej firmy nie jest takie trudne. Ktoś może powiedzieć, że są zewnętrzne środki na inkubację firm, ale sporo jest osób, które wahają się, czy dadzą sobie radę, czy własna firma ma sens – takie osoby mogą nie spotkać się z przychylnym podejściem po przystąpieniu do jakiegoś dużego inkubatora. My natomiast chcemy być jak dobrzy rodzice, powiedzieć: „Dasz radę, ze spokojem, rozwiń się trochę u nas i jak już będziesz mieć naprawdę dobry pomysł, to pozwolimy ci wyjść na zewnątrz, pokażemy z kim warto się związać, żeby stworzyć faktycznie silny startup”. Studenci są tym bardzo zainteresowani. Zorganizowaliśmy „Wtorki z przedsiębiorczością”, które odbywają się co dwa tygodnie w godzinach wieczornych, studenci są już po zajęciach, ale chętnie się tam pojawiają. Dyskutujemy o ich problemach, organizujemy warsztaty, na których występują osoby z zewnątrz i opowiadają o tym jak założyć swoją firmę. Obecnie robimy konkurs „Załóż swój startup” – najlepsze pomysły studenckie otrzymają nasze dofinansowanie, żeby stworzyć jakiś gotowy produkt. Na pierwsze spotkanie zdalne „przyszło” ponad dwieście osób, choć o planach poinformowaliśmy dopiero na kilka dni przed wydarzeniem. 

Zainteresowanie i potencjał jest wśród młodzieży bardzo duży. Nastawieni są na rozwój swoich pomysłów, które często są niewiarygodnie dobre i mogą przekuć się w coś, co docelowo pojawi się na rynku. Jeśli startup zaistnieje tylko na jakiś czas, możliwe jest, że ktoś go kupi, a autor pomysłu zarobi na tym i będzie mieć szanse dalszego rozwoju. 

Chciałbym się bardzo pozytywnie wypowiedzieć na temat kreatywności naszej młodzieży, która czasami naprawdę nas zaskakuje. Mają tę przewagę nad nami, że kiedy się za coś biorą, nie myślą, że to się może nie udać. My czasami jesteśmy skostniali w swojej wiedzy, wiele się od nich uczymy… 

Politechnika od lat współpracuje z Volkswagenem. Jakie inne firmy zagraniczne i polskie zaliczają się do grona kooperantów? 

Nie o wszystkich mogę powiedzieć, ponieważ niektóre umowy są w przygotowaniu. Ogólnie rzecz biorąc takich firm jest bardzo dużo w różnych regionach Polski. Prowadzimy bardzo ciekawy projekt z Hutą Bankową z Dąbrowy Górniczej w zakresie automatyzacji pomiarów. 

Współpracujemy też z wieloma lokalnymi firmami, często są to firmy mniejsze, ale potrzebujące wsparcia uczelni, aby mogły się rozwijać. To jest satysfakcjonujące, cieszymy się, że mniejsze polskie firmy dzięki projektom, w których starują, intensywnie się rozwijają. Coraz chętniej też przychodzą do nas, żeby zrobić potrzebne badania. Czasami są to dla nas duże wyzwania, bo zgłaszają się z ciekawymi pomysłami, z których często wychodzą innowacyjne rozwiązania. 

Czy na Politechnice jest jakiś dział lub osoba, która zajmuje się patentami, ochroną myśli technicznej? 

Tak, mamy dział związany z ich przygotowaniem i wiedzą patentową oraz Centrum Transferu Technologii, które zajmuje się komercjalizacją własności intelektualnej – sprzedażą podmiotom przemysłowym czy innym, temu kto ma ochotę taki patent kupić. 

Daje to jakieś zyski? 

Nawet dość konkretne. Zależy jakiego typu jest to patent – czasami są bardzo poszukiwane, czasem mniej. Zdarza się także, że nasi naukowcy wymyślają pewne rzeczy, które w dniu dzisiejszym nie są dostrzegane, ale miną trzy-cztery lata i okazuje się, że warto było zagłębić się w tę technologię, bo ktoś tym tematem zaczyna się interesować. Tak to jest w technice, bywa że wymyśli się coś, co można wykorzystać dopiero, kiedy w przemyśle coś się zmieni, pojawi się jakaś nowa możliwość. 

Które kierunki współpracy są dla Politechniki priorytetowe – przyjmowanie komercyjnych zleceń czy kształcenie wysoko wykwalifikowanych kadr dla przemysłu? 

Myślę, że ważny jest kompromis. Misją uczelni jest oczywiście kształcenie, ale również prowadzenie badań naukowych i współpraca z gospodarką zewnętrzną. 

Wspomnieć tu należy nie tylko o przemyśle, współpracujemy intensywnie z różnymi urzędami. Bardzo dobrze pracuje nam się z Urzędem Marszałkowskim, wspólnie realizujemy projekt Czas Zawodowców, który z kolei nastawiony jest na uczniów techników. Trwa już to od kilku lat, a niedawno została zatwierdzona najnowsza edycja. Przygotowujemy specjalistyczne laboratoria, umożliwiające młodzieży z techników zdobycie nowej wiedzy oraz – na co bardzo liczymy – zainteresowanie dalszym kształceniem. Młodzież z techników, zwłaszcza z mniejszych miast, ma tendencję, że na szkole średniej kończy edukację. A może czasami warto kogoś do kontynuacji nauki nakłonić, aby zamiast tytułu technika zdobył też inżyniera. To jest bardzo ważne. 

