Redakcja

z JM Rektorem Politechniki Poznańskiej prof. Tomaszem Łodygowskim rozmawia Mariola Zdancewicz

Jaki cel przyświecał organizacji pierwszego, zainaugurowanego w Poznaniu Światowego Dnia Inżyniera?

Miejsce pierwszej celebracji Światowego Dnia Inżyniera w Politechnice Poznańskiej zostało ustalone z panią Ewą Mańkiewicz-Cudny, Prezes Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT. Stanowimy jedną z ponad stu federacji światowych i tego dnia dołączyliśmy do wielkiej rzeszy inżynierów z całego świata. Cel był prosty – promocja tego szczególnego dnia, ale przede wszystkim podkreślenie roli, jaką w życiu społeczeństwa pełnią inżynierowie. W trakcie uroczystości – obok wypowiedzi oficjalnych – w tym między innymi odczytany list od pana premiera z życzeniami i słowami doceniającymi rolę jaką codziennie pełnią inżynierowie – zaproponowaliśmy dwa krótkie wykłady, pierwszy profesora Józefa Gawlika z Politechniki Częstochowskiej, podkreślający historyczne znaczenie aktywności polskich inżynierów w rozwoju wielu społeczeństw z całego świata oraz drugi-profesora Romana Słowińskiego z Politechniki Poznańskiej vice-prezesa PAN, o charakterze wizji przyszłości i znaczeniu sztucznej inteligencji. Popularyzacja i promocja roli, jaką pełnią inżynierowie w społeczeństwie, jest zadaniem na wiele lat. Przyzwyczailiśmy się do wielu ułatwień w codziennym życiu i nie doceniamy, że niemal zawsze za tym kryje się aktywność inżynierska.

Czy Światowy Dzień Inżyniera, to pokłosie realizowanej w latach 2008-2012 popularnej Ery Inżyniera, której był Pan, Panie Rektorze, pomysłodawcą i która podniosła rangę zawodu inżyniera? 

Z programu Era Inżyniera, który był realizowany w uczelni jako jeden z pierwszych w Polsce Programów Operacyjnych Kapitał Ludzki jesteśmy do dziś dumni i zbieramy bardzo pozytywne owoce. Byłbym jednak niezwykle nieskromny, gdybym te fakty ze sobą próbował połączyć. Propozycja Światowego Dnia Inżyniera wypłynęła z gremiów Federacji światowych (ponad 100 takich Federacji, jak nasz NOT), które gromadzi setki tysięcy inżynierów na całym świecie. Dzień ten zatwierdzony przez ONZ został ogłoszony w czasie Światowego Zjazdu, który odbył się w Melbourne pod koniec 2019 r. (World Engineering Convention). Polska wpisuje się w ten światowy trend, ale nie możemy przypisywać sobie jakiejś szczególnej roli.

 Wpływ inżynierów na rozwój cywilizacyjny jest ogromny. Czy mają realny wpływ także na podejmowanie ważnych z perspektywy rozwoju, gospodarki i ekologii decyzji?

Wszyscy ci, którzy podejmują decyzje o kierunkach rozwoju społecznego, o rozwoju gospodarki mają obowiązek konsultacji merytorycznych z tymi, od których ten rozwój zależy i będzie zależał. Jeśli głosy gremiów inżynierskich nie są brane pod uwagę lub są  niedocenione, to w większości przypadków pomysły decydentów są skazane na mniejszą lub większą porażkę. Wiele naszych gałęzi gospodarki i działań ekologicznych wymaga poważnego wzmocnienia. Tu potrzebne są wieloletnie, realne programy naprawcze konsekwentnie realizowane przez lata, by w końcu uzyskać oczekiwane rozwiązanie. Czy chcielibyśmy któregoś dnia się obudzić w ciemnościach, spowodowanych brakiem prądu i nie mieć czystej wody w kranie? A to przecież tylko cząstka odpowiedzialności inżynierów. 

Hasło Światowego Dnia Inżyniera – Inżynieria dla Zrównoważonego Rozwoju – zwraca uwagę na negatywne i pozytywne skutki globalizacji oraz kultury wytwarzania i korzystania z wytworów techniki. Jak znaleźć ten złoty środek?

To jest temat rzeka, który powinien być podejmowany przez wielu nie tylko inżynierów, ale i polityków. Zrównoważony rozwój odnosi się przecież do pewnej ogólnoludzkiej solidarności, której w skali globalnej nie możemy dostrzec. O ile kraje bogate korzystają z wielu udogodnień, które są skutkiem wynalazków inżynierskich, o tyle większość ludzkości jest od tego stylu życia bardzo odległa. Mamy przecież świadomość, że ok. 2 mld ludzi nie ma dostępu do czystej wody. O oczyszczalniach ścieków, których nie doświadcza na świecie ok. 4 mld ludzi już nie wspomnę. Rozwiązanie tych problemów jest również kluczem do pokonania wielu problemów społecznych, które już mocno dają znać o sobie. Temat roli i zaangażowania inżynierów powinien być podejmowany przez  gremia nie tylko inżynierskie, ale przede wszystkim przez decydentów. 

Jakie są najważniejsze problemy jutra, nad którymi powinni skupić się współcześni inżynierowie?

Trzeba zauważyć, że prace inżynierskie to nie tylko spektakularne innowacje, ale codzienność utrzymania sprawności urządzeń technicznych i ich poprawna eksploatacja. Nie zapominajmy, że  stworzone przez człowieka rozwiązania mogą być zawodne i mają określoną żywotność. Codzienny dozór nad urządzeniami stanowi dla dużej części inżynierów istotę ich działalności. Osobną grupę stanowią wynalazcy i innowatorzy. Co powinno być ich oczkiem aktywności? Dwa wielkie problemy wymieniłem już poprzednio. Inne – to skuteczna utylizacja odpadów i zanieczyszczeń. Te wielkie pola aktywności mieszczą się w dążeniu, by ludzie byli zdrowi. Inne powinny nawiązywać do tego, by w danych warunkach mogli przetrwać – dotyczy to wsparcia rolnictwa, ale również inżynierskiego wsparcia medycyny. Czym by dziś była zaawansowana medycyna bez techniki i bez tych wszystkich urządzeń, wspomagających i tworzonych przy współpracy inżynierów i medyków, lekarzy?

Niezbędna jest też powszechna edukacja prowadząca do tego, by społeczeństwo wobec szybkich zmian technologicznych nie czuło się zagubione. 

 

wtorek, 16 czerwiec 2020 17:13

Dyrektor, ambasador, mediator

z Tomaszem Łęckim, dyrektorem Muzeum Narodowego w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz

Stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego objął Pan w grudniu. Co Pan zapamięta z pierwszych dni piastowania tej funkcji? 

Czas biegnie bardzo szybko i intensywnie, to już cztery miesiące. Zapamiętam przede wszystkim pierwsze kontakty z pracownikami, ich naturalną, zrozumiałą rezerwę i niepewność, równoczesne zgłoszenie gotowości współtworzenia przyszłości muzeum, zaangażowania, a nawet wprowadzenia pewnych zmian. Pierwsze wrażenie było bardzo dobre, znacznie lepsze niż przewidywałem. 

Z jakimi planami objął Pan to stanowisko?

