środa, 19 styczeń 2022 22:52

„Matka” Witkacego

Matka Stanisława Ignacego Witkiewicza była jednym z ostatnich dramatów autora. Napisany w 1924 roku, poruszał tematy dobrze znane widzowi przyzwyczajonemu do wizji Witkacego – alienację, indywidualizm oraz postać reformatora społecznego odczuwającego niemoc działania, zresztą w dużym stopniu porte parole dramaturga.

Nawiązywał też do nadal popularnego wówczas dramatu mieszczańskiego, który autor uważał za nudny i przewidywalny. Przewrotny podtytuł Matki to: „niesmaczna sztuka w dwóch aktach z popularnym epilogiem”. Przewrotny, bo końcówka dramatu to jedna z bardziej abstrakcyjnych scen w twórczości Witkacego.

Dramat Witkiewicza opowiada o losie rodziny Węgorzewskich. Tytułowa matka, Janina, pracuje na edukację swojego jedynaka Leona, pomimo że nie wierzy w jego wielkie idee. Kobieta zawiódłszy się życiem i macierzyństwem, popada w alkoholzim prowadzący do ślepoty. Leon stroni od pracy i wygłasza reformatorskie mowy, w których polemizuje z ideą nadczłowieczeństwa Fryderyka Nietzschego. Brak mu jednak siły, aby wprowadzić je w życie. Świadomie wykorzystuje matkę, której wola walki z „wampirem” osłabła. Nadzieją jest Zosia, córka szewca, z którą Leon postanawia się ożenić. Młoda dziewczyna okazuje się jednak być tak samo zepsuta jak jedynak, wpędzając Janinę w jeszcze większy zawód. Matka w końcu umiera z przedawkowania kokainy, gdy dowiaduje się, że jej syn został szpiegiem politycznym, a Zosia zaczęła się prostytuować. Epilog sztuki Witkacego jest abstrakcyjny i jak często w jego wypadku, trudny do ukazania na deskach teatru. W ciemnym pokoju Leon rozmawia z duchami osób, które skrzywdził lub poprzez które krzywdził innych. W końcu sięga go kara z rąk robotników na tle maszyny służącej do wysysania „resztek matek” przez jedynaków.    

3Inscenizacja Radosława Stępnia jest raczej wiernym przedstawieniem zamysłu autora, choć nie brak jej innowacji. Historia Leona zostaje przedstawiona post factum – filozoficzny monolog genialnego Mariusza Zaniewskiego zostaje przerwany pytaniami aktorów wśród publiki o śmierć matki. Wyprowadzony z równowagi Leon opuszcza scenę, dając asumpt do rozpoczęcia przedstawienia. Rewelacyjna Antonina Choroszy odwzorowała tytułową Matkę zgodnie z Witkacowskim kanonem – jest zdystansowana i wyniosła, pokazując jednocześnie ironię i tragizm tej postaci. Znajdując się w rodzinnej sytuacji bez wyjścia, kobieta postanawia rzucić się w nurt biegu zdarzeń. Zosia (Malina Goehs) podobnie jak w oryginale, nie odgrywa pierwszych skrzypiec w wydarzeniach sztuki, a raczej towarzyszy Leonowi w zepsuciu.

Pomysł reżysera na rozwiązanie historii ma jednocześnie charakter fantastyczny i realistyczny. Akcja kończy się zasadniczo wraz z drugim aktem. Każąc bohaterom zażywać narkotyki w towarzystwie tańczących masek, obraz na scenie staje się coraz bardziej rozmyty. Równolegle, wpisując historię w majaki odurzonego Leona tęskniącego za zmarłą dwa lata temu matką, reżyser urzeczywistnia wydarzenia ze sceny, które nagle nabierają kształtu. To „urealnienie” pozostanie tematem przewodnim, ponieważ Stępień postawił na pragmatyczne zakończenie sztuki. Leon informuje widzów, że następujące wydarzenia można interpretować dowolnie. Epilog, który w wersji Witkacego był pogodzeniem się Leona z duchami przeszłości i otrzymaniem irracjonalnej kary z rąk Fatum, w wersji Stępnia jest rozmową Zosi o swojej ciąży z trzecioplanową postacią – kochankiem de Pockiem. W ten sposób zostaje kontynuowana scena zastępczego rodzicielstwa z poprzeniego aktu, gdzie para bohaterów udaje rodzinę rozbitego Leona. 

Adaptacja Stępnia daje wolność interpretacji, co pozostaje w duchu Witkacego. Dla tego drugiego fabuła zawsze była tylko pretekstem dla ukazania Czystej Formy, czyli postawienia pytania o dziwność istnienia i bycia. Reżyser pomimo zabiegów urzeczywistniających przywołał na scenę te „przeklęte problemy”, zostawiając z nimi widzów tête-à-tête.

Pozostaje pytanie o faktyczną abstrakcyjność sztuki. To, co pierwotnie było parodią dramatu mieszczańskiego, w wersji Stępnia jest odwróceniem się od teatru Czystej Formy. Pomimo to, jedyny dysonans poznawczy widza może polegać na tym, że jest w stanie bez problemu zrozumieć dramat Witkacego. I być może to było zamysłem reżysera.

Kamil Czaiński

Zdjęcia dzięki uprzejmości Teatru Nowego (fot. Monika Stolarska)

Teatr Nowy w Poznaniu

reż. Radosław Stępień

Premiera: 11 września 2020 + wznowienia

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.