Wydaje mi się, że nasze działania należy podzielić na trzy dziedziny – dydaktykę, badania naukowe i współpracę z przemysłem na zasadach komercyjnych. Wszystkie są istotne, gdybyśmy czegoś z tego zestawienia zaniechali, to przestalibyśmy być rozwijającą się uczelnią. 

Bardzo istotni są dla nas studenci, mamy naprawdę dobrych dydaktyków, którzy czasami mniej skupiają się na badaniach naukowych, a oddają się właśnie nauczaniu. Młodzież to docenia i bardzo ich lubi, są dla nich jak klasyczni mentorzy, prowadzący zajęcia w sposób bardzo zaawansowany. Oprócz tego mamy ludzi, którzy prowadzą badania naukowe i oczywiście równolegle też zajęcia. Zdarza się, że studenci zaczynają uczestniczyć w badaniach. Potrzebujemy tego, aby młodzież włączała się w nasze zadania, dla studentów to też ciekawa opcja. 

Jeśli nie będziemy przyjmować zleceń od przemysłu, nie będzie on wiedział, że istniejemy, co potrafimy. Nawet drobne zadania traktujemy więc bardzo poważnie, bo mogą być pierwszym krokiem do jakiegoś dużego projektu, złapaniem ważnego kontaktu. Podchodzimy do tego jako do wspólnego rozwoju i nas, i przemysłu. To taka współpraca na zasadzie win-win. 

Z pierwszych stron gazet nie schodzą dwa tematy – przyszłość energetyki i modernizacja armii. W której z tych dziedzin Politechnika widzi dla siebie szansę komercjalizacji badań?

Przyszłość energetyki jest dla nas zdecydowanie istotniejsza. Budujemy ją w oparciu o różne odnawialne źródła energii, również o biomasę, czyli tereny zielone, z których można coś gromadzić i wykorzystywać. Mamy także doświadczenie w elektrowniach wiatrowych. Wszystko, co tylko można wykorzystać jako źródło energii, jest w naszym kręgu zainteresowania. 

Mamy silny zespół do spraw cyberbezpieczeństwa, bardzo intensywnie działa tu prorektor prof. Paweł Śniatała. Potencjalna wojna przyszłości będzie wojną elektroniczną, informatyczną. Jeżeli jesteśmy w stanie zepsuć komuś system informatyczny, to możemy sprawić, że wszystko przestanie działać. 

Gospodarka wodorowa o której mówiliśmy, wychodzi z założenia, że jeżeli zbudujemy dom czy osiedle bazujące na małej, zbudowanej nieopodal elektrowni wodorowej, to uniezależniamy się od całej sieci energetycznej... 

Proszę powiedzieć czym się Pan zajmuje naukowo. 

Zajmuję się metrologią, czyli pomiarami wielkości geometrycznych ze szczególnym uwzględnieniem nierówności powierzchni. Moim zadaniem jest dowiedzieć się jak bardzo powierzchnia jest chropowata i jak wpływa to na funkcjonowanie w przypadku na przykład elementów silnika. 

Jako prorektor znajduje Pan czas, żeby poświęcać go swoim badaniom? 

Niewiele, ale staram się utrzymać swoje kontakty, nawet trochę mi się to udaje. Nieprzerwanie funkcjonuję w Komitecie Budowy Maszyn Polskiej Akademii Nauk, jestem członkiem prezydium i znajduję czas, żeby brać w tym udział i rozwijać się. Poza tym jestem delegatem Polski do ISO, czyli Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej. Biorę udział w przygotowywaniu pewnej grupy norm. To bardzo ciekawa organizacja, ponieważ o wielu normach czy pomysłach na nie wiemy dużo wcześniej, przed ich wejściem w życie. Zdajemy sobie sprawę w jakim kierunku zmierzają zmiany z jednej strony, a z drugiej – mamy na to wpływ, możemy przedstawić swoją opinię na dany temat. 

Funkcjonuję też w trzech czasopismach jako ich edytor. Jest to publikacja „Measurement”, posiadająca dwieście punktów według naszej listy, czyli najwięcej ile można, „Sensors” oraz „Metrology and Measurement Systems”. Jedno jest wydawane w Polsce, dwa pozostałe to pozycje światowe; nie pojawiają się już w druku, lecz wyłącznie w wersji elektronicznej. Muszę poszukiwać recenzentów i podejmować decyzje o publikacji danego artykułu. Czasem też coś recenzuję, w tej chwili rozprawę doktorską z Politechniki Warszawskiej. 

Staram się zachowywać czas na naukę, to swego rodzaju odskocznia, trochę inne życie. Przydaje się to też przy rozmowach przemysłowych. 

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.