Chciałbym usprawnić funkcjonowanie muzeum w zakresie zarządzania – zaplanowałem zorganizowanie nowego zespołu dyrektorskiego. Dotychczasowy wieloletni dyrektor odszedł na emeryturę, jego zastępcy też już nie pracują. Druga sprawa to pieniądze, muzeum jest mocno niedofinansowane. Być może wynika to z faktu, że pod jedną marką Muzeum Narodowego funkcjonuje dziewięć autonomicznych placówek o różnych profilach, zatem musi kosztować więcej, niż muzeum zatrudniające tyle samo osób, ale zlokalizowane w jednym miejscu. Po trzecie – działalność merytoryczna, w pierwszej kolejności należy podjąć się przepracowania, zaktualizowania programu wystaw. Muzeum było przez rok w okresie przejściowym – kierowała nim osoba pełniącą obowiązki dyrektora, stąd niektóre tematy nie mogły być dopięte. Bardzo ważną kwestią w życiu każdego muzeum jest gromadzenie zbiorów, zależy mi więc na sprofesjonalizowaniu i wzmocnieniu tego działu, łącznie z rozwiązaniem problemu braku magazynów właściwych dla części naszych zbiorów. W ramach działalności merytorycznej opowiadam się też za współpracą z wiodącymi muzeami i to już się dokonuje, z Muzeum Narodowym i Zamkiem Królewskim w Warszawie, Muzeum Narodowym w Krakowie, z zamkiem na Wawelu i innymi. Kolejnym obszarem, na którym chciałbym popracować jest rozwój pracowników. Mamy spory zespół znakomitych osób, które muszą mieć stworzone warunki, aby rozwijać się i podnosić swoje kwalifikacje na pracowników, a nawet zdobywać stopnie naukowe. Chodzi mi także o kompetencje miękkie w zakresie umiejętności współpracy, pracy w zespołach w systemie projektowym czy wreszcie doskonalenia tego, co jest dostrzegane przez publiczność – czyli empatii – zdolności do miłego przyjęcia. Ostatnia kwestia to komunikacja i rozwój publiczności. Chcielibyśmy usystematyzować, uspójnić ten obszar, począwszy od takich narzędzi, jak system identyfikacji wizualnej stosowany konsekwentnie we wszystkich obszarach muzeum. Planujemy także badać – nie tylko opierając się na intuicji – satysfakcję publiczności. Spowoduje to, że zobiektywizujemy to, co się o nas myśli. Nie będziemy polegać tylko na bezpośrednio docierających głosach, które najczęściej są bardzo spolaryzowane – krytyczne bądź entuzjastyczne – lub na własnych odczuciach, które z kolei są subiektywne. Badania będziemy realizować przy pomocy odpowiednich badań przeprowadzonych we współpracy z Wydziałem Antropologii i Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Chcielibyśmy także zbudować silny wolontariat młodzieżowy i senioralny oraz usieciowić nasze muzeum we współpracy ze wspomnianymi muzeami w Polsce, ale także realizować projekty międzynarodowe. 

Kierował Pan Wielkopolskim Muzeum Niepodległości, ale też przez wiele lat był Pan burmistrzem Murowanej Gośliny. Czy doświadczenie to pomaga w zarządzaniu instytucją kultury? 

W swoim nie takim krótkim życiu wykonywałem różne prace – byłem nauczycielem, kierownikiem lokalnej telewizji, dyrektorem handlowym w firmie wyposażającej sklepy w urządzenia i regały do sprzedaży nośników kultury, czyli płyt kompaktowych, jeszcze wtedy kaset video, książek, w wieże do słuchania muzyki. Najdłużej, bo szesnaście lat, pełniłem funkcję burmistrza. Byłem także przewodniczącym związku międzygminnego i w końcu dyrektorem Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości. To jest dość bogate doświadczenie – z każdego etapu mogę wyciągnąć coś na przyszłość. Kompetencje historyka pochodzą z okresu akademickiego i nauczania historii, już wówczas kształtowała się moja umiejętność współpracy z ludźmi. Pewne wyczucie komunikacji z kolei zrodziło się w okresie, kiedy współtworzyłem telewizję na Zielonych Wzgórzach. Kiedy byłem burmistrzem bardzo mocno stawialiśmy na kulturę, już dość dobrze zakorzenioną w tym małym, ale dość prężnym miasteczku. Aktywnie rozwijaliśmy wówczas bibliotekę, mini muzeum – Izbę Regionalną, powołaliśmy także do życia pracownię archeologiczną Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, która prowadziła badania na Radzimiu, kasztelańskim grodzie średniowiecznym na wyspie na Warcie. Wydarzenia, które zazwyczaj mają miejsce w małych miejscowościach, takich jak dni miasta, u nas wyglądały zupełnie inaczej. Nawiązywaliśmy do tradycji naszej gminy, a ważnym jej elementem była partycypacja mieszkańców. Mieliśmy zatem nie Dni Murowanej Gośliny, a Jarmark św. Jakuba, który organizował Ośrodek Kultury we współpracy z wieloma stowarzyszeniami i mieszkańcami. Był Targ Wiejski w Boduszewie przygotowywany przez Sołectwo Boduszewo. Festiwal „Musica Sacra Musica Profana” w Długiej Goślinie był organizowany we współpracy z tamtejsza parafią i sołectwem, podobnie Wianki w Mściszewie. Opracowaliśmy wówczas monografię Murowanej Gośliny. Kultura odgrywała więc ważną rolę i nie polegała na powielaniu jakichś wzorców, ale związana była z odkrywaniem własnej tożsamości. Przystąpiliśmy do dobrej rodziny miast europejskich w ramach ruchu Cittaslow, skupiającego miejsca ceniące własną tożsamość, gdzie żyje się dobrze, w sposób uporządkowany, nie tak szybki, jak w wielkich ośrodkach. 

Najbardziej konkretnym doświadczeniem muzealniczym było oczywiście to, zdobywane w Wielkopolskim Muzeum Niepodległości, też dość złożonej placówce, bo składającej się z pięciu zróżnicowanych oddziałów. Kiedy objąłem stanowisko dyrektora powszechnie twierdzono, że jest za mało pieniędzy i niewiele można osiągnąć, a udało się przeprowadzić modernizację wszystkich muzeów, przygotować wielką epokową inwestycję, jaką jest budowa nowego Muzeum Powstania Wielkopolskiego oraz zgromadzić środki i przeprowadzić modernizację tragicznego, ale niezwykle ważnego miejsca, jakim jest Fort VII. 

Od początku podjął Pan działania w celu zwiększenia dofinansowania muzeum…

Jesteśmy w momencie, w którym wykonaliśmy wszystkie możliwe ruchy. Kiedy zostałem dyrektorem od razu rzuciliśmy się do pracy, aby przygotować dobrze uzasadnione wnioski o dofinansowanie. Wraz z zespołem kierowniczym zorganizowaliśmy dwudniowy wyjazd do Warszawy i przekonaliśmy ministerstwo, że pieniędzy jest tutaj za mało. Ufam, że przynajmniej część naszych potrzeb zostanie zaspokojona. Należy jednak pamiętać, że pojawiło się coś, czego nikt nie przewidywał, kiedy byliśmy w styczniu w Warszawie, a mianowicie pandemia koronawirusa. Prawdopodobnie nastąpi przerzucenie wielu rezerw państwowych na ten obszar, ale jest to sytuacja nadzwyczajna. Mam nadzieję jednak, że nasze podstawowe potrzeby zostaną dofinansowane. 

Jednym z głównych punktów Pana programu jest budowa nowego Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Czy jest to aktualne?

Deklaruję wsparcie tego przedsięwzięcia. Jest to inwestycja Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości, ale uzyskałem zgodę pana ministra Piotra Glińskiego, abym mógł część swojego czasu poświęcić wspieraniu jej przygotowania i realizacji. Reprezentuję muzeum ministerialne, jestem dobrym ambasadorem sprawy, mediatorem pomiędzy muzeum samorządowym Miasta Poznania, jego władzami a ministrem kultury. Nie jest tajemnicą, że relacje te nie są usłane różami (śmiech), w związku z tym ktoś taki, jak ja jest dobrym pośrednikiem. Udało mi się przyczynić do pewnego porozumienia politycznego w tej sprawie, czyli pierwszy etap misji wykonałem. Jest zgoda pana prezydenta Jaśkowiaka i pana ministra Glińskiego i decyzja, że mamy to zrobić wspólnie, razem finansując. 

