poniedziałek, 11 listopad 2019 09:57

O różnych rocznicach, marzeniach dyrektora i przyszłości muzeum szreniawskiego

Z dr. Janem Maćkowiakiem rozmawia Mariola Zdancewicz

Co to znaczy mieć historię?

To ważne pytanie nie tylko w kontekście naszej placówki. Muzeum ma pięćdziesiąt pięć lat, ale ze względu na historię sięga do tradycji pierwszego w Polsce Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, które powstało w Warszawie w roku 1875 i które z Warszawy przeniosło się do Poznania, co jest rzadkością. (śmiech!). Świadomość faktu, że jest się dziedzicem olbrzymiego dorobku, do którego trzeba mieć ogromny szacunek, jest swego rodzaju obciążeniem. 

 

Warszawskie muzeum powstało w trudnych warunkach zaboru rosyjskiego, a powołano je do życia z inicjatywy osób prywatnych, które czuły, że trzeba kształcić społeczeństwo, zwłaszcza młodzież; cytując Izabelę Czartoryską – budując przyszłość, pamiętać o przeszłości. Gdy dziś przeglądam dokumenty dotyczące warszawskiego muzeum, okazuje się, że przez rok pracowała tam Maria Skłodowska-Curie. A oprócz niej wielu profesorów i wiele osób, które z własnych majątków finansowo wspierały instytucję, żeby w trudnych warunkach zaborów mogła ona kształcić rolników. Poziom był tak wysoki, że już po odzyskaniu niepodległości na bazie muzeum powstała Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego i szereg instytutów. Odbywały się tam kursy na tyle powszechne, że kończyło je kilkanaście tysięcy ludzi. Organizowano laboratoria, począwszy od badań gleby, nawozów, po badania stricte chemiczne. Stosowano nowoczesne metody kształcenia, powstawały filmy – było ich kilkadziesiąt – a przecież początek tych inicjatyw miał miejsce w XIX wieku! Prowadzono także szkolenia dotyczące obsługi nowoczesnych maszyn (na przykład lokomobil), stosowania nawozów, uczono różnych rzemiosł, czyli zajmowano się tym, czym dziś zajmują się współczesne uczelnie.

Mówiąc o historii, musimy przypomnieć krótki okres niepodległości, ogromne zniszczenia związane z wojną, aż po rok 1951, kiedy w czasie najcięższego stalinizmu muzeum zostało zlikwidowane i zniknęło na czternaście lat, aż do powstania „naszego” szreniawskiego w 1964 roku. Dlatego kwestia przeszłości ma dla nas znaczenie szczególne, często sięgamy do tych ponadstuletnich doświadczeń. Warto naszym młodym kolegom przekazywać tę tradycję, bo jest kopalnią wiedzy na temat sposobu funkcjonowania, finansowania, zdobywania środków. Myślę, że właśnie dzięki czerpaniu z tego dziedzictwa o naszej instytucji dzisiaj mówi się jako o muzeum przedsiębiorczym. 

Co może Pan zaliczyć do największych osiągnięć, najważniejszych wydarzeń w historii muzeum?

Największym osiągnięciem był sam fakt powstania Muzeum w Szreniawie. Po zniszczeniach wojennych artefaktów pozostało bardzo mało. Ówczesne związki zawodowe postulowały utworzenie nowej placówki pod płaszczykiem Muzeum Robotnika Rolnego, inna formuła w tamtych czasach nie miała szans. I tak w 1964 roku powołano Muzeum Rolnictwa w Szreniawie, a następnie w 1975 roku nadano mu rangę muzeum narodowego, które usytuowało placówkę na zupełnie innym miejscu muzelanej mapy. W 1999 roku nastąpiło przejęcie muzeum przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego, a w 2004 roku porozumienie między ministrem rolnictwa a samorządem o współfinansowaniu i współprowadzeniu muzeum. Mamy więc obowiązki wobec województwa i także zobowiązania ogólnopolskie. Wspiera nas też kilka innych podmiotów, m.in. fundusz ochrony środowiska i ministerstwo kultury. 