Jest też druga rzecz – publiczność często nie rozumie, dlaczego w Poznaniu pewne zasoby prezentowane są fragmentarycznie, skoro mamy jedno wielkie zwycięskie Powstanie Wielkopolskie, w którym udział brała inteligencja, ziemiaństwo, robotnicy, chłopi, rzemieślnicy, w zasadzie każdy, to muzeum, jeśli ma być poważane i doceniane w skali narodowej, też powinno być jedno. Powstanie zatem placówka będąca w strukturach Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości, a nasze muzeum, które także ma w swoich zasobach pamiątki z powstania, często nieeksponowane, zasili i wzbogaci tę wystawę. Będzie można powiedzieć, że zbiór eksponatów prezentowanych w nowym muzeum przy ul. Północnej, pod Wzgórzem Św. Wojciecha, będzie wspólnym wysiłkiem Muzeum Niepodległości i partnera, jakim jest Muzeum Narodowe. I tak widzę swoją rolę – jako ambasadora, mediatora i tego, który może pomóc wzbogacić ekspozycję dla dobra pamięci o powstaniu, ale też atrakcyjności dla odwiedzających. 

Najwyższy czas, żeby jakaś instytucja reprezentowała powstanie wielkopolskie w sposób godny. Do tej pory wiele się mówi o powstaniu warszawskim, nic mu nie ujmując, ale oni do tego powstania byli przymuszeni, a my działaliśmy od lat, żeby w pewnym dogodnym dla nas momencie je zrobić. Dlatego takie były skutki, nie było żadnej martyrologii, ludzie ginęli incydentalnie. Potrafiliśmy to po prostu świetnie zorganizować i wykorzystać sytuację i czas.

Jedno i drugie ma bardzo ważną pozycję w historii Polski, trudno te dwa powstania porównywać, ale mógłbym się tego zestawienia podjąć pod kątem muzealniczym – powstanie warszawskie dysponuje trzema tysiącami metrów kwadratowych na ekspozycję stałą, a obecne Muzeum Powstania Wielkopolskiego ma dziesięć procent tej powierzchni. To była dla mnie główna motywacja i powód, dla którego podjąłem się tego projektu, ponieważ dysproporcja jest absolutnie nie do usprawiedliwienia. Na trzystu metrach nie można nawet przeprowadzić klasy szkolnej, w Odwachu są pomieszczenia, do których może wejść tylko około piętnastu osób.

Czy projekt jest jeszcze w sferze dyskusji czy już możemy zapytać kiedy się pojawi na mapie Poznania?

Opracowana jest dokumentacja techniczna, w przyszłym roku będzie pozwolenie na budowę. Jesteśmy przed ogłoszeniem konkursu na ekspozycję stałą, za dwa lata mogłyby się rozpocząć prace budowlane. Myślę, że powinniśmy móc odwiedzić muzeum w sto szóstą lub sto siódmą rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego, czyli w 2024 lub 2025 roku. 

Jakie są pozostałe plany dyrektora Muzeum Narodowego w Poznaniu na ten rok i najbliższe lata? Czy spróbuje Pan zrobić to, czego nie podjął się poprzednik i wrócić do wielkich, pięknych wystaw jak Malczewski, Vanitas, Moda, Odwilż...? Wystawy te cenił nie tylko Poznań, były ogólnopolskie, a nawet europejskie. Przy jednej z nich pracowałam, zrobiłam film „Pomiędzy Wiedniem a Wilnem” na zlecenie muzeum, dotyczył baroku. Może to byłby dobry sposób, żeby pozyskać więcej zwiedzających...?

Na początku chciałbym podkreślić, że doceniam działalność moich poprzedników, każdy z nich pozostawił sporo serca, zaangażowania, swój ślad. Nie jestem historykiem sztuki, ale jestem pewien, że kompetencje moich poprzedników były znakomite. Ja mam wystarczające doświadczenie w sprawach organizacyjnych, żeby do dotychczasowego doświadczenia coś wnieść. Mogę zapowiedzieć trzy bardzo duże wystawy, które panią redaktor na pewno usatysfakcjonują, oprócz innych cennych, w ramach których będziemy się skupiali na prezentowaniu naszych zbiorów w mniejszych formach. Jako impreza towarzysząca Światowemu Kongresowi Historyków pojawi się np. wystawa zbiorów grafiki niemieckiej. 

Wracając do planowanych wielkich wystaw – w październiku zamierzamy otworzyć wystawę, której pewna wersja była już prezentowana w oddziale Luwru, niebawem będzie w Warszawie, a jesienią zawita do nas. W pewnej części współtworzona jest przez poznańskie muzeum. Będzie to wystawa malarska „Polska. Siła obrazu”, prezentująca najbardziej przekonujące obrazy, głównie XIX-wieczne, aż po Młodą Polskę. Wszystko wskazuje na to, że uda się, aby wystawę tę otwierał „Rejtan” z Zamku Królewskiego i nasza „Melancholia” Jacka Malczewskiego. Będą znakomite obrazy, które na pewno publiczności przypadną do gustu. 

Drugą, będzie wystawa wspaniałego, jeszcze może mało znanego, ale zyskującego popularność na świecie, duńskiego malarza Vilhelma Hammershoia. Jest to przepiękne malarstwo. Do współpracy zaprosiliśmy muzeum krakowskie, więc z Poznania wystawa powędruje do Małopolski. 

Kolejna wystawa robiona jest wspólnie przez Poznań, Kraków i Warszawę, odbędzie się za trzy-cztery lata i prezentować będzie dzieła Józefa Chełmońskiego. Przy okazji chcę podkreślić, że nie mamy żadnych oporów, żeby współpracować z muzeami, utrzymujemy bardzo dobre relacje z głównymi muzeami narodowymi i zamkami królewskimi, które też mają znakomite zbiory. 

Uważam, że nie powinniśmy mieć kompleksów w tej materii...

Nasza kolekcja malarstwa europejskiego jest z całą pewnością najlepsza w Polsce.

Chciałabym jeszcze dodać, że wystawy, o które Pana pytałam dotyczyły tutejszych zbiorów, chodziło o pokazanie tego, co jest w muzeum. Oczywiście współpraca też jest ważna, może w dzisiejszych czasach ważniejsza...

Jest przede wszystkim racjonalna. Przedsięwzięcia, o których wspomniałem są wysokobudżetowe, łatwiej przekonać organizatora czyli ministerstwo, że robimy dużą wystawę, która ma potem swoje kolejne edycje, kiedy robimy to wspólnie. Nie ma obecnie żadnej ekspozycji malarstwa XIX-wiecznego, na której nie byłoby naszych obrazów, tak poważny jest ten zbiór. Zawdzięczamy go rodzinie Raczyńskich, Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk, ale też systematycznemu powiększaniu  kolekcji przez samo muzeum. 

Czy planuje Pan jakieś wydawnictwa traktujące o naszym poznańskim muzeum?

Każdej wystawie towarzyszy pieczołowicie przygotowany katalog. Przed paroma dniami została otwarta ekspozycja w Muzeum Sztuk Użytkowych na Zamku Przemysła pięćdziesięciu dziewięciu plakatów z naszego ogromnego, cennego zbioru trzydziestu pięciu tysięcy prac. Wystawa nosi tytuł „Siedzisko. Krzesło. Tron.” i dotyczy mebli do zasiadania. Wydarzeniu towarzyszy katalog, rozpoczynający całą serię wydawnictw, które stopniowo będą pokazywać bogactwo naszej kolekcji plakatów, których stałej ekspozycji niestety nie mamy. Nasz zespół wydawnictw jest precyzyjny, świetnie pracuje i z całą pewnością pomysłów nie zabraknie.

Pragnę zwrócić uwagę, że mówimy o Muzeum Narodowym, galerii głównej, ale nie zapominajmy, że mamy jeszcze osiem innych muzeów: Muzeum Sztuk Użytkowych ze wspaniałymi zbiorami i nowym gmachem, Wielkopolskie Muzeum Wojskowe ze znakomitymi tradycjami sięgającymi początków niepodległości, w ratuszu – Muzeum Historii Miasta Poznania (trwa właśnie renowacja części pomieszczeń), mamy Muzeum Instrumentów Muzycznych po kapitalnym remoncie – jedyne tej rangi muzeum w Polsce, jest Muzeum Etnograficzne wymagające sporych nakładów, ale o bardzo ciekawym programie czy wreszcie trzy wielkie, znakomite rezydencje – Rogalin Raczyńskich, Gołuchów Czartoryskich i Śmiełów Chełkowskich z przepięknym Muzeum Adama Mickiewicza.