Odrębną kartą w naszej historii było powstawanie kolejno pięciu oddziałów związanych z konkretnym profilem działania. 

Pyta Pani o osiągnięcia – muzeum to przede wszystkim zbiory. Oczywiście, to daleko idący skrót myślowy, ale zbiory świadczą o naszej pozycji. Okres socjalizmu przyczynił się do zgromadzenia wielu obiektów, których dzisiaj nie bylibyśmy w stanie kupić, bo wiadomo, jak wtedy zapadały decyzje... Stworzono solidną podstawę do działań muzeum już po zmianie systemu. Jest kilka takich kolekcji. Jedna z nich została utworzona przez profesora Stefana Biedrzyckiego, który na przełomie XIX i XX w. oraz w międzywojniu zbierał tradycyjne narzędzia rolnicze – to pięćdziesiąt jeden najstarszych obiektów w muzeum. Zbiory te pochodzą z muzeum warszawskiego, przeszły przez instytut gospodarstwa wiejskiego, potem zostały przekazane do nowo powstałego muzeum w Szreniawie. Drugą sztandarową kolekcją jest zbiór trofeów myśliwskich Adama Smorawińskiego w muzeum w Uzarzewie. Nasza instytucja sama nie byłaby w stanie zgromadzić tego typu obiektów. Cennym nabytkiem jest kolekcja sztuki, w tym malarstwo i grafika, które pokazujemy na wystawie czasowej, a także sztuka ludowa, w tym stroje, rzeźba... Nie jest to stricte nasz profil, ale wszystko silnie związane z wsią... 

Do osiągnięć musimy też zaliczyć systematyczną poprawę bazy materialnej, szczególnie w ostatnich latach. To budowa magazynu zbiorów, modernizacja pawilonów wystawienniczych, gorzelni i pałacu, modernizacja wystaw stałych oraz przystosowanie folwarku do celów muzealnych. 

...I to Państwo propagujecie za pomocą pięknych kartek pocztowych w formie zaproszeń na wydarzenia w Szreniawie, powiadomień i życzeń świątecznych…

O to chodzi, żeby te kartki i życzenia – właśnie takie tradycyjne, podpisane z szacunkiem – poszły w świat i przypominały o nas i naszej kolekcji sztuki. A wracając do zbiorów – mamy także kolekcję lokomobil, bogatą bibliotekę liczącą około trzydziestu sześciu tysięcy woluminów, w tym bardzo cennych starodruków z XV i XVI wieku, dotyczących rolnictwa, między innymi: Księgi o gospodarstwie Krescencjusza z 1549 r., Zielnik Hieronima Bocka z 1595 roku czy Ekonomika ziemiańska generalna wydana w Krakowie w 1679 roku autorstwa J.K. Haura. Wszystko pięknie ilustrowane i szczególnie chronione. Zbiór udostępniamy jedynie do celów naukowych. 

W ostatnim czasie możemy mówić o kolekcji agrolotniczej. Podziwiać też można u nas wystawę zakupionych od prywatnego kolekcjonera powozów; nie jest tak obszerna jak łańcucka, ale równie reprezentatywna. Aktywnie pracujemy nad kolekcją i uruchomieniem samochodu marki Tarpan, co wiąże nas z Wielkopolską i obowiązkiem moralnym pokazywania regionu. Pamiętamy, że decyzja powołania fabryki Tarpana była decyzją polityczną, pod hasłem wywoławczym: „samochód rolniczy w Wielkopolsce”. Poznaniacy bardzo przeżywali jej uruchomienie, a dziś przeżywają przygotowywaną przez nas wystawę, która na pewno w tym roku zostanie otwarta. 