Jest Pan prezesem stowarzyszenia, które powołało do życia Park Dzieje, który okazał się być strzałem w dziesiątkę, a widowisko „Orzeł i krzyż” cieszy się nieustanym powodzeniem. Czy będą jakieś punkty styczne pomiędzy Pana obecną pracą, a tym pomysłem?

One już są, niezależnie od mojej obecnej funkcji. „Orzeł i krzyż” inspirowany jest polskim malarstwem historycznym, głównym narratorem jest Stańczyk z obrazu Jana Matejki, współnarratorką dziewczyna przy studni pędzla Jacka Malczewskiego. Te inspiracje pojawiły się więc, kiedy nawet nie planowałem zostać dyrektorem Muzeum Narodowego. Obrazy odróżniają widowisko, dźwigają na nieco wyższy poziom piękna w stosunku do dość realistycznych rekonstrukcji historycznych. W końcu autorem scenariusza jest znakomity przedstawiciel środowiska historyków sztuki współpracujący z muzeum prof. Jacek Kowalski. W tym roku „Orzeł i krzyż” z podtytułem „Wielkie zwycięstwa” poprzez galerię żywych obrazów będzie akcentować Grunwald, Wiedeń, Bitwę Warszawską i Jana Pawła II.

z panią Lucyną Białk-Cieślak, dyrektorką Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Poznaniu, rozmawia Viola Ordon

W Państwa szkole od lat z powodzeniem funkcjonuje program Erasmus+. Jakie są  perspektywy na kolejny semestr?

To zawsze jest dla nas dużym wyzwaniem. Mamy Kartę Jakości Mobilności, która daje spore szanse i możliwości, a ostatnio przeszliśmy procedurę opiniującą nasze działania. W skali Polski w ocenie osób kontrolujących, perfekcyjnie prowadzimy dokumentację. Daje to perspektywy na przyszłość, ponieważ Karta jest przyznawana raz na pięć lat. W Polsce Zachodniej wysyłamy największą liczbę młodych ludzi na praktyki zawodowe w ramach Erasmusa. W ubiegłym roku było ich stu trzydziestu dwóch, w tym roku wniosek obejmie stu czterdziestu uczniów, a z nauczycielami-opiekunami wyjeżdżającymi w ramach “Job schedowing” – ponad stu pięćdziesięciu uczestników.

Jakie korzyści daje młodzieży uczestnictwo w wymianach zagranicznych?

Uczniowie zdobywają dodatkowe  umiejętności w stosunku do tego, co realizowane jest w szkole.  Młodzież miała szansę szkolić się w zakresie telekomunikacji, łączy, kładzenia światłowodów, ale także w zakresie mechaniki pojazdów samochodowych, klimatyzacji, chłodnictwa, mechaniki lotniczej. Poruszone zostały kwestie związane z odnawialnymi źródłami energii: fotowoltaiką, ogrzewaniem pompami ciepła. Wszystkie te zagadnienia są dla nich przyszłościowe i bardzo interesujące. 

Z perspektywy ponad dziesięciu lat Erasmusa, jako największą korzyść z wyjazdu uczestnicy wymieniają kompetencje komunikacyjne, umiejętność odnalezienia się w środowisku międzynarodowym, które ma różny styl i charakter pracy. Muszę przyznać, że większość uczniów znakomicie sobie radzi. Poza tym uczniowie zdobywają umiejętności typowo życiowe. W domach szereg czynności wykonują za nich rodzice, a nagle znajdują się w sytuacji, kiedy muszą poradzić sobie sami – przygotować posiłki, lunchboxy do pracy, zorganizować czas. Bywa to dla niektórych uczniów trudne, ale także stanowi pewien krok do wejścia w dorosłość. 

Czy wprowadzacie Państwo zmiany w funkcjonowaniu projektu bazując na swoim bogatym doświadczeniu?

W tym roku projektujemy nowy model Erasmusa. Znaleźliśmy zakłady pracy, które najbardziej spełniają oczekiwania naszych uczniów, sprawdziliśmy je pod względem jakości i wybraliśmy tylko te, które spełniają określone standardy. Jest to dla nas proces niełatwy. Zazwyczaj instytucja pośrednicząca je rekomenduje. My tę sytuację trochę zmieniliśmy. Rekomendowane firmy sprawdziliśmy na miejscu, w efekcie część zaakceptowaliśmy, część nie. Przedstawiciele zakładów pracy przekazali nam informacje, jakie cele są w stanie najlepiej zrealizować. W oparciu o tę informację zaczęliśmy budować programy nauczania, które ponownie daliśmy firmom do weryfikacji i dopiero wtedy zostały ujęte we wniosku jako programy stanowiące jego integralną część. 

Wspomniała Pani wcześniej, że na wymiany wyjeżdżają także nauczyciele...

Tak, w praktykach zagranicznych dla nauczycieli w ramach “Job schedowing” wprowadziliśmy pewne zmiany. Przyjęliśmy założenie, że do jednego zakładu pracy trafią nie więcej niż dwie osoby. Dzięki temu są najbliżej zmieniających się technologii i zapotrzebowania na rynku pracy w zawodach, których nauczają. Sprzyja to także zmianom w prawie oświatowym, które mówią o tym, że nauczyciel powinien odbyć praktyki na terenie zakładów pracy. W tym przypadku są to firmy zlokalizowane na obszarze Unii Europejskiej. Z pewnością da to nauczycielom pewien pogląd na to, w jakim kierunku kształcenie praktyczne powinno się rozwijać.

Nauczyciele nadzorują pracę?

Współuczestniczą lub asystują. Przyszłoroczny, nowy projekt zakłada realizację praktyk w Santiago di Compostella, ale także w firmach zrzeszonych w klastrze przetwórstwa owoców morza. W przyszłości, kiedy sami będą decydować o formie zatrudnienia, czy to będzie praca w koncernie czy samozatrudnienie, doświadczenie zdobyte za granicą będzie im pomagało w budowaniu relacji międzyludzkich, które w pracy są bardzo ważne.

Czy interesujecie się Państwo tym, czy maturzyści pójdą na studia, czy raczej zaczną szukać pracy?

Tak. Prowadzimy nasze wewnętrzne badania. W ostatnich latach zauważamy, że nasi absolwenci są bardzo potrzebni na rynku pracy, często otrzymują propozycje, a ponieważ stawki wynagrodzenia dla początkującego fachowca są bardzo dobre, to często wybierają studia zaoczne, z uwagi na to, że mogą być samodzielni, a jednocześnie rozwijać ścieżkę swojej kariery. Oczywiście jest znacząca grupa uczniów, która wybiera studia dzienne, tym niemniej zauważamy, że pracodawcy bardzo sobie cenią absolwentów technikum. W porównaniu z osobami kończącymi kierunki inżynierskie, a wcześniej uczącymi się w liceum ogólnokształcącym, absolwentów technikum uważa się za osoby bardziej kompetentne na poziomie praktyki, którą już zdążyli zdobyć. Często są sprawniejsi i mogą pełnić rolę mistrza zarządzającego jakąś komórką na terenie zakładu pracy. Zdarza, że moi absolwenci po dwóch-trzech latach otrzymują funkcje kierownicze, jednocześnie kończą na politechnice studia zaoczne, a ścieżka kariery zawodowej i awansu na terenie firmy przebiega  szybko. To jest bardzo duża motywacja dla młodych ludzi.

Podobno macie Państwo zupełnie nowe, podniebne plany...?

Owszem, w tym roku nawiązaliśmy kontakty z Wyższą Szkołą Pilotów oraz lotniskiem w A Corunie w Hiszpanii. W naszej ofercie edukacyjnej na przyszły rok pojawią się dwa nowe kierunki kształcenia, a mianowicie technik awionik oraz technik automatyk. Technik mechatronik oraz technik automatyk to zawody uznane przez ministra edukacji za ważne dla gospodarki, o najwyższej subwencji i dotacji. Technik awionik natomiast pojawi się w związku z projektami rozszerzenia portów lotniczych i Centralnego Portu Komunikacyjnego. Są to duże wyzwania, bo w zawodach związanych z lotnictwem jest spory deficyt. Od przyszłego roku będziemy jedyną szkołą w województwie, która będzie kształciła w zawodzie technika awionika. Myślę, że to ważna informacja dla osób, które chciałyby uczyć się i w przyszłości budować swoją karierę jako piloci statków powietrznych i związać się np. z Politechniką Poznańską, bądź innymi szkołami, które mają ofertę kształcenia w tym zakresie.