Ważne są też dla nas narzędzia i maszyny rolnicze, pod tym względem nie mamy sobie równych w kraju. Sześćdziesiąt procent naszych zbiorów to technika rolnicza, maszyny i urządzenia, które staramy się przedstawiać w ruchu. Żadna instrukcja czy opis nie przedstawi tego, czym są na przykład lokomobile, jeśli nie zobaczy się ich w trakcie pracy. 

Do dorobku dodałbym również nasze prace i wydawnictwa naukowe. Wydaliśmy atlas niematerialnego dziedzictwa ośmiu wielkopolskich powiatów, ewidencję folwarków – to nasze sztandarowe wydawnictwa. Na uwagę zasługują także konferencje, w tym dwie o znaczeniu międzynarodowym. Jedna, odbywająca się w cyklu dwuletnim, poświęcona konserwacji zbiorów. Dodam, że konserwatorzy traktują dziś Szreniawę jako centrum wymiany myśli i pokazywania swoich dokonań w tym zakresie. Druga, w cyklu trzyletnim, poświęcona zwierzętom (które hodowane są na przymuzealnych terenach), a także uprawom polowym i sadownictwu. Jesteśmy też jednym z nielicznych lub wręcz pionierem w badaniu dziedzictwa niematerialnego, a kwestie te coraz częściej podejmowane są przez muzealników, na przykład zagadnienia związane z nazwami własnymi, obchodzeniem świąt, tradycją wiążącą się przykładowo z wyjściem w pole i zbiorami czy tradycyjnym rzemiosłem. To są tematy, które zanikają i zginą, jeśli się ich nie utrwali.

Ale dorobek muzeum to także ludzie, co zawsze podkreślam, bo zespół, który pracuje ze mną, jest najistotniejszym skarbem naszej placówki. Może brzmi to jak slogan, ale taka jest prawda. Spotykam się z wypowiedziami zwiedzających o życzliwości, o tym, że się dobrze u nas czują. Klimat i atmosferę – ale także instytucję – tworzą ludzie. Należy też pamietać o pracownikach, którzy byli przed nami i tworzyli to miejsce. Ja jestem dopiero trzecim dyrektorem muzeum, a to zaprzecza naukowym tezom, że kierujący powinni po kilku latach odchodzić... Zaczynam się zastanawiać, skąd to się bierze – w muzealnictwie przez trzy lata dużo się nie zrobi. Ja po kilku latach pracy zacząłem dopiero czuć i rozumieć w pełni tę instytucję. I myślę, że każdy z moich poprzedników dobrze wykorzystał czas, który był mu dany. Zgromadzenie tej klasy zbiorów w niewątpliwie trudnych czasach, przed 1989 rokiem, jest ich ogromną zasługą. 

Pozwolę sobie na osobistą dygresję. Pamiętam, jak siedziałam tu kiedyś na ławce, był podobny, jesienny dzień. Pan podszedł i powiedział: „No tak, pani redaktor, niebawem będziemy się za to wszystko zabierać...”. I pomyślałam wtedy: Boże, jakie to jest ładne miejsce. Ale teraz jest piękne!

Dziękuję! Faktycznie... Zwróciła Pani uwagę na park, a o tym jeszcze nie mówiłem. Park podlegał też rewitalizacji. Zagospodarowany był poprzednio ze względu na brak miejsca poprzez ekspozycje plenerowe. Stały dwa samoloty, była wystawa związana z wodą w rolnictwie i to powodowało, że klimat parku był inny. Pierwotnie był to park dworski i chcemy utrzymać tu klimat spacerowy, jaki był przed wojną za czasów poprzednich właścicieli. Mój poprzednik zabraniał wchodzenia na trawniki… Dziś mamy do tego zupełnie inne podejście – chcemy, by ludzie czuli się tu swobodnie; kupiliśmy nawet koce, żeby mogli na nich leżeć, odpoczywać. Bo takie są dziś funkcje muzeum – gromadzenie, konserwacja, upowszechnianie, ale również rekreacja, odpoczynek. 