Będziecie Państwo korzystać z doświadczenia Politechniki Poznańskiej?

Tak. Mamy porozumienie z Politechniką i na pewno będziemy chcieli rozszerzać jego zakres. Ma to związek z rozbudową i przeniesieniem Aeroklubu Poznańskiego i jego infrastruktury. Tematy są otwarte i bardzo ważne dla naszej szkoły. Bardzo dumni jesteśmy z niedawno uzyskanej informacji, że w zawodzie technik mechanik lotniczy, w którym kształcimy już sześć lat, część teoretyczną bardzo trudnego egzaminu kwalifikacyjnego nasi uczniowie zdali w stu procentach. Czekamy jeszcze na potwierdzenie wyników części praktycznej.

Nic, tylko gratulować!

Jesteśmy z tego bardzo, bardzo zadowoleni. Myślę, że uczniowie też, ponieważ jest to jedyny zawód, który ma tylko jedną kwalifikację, a ponadto jest szalenie trudny. 

Planujemy także organizację dużej konferencji dla wszystkich szkół lotniczych w Polsce, która odbędzie się jesienią w naszym Centrum. Nasza infrastruktura została doposażona na kwotę dwudziestu milionów złotych, dzięki czemu będziemy mieli bardzo dobre warunki do kształcenia we wszystkich tych trudnych i bardzo kosztownych zawodach zarówno w sensie praktycznym, jak i teoretycznym. Będziemy mieć nowe laboratoria, pracownie mechatroniki, klimatyzacji, chłodnictwa, awioniki, mechaniki lotniczej, automatyki, robotyki, automatyki procesów spawalniczych. Uczniowie będą mogli zdobywać nowe doświadczenie i kwalifikacje. Nasze projekty skierowane dla osób dorosłych i dla młodzieży oraz dodatkowe kursy na ten rok szkolny opiewają na kwotę blisko czterech milionów złotych.

Co to oznacza?

…To, że każdy spośród stu trzydziestu uczniów szkoły młodzieżowej może uzyskać dodatkowy kurs, który jest jednocześnie uprawnieniem, w zależności od zawodu, w którym się kształci. Można uzyskać bardzo kosztowne na rynku komercyjnym uprawnienia gazowe, spawalnicze, elektryczne, w zakresie programowania maszyn i urządzeń. W momencie uzyskania dodatkowego uprawnienia wypuszczamy absolwenta bardzo atrakcyjnego na rynku pracy. Staramy się, aby każdy uczeń zdobył co najmniej dwa uprawnienia w cyklu kształcenia, oprócz doświadczenia zdobytego na rynku międzynarodowym. Kończy się to potwierdzeniem jednostek umiejętności zawodowych i ich wpisem do bazy międzynarodowej, gdzie każdy pracodawca może sięgnąć i zobaczyć czego uczeń się nauczył w danym zakładzie pracy, jaką wiedzą dodatkową i umiejętnościami praktycznymi dysponuje. Wydaje się, że dla młodego człowieka jest to dodatkowa rekomendacja i doświadczenie, z którym przychodzi do przyszłego pracodawcy.

Czy szkoła będzie korzystać z lotniska, które przenosi się do Kąkolewa? Czy stworzycie Państwo wspólnie nową jakość?

Tak, mamy wielu partnerów, z którymi współpracujemy na co dzień, budujemy nowe perspektywy i plany, poczynając od Politechniki Poznańskiej, gdzie odbyliśmy rozmowy dotyczące projektu w zakresie kształcenia młodzieży i dawania im uprawnień związanych z licencjami lotniczymi. Ufamy, że kierunek ten będziemy rozwijać. Szczególnie ważny będzie w perspektywie nowego zawodu technik awionik, ale także ciekawy dla przyszłych mechaników lotniczych. Uczniowie często wybierają ten zawód, ponieważ kariera, którą chcą zrealizować – to pilot statków powietrznych. Chcą zdobyć doświadczenie, ze względu na dużą dojrzałość i poczucie odpowiedzialności za życie ludzkie. Współpraca pilota z mechanikiem jest niezwykle ważna. Obecnie na finiszu studiów licencjackich mamy dwóch absolwentów, jeden w Rzeszowie, drugi w Chełmie, którzy zaczynali od mechanika lotniczego, a studia wyższe wybrali w kierunku pilotażu statków powietrznych. W tym kontekście nowe możliwości, perspektywa nowego lotniska jest interesująca i w najbliższych tygodniach na pewno będziemy prowadzić różnego rodzaju rozmowy, mam nadzieję, że zakończą się efektywnym porozumieniem. 

wtorek, 16 czerwiec 2020 17:10

Nowoczesne leśnictwo z tradycjami

Z prof. dr hab. Piotrem Łakomym, dziekanem Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, rozmawia Maja Netter

Z uwagi na pandemię wiele instytucji, w tym uczelnie wyższe, zostało zmuszonych do całkowitej reorganizacji pracy. Jak radzą sobie w nowych okolicznościach wykładowcy i studenci Wydziału Leśnego? 

Fot 1Rzeczywiście, sytuacja z jaką mierzymy się obecnie nie jest łatwa. Musieliśmy w bardzo krótkim czasie zmienić formę prowadzenia zajęć, jak również tryb naszej pracy naukowej. Muszę przyznać, że zarówno pracownicy, jak i studenci z dużym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszli do zajęć w formie zdalnej. Ze względu na specyfikę naszych studiów ćwiczenia laboratoryjne i terenowe nie będą możliwe, póki nie wrócimy na uczelnię, ale wszystkie inne zajęcia prowadzimy według normalnego rozkładu, także na studiach niestacjonarnych w soboty i niedziele. Pracownicy korzystają z kilku platform służących zdalnemu kształceniu. Muszę przyznać, że frekwencja na wykładach jest większa, niż na salach wykładowych, a platformy edukacyjne umożliwiają aktywne uczestnictwo studentów, którzy nie są tylko biernymi słuchaczami. 

Patrząc na realizację zajęć na Wydziale Leśnym jestem bardzo zadowolony zarówno z wysiłku wykładowców, jak i zaangażowania studentów. 

W tym roku obchodzimy 150-lecie powstania Wyższej Szkoły Rolniczej im. Haliny w Żabikowie, która legła u podstaw powołania Wydziału Rolniczo-Leśnego. Czy bez wspomnianej szkoły wydział miałby szansę powstać w 1919 roku? 

Zainteresowanie leśnictwem, w tym ideą kształcenia na poziomie uniwersyteckim, miało nieco dłuższą historię, sięgająca powstania Wydziału Leśnego w ramach Centralnego Towarzystwa Gospodarczego dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego w 1866 roku, które skupiało znakomitych leśników. W 1870 roku powstała Wyższa Szkoła Rolnicza im. Haliny w Żabikowie, niestety zamknięta po sześciu latach. Jednak w Wielkopolsce nadal działało aktywnie wielu światłych ludzi, aby leśnictwo i rolnictwo było wykładane na poziomie uniwersyteckim. Kiedy tworzył się uniwersytet najdziwniejszą sprawą było to, że ziemiaństwo wielkopolskie sprzeciwiało się powstaniu Wydziału Rolniczo-Leśnego argumentując to tym, że potrzebna im jest średnia kadra techniczna do prowadzenia gospodarstw, a nie wykształceni ludzie. Na szczęście inni ziemianie, naukowcy i poznaniacy z prof. Heliodorem Święcickim – przyszłym rektorem – na czele doprowadzili do powstania Wydziału Rolniczo-Leśnego, jako jednego z pierwszych na Wszechnicy Piastowskiej. 

Rok temu świętowaliście Państwo jubileusz 100-lecia Akademickich Studiów Rolniczo-Leśnych. Co może Pan zaliczyć do najważniejszych rocznicowych wydarzeń?

Roku Jubileuszu był wyjątkowy i obfitował w wiele wydarzeń na uczelni, ale także na Wydziale. Obchody jubileuszowe Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. rozpoczęliśmy od uroczystości wręczenia dyplomu Doktora Honoris Causa prof. Hubertowi Hasenauerowi, rektorowi Universität für Bodenkultur w Wiedniu. Dorobek naukowy stawia go w gronie europejskich liderów badających wpływ zmian klimatycznych na drzewa i drzewostany, a także zajmujących się modelowaniem procesów i zjawisk zachodzących w środowisku leśnym. Główne uroczystości odbyły się 25 czerwca 2019 r. w Biocentrum UPP. Wydział Leśny jest spadkobiercą i kontynuatorem jednego z pierwszych wydziałów Uniwersytetu Poznańskiego – Wydziału Rolniczo-Leśnego. Obchody zgromadziły trzystu pięćdziesięciu gości z całej Polski, wśród których była Pani Małgorzata Golińska, absolwentka naszego Wydziału, aktualnie podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu. Na widowni obecne były władze i pracownicy uniwersytetu i innych uczelni, a także władze instytutów badawczych, przedstawiciele PAN, władze Lasów Państwowych, przedstawiciele instytucji i firm współpracujących z Wydziałem, a także rzesza absolwentów, głównie leśników z całej Polski. Po uroczystościach goście udali się do kompleksu Kolegium Cieszkowskich, gdzie w Ogrodzie Dendrologicznym Wydziału Leśnego UPP dokonano uroczystego odsłonięcia Alei Dębów Dziekańskich oraz uruchomiono znajdujący się na Dworku Sołackim Zegar 100-lecia, ufundowany przez społeczność, absolwentów i przyjaciół wydziału. Aleje dębów – symboli długowieczności społeczność akademicka Wydziału dedykuje pamięci profesorów, którzy pełnili funkcję dziekana Wydziału Leśnego. Każdy z dziekanów miał udział w tworzeniu najlepszej jednostki w Polsce kształcącej leśników i prowadzącej badania w zakresie nauk leśnych, jaką jest nasz Wydział.

Warto jeszcze wspomnieć o jednym wydarzeniu związanym z naszym jubileuszem, mianowicie w dniach 24-26 września 2019 Wydział Leśny zorganizował Międzynarodową Konferencję pt. „Universities within the forests”. Na zaproszenie odpowiedzieli dziekani, prodziekani lub osoby reprezentujące siedemnaście wydziałów leśnych z piętnastu państw. Spotkanie było też wyśmienitą okazją do efektywnych dyskusji na temat stanu obecnego oraz przyszłości „uniwersytetów leśnych”. Efektem konferencji jest książka w języku angielskim, w której zostały zawarte informacje o uniwersytetach prowadzących działalność naukową i dydaktyczną związaną z lasami i leśnictwem. 

Wydział znalazł się w gronie nominowanych do nadawanego przez redakcję „Monitora Biznesu” tytułu „Symbol Synergii Nauki i Biznesu 2020”, za projekt „Wielkopolska Regionalna Inicjatywa Doskonałości w obszarze nauk o życiu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu”. Proszę przybliżyć projekt.

Od 2019 roku Wydział Leśny jest beneficjentem w projekcie: „Wielkopolska Regionalna Inicjatywa Doskonałości w obszarze nauk o życiu, dyscyplinie nauki leśne”. Projekt jest finansowany w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w latach 2019-2022. Do głównych założeń projektu należy podniesienie poziomu badań naukowych przede wszystkim przez zwiększenie liczby publikacji naukowych w najlepszych czasopismach o zasięgu światowym. Poza tym staramy się intensyfikować znaczenie prowadzonych na Wydziale badań w międzynarodowym środowisku naukowym oraz nawiązywanie współpracy. Projekt zakłada także wsparcie badań nad nowoczesnymi metodami dydaktycznymi ukierunkowanymi na podwyższenie jakości kształcenia na kierunkach studiów oraz zwiększenie wpływu badań naukowych i prac rozwojowych na funkcjonowanie otoczenia społeczno-gospodarczego w regionie. 

W pierwszym roku realizacji projektu wsparliśmy publikacje naukowe, które ukazały się w renomowanych czasopismach o zasięgu światowym, a także pracowników, którzy aplikowali o projekty naukowe. W ramach programu sfinansowano także zakup specjalistycznej aparatury badawczej, m.in. zestaw aparatury dedykowany analizie stanu zdrowotnego drzew (tomograf i rezystograf). Nowy sprzęt, oprócz dokładnej analizy stanu zdrowotnego pni drzew niebezpiecznych, umożliwi również praktyczne kształcenie studentów. 

Bezpieczeństwo wokół drzew oraz zarządzanie ryzykiem jest problemem, który z roku na rok przybiera na znaczeniu i dotykać zaczyna również kompleksów leśnych. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom otoczenia społeczno-gospodarczego uruchamiamy w tym roku nowe studium podyplomowe „Zarządzanie ryzykiem w otoczeniu drzew – diagnostyka, pielęgnacja, monitoring”. Ponadto zorganizowaliśmy międzynarodową konferencję, a trzech pracowników uzyskało projekty z Narodowego Centrum Nauki. Zawiązaliśmy też współpracę międzynarodową, której efektem była aplikacja w programie Horyzont 2020. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę wyłącznie wzrost aktywności publikacyjnej w najlepszych czasopismach w dyscyplinie leśnictwo, były to najlepiej zainwestowane pieniądze w rozwój kadry i wydziału. 

Chciałbym jeszcze wspomnieć o drugim projekcie pt. „Zintegrowany Program Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu na rzecz Innowacyjnej Wielkopolski”, który realizujemy we współpracy z Działem ds. Funduszy Strukturalnych UPP (2019–2023). Projekt skierowany jest na podniesienie poziomu edukacji na kierunku leśnictwo poprzez poszerzenie innowacyjnych rozwiązań w kształceniu. Między innymi wprowadzamy do programu studiów symulator maszyny wielooperacyjnej do ścinania drzew, na którym studenci będą uzyskiwać umiejętności pracy z wykorzystywaniem najnowszych technologii. Nabycie tych umiejętności poszerzy kompetencje w podejmowaniu decyzji przyszłej kadry kierowniczej w Lasach Państwowych. Zależy nam, by nasi absolwenci byli świadomi realnych możliwości takich maszyn pod kątem wydajności, kosztów zarządzania czasem pracownika i oczekiwań, jakie będą stawiane przedsiębiorcom wykonującym zlecenia. Wprowadzimy także zajęcia praktyczne prowadzone przez pracowników otoczenia gospodarczego oraz poszerzymy ofertę takich zajęć. Ważnym elementem jest sfinansowanie szkoleń, które umożliwią studentom uzyskanie dodatkowych kończących się certyfikowanymi uprawnieniami zwiększającymi w przyszłości konkurencyjność naszych absolwentów na rynku pracy. Warto też wspomnieć, że około 90% naszych absolwentów znajduje pracę i realizuje się zawodowo w obszarach zgodnych ze zdobytym wykształceniem. 

Konferencyjne życie uczelni zostało chwilowo zawieszone, jednak jeszcze przed wybuchem pandemii odbyła się Ogólnopolska Konferencja Naukowa “Wielkopowierzchniowa inwentaryzacja obszarów leśnych z zastosowaniem technologii multisensorycznej platformy lotniczej”. Czy to oznacza że leśnictwo przyszłości zarządzane będzie z powietrza?