Jaka przyszłość czeka muzea? Czy jedyną ścieżką jest digitalizacja, multimedializacja?

Musiałbym dać Pani swoją prezentację, jaką miałem ostatnio w Kolbuszowej, jako chyba najstarszy uczestnik konferencji. Na postawione przez organizatorów pytanie, czy ekspozycja skansenowska ma być realna czy wirtualna, w długim wywodzie przekonałem kolegów, że musi być realna. Że trzeba móc jej dotknąć, widzieć ją, ale również powinna funkcjonować, czy raczej być wspierana, wirtualnie. Czym innym jest zobaczyć na żywo Kaplicę Sykstyńską, a czym innym zobaczyć jej zdjęcia w internecie... Oczywiście, że powinniśmy móc ją obejrzeć w wirtualnej rzeczywistości, ale nic nie zastąpi – pomimo tłumów – spojrzenia sztuce „w oczy”, podobnie, jak nic nie zastąpi kustosza i obiektu w muzeum. Musimy traktować media jako środek służący do wzmocnienia, pokazania, jak coś funkcjonowało, do wyjaśnienia, przybliżenia szczegółów, jako narzędzie – tak jak stelaż czy gablotę. Tu znów powracamy do przykładu Kaplicy Sykstyńskiej – szczegóły malowideł możemy zobaczyć tylko w internecie, na zdjęciach. Osiągnięcia współczesnej techniki oczywiście muszą być przez muzea wykorzystywane, natomiast decyzja o zakresie ich stosowania należy zawsze do kuratora wystawy lub kustosza. My także staramy się wprowadzać na ekspozycje monitory i inne media, jednak nie przede wszystkim, lecz jako dodatek. Nie chcemy robić drugiej Bramy Poznania, która spełnia oczywiście swoją funkcję, choć za chwilę może się okazać nieaktualna... Technika multimedialna tak się rozwija, że to już staje się niemodne... My marzyliśmy o pralce, lodówce, obecne pokolenie już to ma, wszystko jest dostępne. Dziś ludzie chcą coś przeżyć, czegoś dotknąć, w czymś uczestniczyć, być obecnymi – nie tylko widzieć... Dlatego między innymi wprowadziliśmy żywe zwierzęta i to okazało się hitem. Zwłaszcza w kontekście naszego położenia przy wielkim mieście, gdzie kolejne pokolenia nie mają żadnego kontaktu ze zwierzętami hodowlanymi, a mleko pochodzi „z kartonu”.

Kogo dziś w XXI wieku interesuje historia wsi?

Tych, którzy są zainteresowani rolnictwem, znają wieś i wiedzą, jak ona funkcjonuje. Takich ludzi jest coraz mniej. Jest to naturalny proces, który wynika z mechanizacji rolnictwa, z rozwoju społecznego. Zainteresowanie branżowe jest coraz mniejsze i stąd można by wysnuć wniosek, że tym bardziej przeszłość wsi nikogo nie obchodzi. A jednak obserwujemy zainteresowanie przede wszystkim żywnością, czyli końcowym produktem rolnictwa, tym, jak i czym się odżywiamy i jak się to produkuje. Proces produkcji z XIX, XX wieku powinien być świadomie odbierany przez naszego widza. 