Leśnictwo jest dyscypliną, która oprócz zagadnień przyrodniczych, ochroniarskich, zajmuje się problemami technicznymi i technologicznymi. W ostatnich dziesięcioleciach wykorzystuje wiele nowoczesnych technologii, aby lepiej zarządzać obszarami leśnym, lepiej chronić i minimalizować skutki niesprzyjających warunków środowiskowych, jak choćby okresy suszy, które coraz częściej dotykają nasze lasy. Już w chwili obecnej wykorzystuje się statki bezzałogowe w leśnictwie w celu np. inwentaryzacji zasobów, zwierzyny, ochrony przeciwpożarowej, monitorowania zmian w środowisku czy procesu zamierania drzewostanów oraz uszkodzeń powodowanych przez owady. Na pewno w przyszłości leśnictwo nie będzie zarządzane z powietrza, ale będzie nadal wykorzystywało wiele innowacyjnych narzędzi, żeby efektywniej prowadzić gospodarkę leśną. Dodam, że w tym roku we współpracy z Centrum Kształcenia Lotniczego Politechniki Poznańskiej sfinansujemy kurs pilotażu bezzałogowych statków powietrznych dla naszych najlepszych studentów, umożliwiając nabycie nowych umiejętności.

wtorek, 16 czerwiec 2020 17:09

Z satysfakcją w nowe inwestycje

Z wójtem Komornik Janem Brodą rozmawia Mariola Zdancewicz

Gmina Komorniki została wyróżniona w ogólnopolskim rankingu „Lider Rozwoju”, uzyskaliście Państwo także wysoką pozycję w Rankingu Zrównoważonego Rozwoju Jednostek Samorządu Terytorialnego. Jak ważne dla Pana, jako wieloletniego wójta, są tego typu nagrody? 

Gmina Komorniki od lat zajmuje wysokie miejsca w niezależnych rankingach, udowadniając tym samym, że należy do grona najlepiej rozwiniętych gmin w Polsce. W ten sposób konsekwentnie umacnia swoją pozycję samorządu dobrze zarządzającego finansami i odnoszącego sukcesy zarówno gospodarcze, jak i w sferze społecznej. Osiągnięcia te pokazują, że dobrze wykorzystujemy potencjał gminy i jej mieszkańców. Od lat rzetelnie pracujemy na rzecz poprawy warunków życia naszej społeczności. Sytuacja demograficzna i ekonomiczna gminy zmienia się z roku na rok. Uważnie obserwujemy te procesy, by jak najtrafniej odpowiedzieć na potrzeby ludzi. Dla mnie -jako wójta to duża satysfakcja i znak, że podążamy w dobrym kierunku.

Od nowego roku pracę w nowej, pięknej siedzibie rozpoczęły m.in. Ośrodek Pomocy Społecznej oraz Straż Gminna. Proszę opowiedzieć o tym zakończonym już projekcie. 

Pierwszy roboczy dzień 2020 roku był również pierwszym dniem pracy w nowej siedzibie dla pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej i Straży Gminnej. Budynek przy ul. Młyńskiej 15 to lepsza jakość obsługi interesantów, a także poprawa warunków pracy dla urzędników. W budynku zlokalizowano również Redakcję „Nowin Komornickich”, biuro Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz nieodpłatnej pomocy prawnej. Ten dwukondygnacyjny obiekt powstał w zaledwie 11 miesięcy. Wyposażony jest w parking dla pracowników oraz dla klientów. Cieszę się, że mogliśmy poprawić jakość kolejnego obszaru – zależy nam na wysokim standardzie świadczenia usług społecznych. 

W jednej z rozmów wspomniał Pan o planach budowy Centrum Kultury i Tradycji. Jak bardzo zaawansowane są prace?

Budowa Centrum jest już na finiszu. Prace trwały od lipca 2018 roku i w ostatnich dniach lutego tego roku odbył się odbiór końcowy obiektu. Obecnie trwają prace wykończeniowe. Generalnym Wykonawcą inwestycji była firma PTB NICKEL Sp. z o.o. a projektantem tego nowoczesnego budynku było biuro projektów APA ARCHES Sp. z o.o. Sp.k. 

Budynek Centrum Tradycji i Kultury zlokalizowany jest u zbiegu ulic Słonecznej i Kościelnej w Komornikach. Przeniesie się do niego Gminny Ośrodek Kultury, a także Biblioteka Publiczna, które obecnie zajmują lokale na drugim piętrze w budynku Ośrodka Zdrowia. Nowe Centrum będzie służyło mieszkańcom jako centralne miejsce spotkań, oferujące bogaty wachlarz usług z dziedziny kultury, sztuki i rozrywki. Do dyspozycji gości będzie sala widowiskowa, pracownie tematyczne, czytelnia. Na terenie obiektu znajduje się 25 miejsc parkingowych, a cały obiekt jest w pełni dostępny dla osób niepełnosprawnych.

Na dzień 30 kwietnia br. zaplanowaliśmy uroczyste otwarcie Centrum, a dla każdego kto 1 maja przyjdzie na Rodzinny Piknik drzwi Centrum będą otwarte. Można będzie zwiedzić nowy obiekt. Wierzę, że nowe miejsce na mapie kulturalnej gminy będzie chętnie odwiedzane przez naszych mieszkańców i dostarczy im wiele interesujących projektów oraz artystycznych doznań, o ile koronawirus nie popsuje nam planów. 

Na jakim etapie są prace związane z budową tunelu w Plewiskach? 

Prace przy budowie bezkolizyjnego przejazdu przez tory kolejowe na ulicy Grunwaldzkiej miały się rozpocząć w tym roku, ale ruszą dopiero w 2021 roku. Wszystko ze względu na protest jednego z mieszkańców. Ostatecznie jednak Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska utrzymała w mocy decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach i w listopadzie ubiegłego roku inwestycja dostała „zielone światło”. Dzięki temu możliwe jest ukończenie prac projektowych, co było warunkiem koniecznym do ubiegania się o środki zewnętrzne. Inwestycja ma kosztować prawie 100 milionów złotych, z czego 85 procent kosztów kwalifikowanych, czyli prawie 60 milionów złotych, to unijna dotacja. 

Węzeł przesiadkowy „Grunwaldzka” znacznie ułatwi życie mieszkańców Plewisk, Komornik czy Poznania. Projekt obejmuje budowę i przebudowę m.in. wiaduktu kolejowego nad ul. Grunwaldzką, dróg dojazdowych do węzła wraz z przebudową skrzyżowań, ciągów rowerowo-pieszych, parkingów Park&Ride i Bike&Ride, energooszczędnego oświetlenia, przystanków autobusowych i kolejowo-autobusowych, montaż elementów systemu informacji pasażerskiej.

Wiele lat walczyłem, aby ta inwestycja doszła do skutku. Jesteśmy tak blisko, więc musi się udać.

W gminie pojawiają się liczne akcje proekologiczne, dotujecie Państwo zmianę ogrzewania na bardziej przyjazne środowisku. Jak dużym zainteresowaniem cieszy się projekt?

Ekologia jest dla nas bardzo ważna. Z początkiem pierwszego kwartału br. ruszy trzecia już edycja przyjmowania wniosków o dopłaty do wymiany starych pieców węglowych na ekologiczne systemy ogrzewania. Jest to akcja, która cieszy się w gminie dużym zainteresowaniem. Co roku zgłasza się więcej osób niż mamy możliwości. W ubiegłym roku w gminnym budżecie przewidziano na ten cel 200 tysięcy złotych. Z uwagi na duże zainteresowanie programem, do którego zgłosiło się 65 wnioskodawców, rada gminy podjęła uchwałę zwiększającą o 125 tysięcy złotych środki przeznaczone na te dotacje. Dzięki temu wszyscy ubiegłoroczni wnioskodawcy mogli skorzystać z tej formy dofinansowania. Zobaczymy jak będzie w tym roku. Mamy zabezpieczone na ten cel odpowiednie środki również w tegorocznym budżecie. 

Jakie inne rozwiązania hamujące zmiany klimatyczne są wprowadzane?

Co roku organizujemy razem z sołtysami wielkie sprzątanie świata, podczas którego każdy mieszkaniec może się przyłączyć i zbierać śmieci w parkach, terenach leśnych i na poboczach dróg – w swoim najbliższym otoczeniu. Uczestnicy akcji otrzymują worki na śmieci i rękawiczki ochronne. Dwa lata temu podczas akcji mieszkańcy zebrali ponad 2 tony śmieci, w ubiegłym roku było ich już ponad 7. Zobaczymy jakie zainteresowanie akcją będzie w tym roku i ciekaw jestem, czy pobijemy kolejny rekord. Jak widać jest to ważna i potrzebna akcja. 