Wszystkich nas łączą pewne wartości, które w muzeum wsi są szczególnie widoczne. Dobrym przykładem jest wartość pracy – jeśli dziecko zobaczy, ile się trzeba natrudzić, żeby uprawiać na przykład ziemniaki i że one w ogóle pochodzą z ziemi, to w dorosłym życiu będzie je traktować jako swego rodzaju wartość. Ale wieś to nie tylko praca, to także wspólnota, a uczenie wspólnoty, to wartość, którą powinniśmy jako naród cenić. Należy także zwrócić uwagę na poszanowanie dla chleba, a chyba nie jest z tym zbyt dobrze, patrząc na to, co znajdujemy obecnie na śmietnikach... Wartości, które wieś ze sobą niosła dawniej i przekazuje nam dziś, są niezwykle istotne dla naszej przyszłości. Nasi koledzy i my mówimy, że im większe jest oddalanie społeczeństwa od wsi, tym większe zadania spoczywają na muzeach rolnictwa. Dlatego też zdecydowaliśmy się pokazywać świecką tradycję, połączoną z tradycją kościelną, w imprezach takich jak: „Jesień na wsi” czy podczas bożonoarodzeniowych i wielkanocnych warsztatów, w których co roku uczestniczy kilka tysięcy dzieci. Mieliśmy też piękne cykle wesel wiejskich. Nie sposób nie wspomnieć o wydarzeniach poruszających temat mniejszości narodowych, który jest wciąż aktualny; na wsi polskiej tych mniejszości było dużo, warto o tym pamiętać i mówić.

Jak zaszczepić w młodzieży szacunek do wsi i rolnictwa?

Mojemu pokoleniu muzeum kojarzyło się z łapciami i zakazem „nie dotykaj”. Ta optyka zupełnie się zmieniła i zadania edukacyjne w naszym środowisku niekiedy przesłaniały te podstawowe, czyli gromadzenie i upowszechnianie. Muzea zaczęły przywiązywać wielką wagę do edukacji społecznej. Musimy pamiętać nie tylko o dzieciach i młodzieży, lecz o całym społeczeństwie. Przyjeżdżają do nas emeryci, grupy seniorów, i są zachwyceni. Otwarte działania i ekspozycje mają służyć również przekazywaniu wiedzy w taki sposób, aby widza nie zrazić do instytucji. Potrzebne są formy interaktywne, włączanie do różnego rodzaju działań, żeby zwiedzający mogli na przykład usiąść przy warsztacie tkackim czy malować jajka na Wielkanoc. Tak wprowadzamy w życie ideę żywego muzeum. Jeśli dziecko będzie najpierw sadziło ziemniaki, a potem je wykopywało, będzie miało wyobrażenie o tym, co je na obiad. Jest to oczywiście daleko idący skrót, ale w istocie edukacja muzealna obecnie ma swoje miejsce w tych muzeach, o których mówimy, że chcą być nowoczesne. Dlatego pokazujemy maszyny rolnicze podczas pracy, a zwierzęta nie są namalowane, lecz żywe. Bez interaktywnej edukacji muzeum zaczyna być – podobnie jak niektóre artefakty – martwe. 

Okolice Dworca Wschodniego w Warszawie zdobi mural z napisem: „Z punktu widzenia Drogi Mlecznej wszyscy jesteśmy ze wsi”.

Tu trzeba by było sięgnąć do głębokiej historii Polski szlacheckiej... Wylicza się, że w społeczeństwie XVIII-wiecznym i wcześniejszym ponad dziewięćdziesiąt procent populacji stanowili ludzie mieszkający na wsi, szlachty było bardzo mało. Dlaczego cofam się tak daleko? Dlatego że historię pisała szlachta, a nie niepiśmienni chłopi... Oczywiście, proporcje dzisiaj są inne, mimo że mamy zjawisko powrotu z miasta na wieś, to powstaje odrębny problem, pojawia się niezrozumienie, czym ta wieś jest... 

Po 1989 roku był taki okres, kiedy wielu szukało szlacheckich korzeni, tak wielu, że nie starczyłoby tych rodów (śmiech). Brak świadomości o chłopskim pochodzeniu rzutuje na wiele postaw ludzi. Uległość, podporządkowywanie się to cechy, które tkwią w nas z tego względu, że historia sięga nie tylko XX wieku… Ważne jest, żeby społeczeństwo uświadomiło sobie, że w zdecydowanej większości ma korzenie chłopskie. I ten napis doskonale nam o tym przypomina, ale niestety my tę wiedzę niechętnie przyjmujemy. 

Sprowokowała mnie Pani właśnie do konferencji na ten temat, kto wie, czy jej nie zorganizuję w przyszłym roku... To jest bardzo ciekawa sprawa, jak podchodzimy do swojej głębokiej, odległej przeszłości. Wszyscy jesteśmy ze wsi, to jest to! Myślę nawet, że jednym z zadań muzeów w najbliższym czasie będzie podjęcie tego wątku. Spróbujemy!

Nasi koledzy, którzy mieszkają na wsi i ich rodzice mają gospodarstwa z tradycją zdobywania wykształcenia rolniczego na naszym uniwersytecie, opowiadają, że osobom, które przeprowadzają się na wieś przeszkadza, że krowy robią hałas wcześnie rano, że kogut pieje, i dziwią się, jak można z tym żyć... Człowiekowi, który by wiedział, czym jest wieś – za przeproszeniem – nie śmierdziałoby nawozem… I to jest właśnie zadanie muzeum – uświadamiać, że wieś ma swoje prawa. Dziś gospodarstwa prowadzą wykształceni ludzie. Tęsknota za mieszkaniem na wsi to nie tylko marzenie, żeby mieć kawałek swojej ziemi, ale chyba jednak gdzieś w genach to funkcjonuje... A muzeum ma pokazać taką naturalną wieś wielkopolską i charakterystyczny dla tych terenów folwark. Warto też wrócić do pracy organicznej, tego, co Wielkopolan i ziemian cechowało. Nie odżegnujemy się w Szreniawie od ziemiaństwa. Mamy dobre kontakty z jego potomkami i pokazujemy byłych właścicieli tego majątku. Dzięki kontaktom z Towarzystwem ziemiańskim wiem, że bardzo ceni to, że pokazujemy folwark zwiedzającym – jak żył, jak funkcjonował. O tym też nie można zapominać. My mamy pokazywać tę wieś chłopską, ale też kulturę na wsi, to, co dziś nazywamy postępem, a co zawdzięczamy ziemianom oddanym polskości. 

Czego możemy życzyć Panu i Muzeum w Szreniawie z okazji 55 urodzin?

Pięć lat temu mówiłem o marzeniach: czyli, że powinien zostać wybudowany magazyn zbiorów i został wybudowany oraz o modernizacji pawilonów – w tej chwili do zrobienia jest tylko jeden. Mówiłem, że powinien tu powstać hotel, może dziwnie to brzmi w ustach dyrektora muzeum, ale wszyscy związani ze szkołami rolniczymi, studenci, goście konferencyjni powinni mieć miejsce, w którym mogliby się zatrzymać. Hoteli wokół jest kilka i jakoś sobie radzimy, jednak przydałby się hotel klasy turystycznej. Mówiłem także o wiosce kulturowej z funkcją noclegową, która mogłaby połączyć działania aktywnego muzeum z nauką ginących zawodów. O tereny się już staramy. I jeszcze jedna sprawa, a mianowicie pawilon handlowy – na świecie to standard – z obiektami związanymi z muzeum, pamiątkami, ze zdrową regionalną żywnością czy piwem, którego produkcja niebawem w Szreniawie ruszy na wydzierżawionym przez nas terenie. I to, co dla mnie jako dla dyrektora jest niezwykle ważne – utrzymanie poziomu kadry, a zaangażowana kadra to pragnienie każdego dyrektora. Myślimy też o tym, żeby modernizować wystawy, magazyny zbiorów muszą mieć lepsze warunki, ważna jest też kwestia klimatyzacji, wyposażenie w sprzęt nowo powstałego magazynu. Tym będziemy się zajmować, taki jest plan, ale też i marzenia dyrektora na najbliższe lata.

Więcej w tej kategorii: « Wokół Szreniawy

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.