W styczniu podpisał pan umowę na budowę nowej szkoły podstawowej w Wirach, to duże przedsięwzięcie... 

Jest to długo wyczekiwana inwestycja. Nowa szkoła powstanie przy ul. Zespołowej, na terenie dawnego Gospodarstwa Rolnego, który we wrześniu 2019 roku gmina pozyskała nieodpłatnie od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. 

Wykonawcą zadania jest firma Budimex S.A., która wygrała przetarg na realizację tej inwestycji.

Budynek szkoły będzie się składał z trzech kondygnacji. Znajdzie się tam 26 sal dydaktycznych z zapleczami, 3 świetlice, 2 pracownie językowe, 2 pracownie informatyczne, gabinety specjalistyczne, biblioteka, pomieszczenia administracyjne i techniczno-gospodarcze, pełnowymiarowa sala gimnastyczna 44 m x 22 m z widownią oraz sale do zajęć z gimnastyki korekcyjnej. Budynek będzie przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych i wyposażony w windę. Wraz z salą gimnastyczną będzie on kształtem przypominał literę „U” o powierzchni użytkowej 7092,51 m2 .

Na budynku, podobnie jak w Szkole Podstawowej nr 2 w Plewiskach, zostanie zamontowana instalacja fotowoltaiczna o mocy 90 kW. Na zewnątrz wybudowane zostanie boisko wielofunkcyjne z bieżnią i skocznią do skoku w dal, plac zabaw, 79 miejsc parkingowych, zatoczka dla autobusów oraz parking dla rowerów.

Nowa szkoła będzie przygotowana na przyjęcie ponad 600 uczniów. Koszt budowy nowego kompleksu wyniesie ponad 36 milionów złotych i zostanie poniesiony z budżetu gminy. 

Krótko po podpisaniu umowy nastąpiło przekazanie placu budowy i widać już pierwsze efekty prac – wylane zostały fundamenty, a na terenie budowy pojawił się żuraw. 

Zgodnie z ustaleniami, część edukacyjna obiektu będzie oddana do użytkowania w styczniu 2021 roku, aby na lekcje w drugim semestrze roku szkolnego 2020/2021 uczniowie mogli uczęszczać już do nowego budynku. Od początku kolejnego roku szkolnego dostępna będzie dla uczniów również sala gimnastyczna.

Na początku tego roku gmina otrzymała działkę w Szreniawie wraz ze znajdującym się na nim budynkiem świetlicy wiejskiej, w związku z czym planowany jest jej remont i rozbudowa...

13 lutego podpisaliśmy z Województwem Wielkopolskim notarialną umowę darowizny działki w Szreniawie wraz z budynkiem wykorzystywanym na cele świetlicy wiejskiej. Jest to teren znajdujący się w pobliżu Muzeum Rolnictwa w Szreniawie. Dotychczasowa świetlica jest ciasna i trudno było przeprowadzać jakiekolwiek spotkania z mieszkańcami w tym miejscu. Przekazanie działki umożliwi rozbudowę obecnej świetlicy o dodatkową część, a także wyremontowanie istniejącego budynku. Dzięki temu mieszkańcy sołectwa Szreniawa-Rosnowo będą mieli do dyspozycji większą i nowocześniejszą świetlicę wiejską, taką z prawdziwego zdarzenia. 

Jakie są priorytety wójta Komornik na 2020 rok? 

Intensywnie budować szkołę w Wirach, rozstrzygnąć przetargi i podpisać umowy na projekt i budowę wiaduktu w ciągu ul. Kolejowej w Plewiskach oraz tunelu w ciągu ul. Grunwaldzkiej. 

z zespołem Pracowni Wirusologii Molekularnej Wydziału Biologii UAM w składzie: kierownik prof. UAM dr hab. Robert Nawrot, dr hab. inż. Justyna Broniarczyk, dr Jakub Barylski, dr Martyna Węglewska oraz doktorant mgr Oskar Musidlak rozmawia Merkuriusz

Czym są wirusy, a czym koronawirus SARS-CoV-2 z punktu widzenia biologa? Czy można je zdefiniować?

Wirusy to twory znajdujące się na pograniczu świata nieożywionego i ożywionego, które namnażają się tylko po wniknięciu do wnętrza komórki – są więc wewnątrzkomórkowymi pasożytami. Cząstki wirusów zbudowane są z dwóch głównych składników – białek stanowiących osłonę – tzw. kapsyd wirusowy oraz materiału genetycznego znajdującego się wewnątrz kapsydu. Często posiadają także otoczkę lipidową, białka wypustek na powierzchni i inne elementy. Wirusy mają też różne kształty i rozmiary. Zwykle są bardzo małe i tylko największe z nich dorównują rozmiarami najmniejszym bakteriom. W tym sensie koronawirus SARS-CoV-2 nie różni się niczym od innych wirusów – zawiera materiał genetyczny w postaci nici kwasu rybonukleinowego (RNA) zamkniętego wewnątrz białkowego kapsydu, otoczonego osłonką lipidową, w której znajdują się białka wypustek, tzw. kolce. Gdy po raz pierwszy zaobserwowano pod mikroskopem elektronowym przedstawiciela koronawirusów, jego białka wypustek przypominały koronę, stąd wzięła się nazwa tej grupy wirusów. SARS-CoV-2 należy do grupy wirusów infekujących zwierzęta i ludzi, u których wywołują zakażenia układu oddechowego. Czasami, w wyniku przypadkowej mutacji materiału genetycznego wirus zwierzęcy może uzyskać zdolność zakażania i przenoszenia się nie tylko ze zwierzęcia na człowieka, ale także z człowieka na człowieka. W ten sposób co jakiś czas powstaje nowy typ koronawirusa, czego tym razem, niestety, doświadczamy.

Jak się rozmnaża i w jaki sposób zaraża?

Nie należy mówić, że wirus się „rozmnaża” – w kontekście wirusów używamy słowa „namnażanie”, gdyż poza komórką żywą jakiegokolwiek organizmu wirus stanowi tylko nieożywiony „zlepek” materiału genetycznego i białek. W zależności od typu wirusa mogą one pozostawać przez różny czas poza komórką żywiciela. Dla koronawirusa SARS-CoV-2 mówi się o kilku godzinach do nawet kilku dni potencjalnej zakaźności, gdy znajduje się on na powierzchniach nieożywionych. Kiedy wirus dostanie się drogą kropelkową lub przez dotyk na błony śluzowe dróg oddechowych  przyłącza się do swoistego receptora, czyli białka komórek układu oddechowego i dzięki temu może wniknąć do ich wnętrza. Każdy wirus, także SARS-CoV-2, po wniknięciu do komórki gospodarza realizuje swój  „program namnażania” zapisany w jego genach. Metabolizm komórki gospodarza zostaje zorientowany na produkcję kolejnych kopii materiału genetycznego wirusa oraz produkcję jego białek. Gotowe wirusowe cząstki zakaźne (wiriony) uwalniane są z komórki i mogą wnikać do kolejnych komórek, a poprzez kichnięcie, kaszlnięcie w kropelkach aerozolu przenosić się i zarażać kolejne osoby.

 Czy koronawirus SARS-CoV-2 jest zmutowanym wirusem grypy?

 Nie,  są to dwa zupełnie inne wirusy, należące do różnych rodzin. Wirus SARS-CoV-2 jest przedstawicielem rodziny koronawirusów, natomiast wirus grypy – ortomyksowirusów. Cechami łączącymi te dwie rodziny jest materiał genetyczny w postaci RNA i te same drogi transmisji (droga kropelkowa, bezpośredni kontakt z osobami zarażonymi). Wirusy te atakują komórki układu oddechowego i wywołują choroby, które na wczesnych etapach mają podobne objawy, takie jak wysoka gorączka, kaszel, uczucie osłabienia. Być może z tego wynika błędne traktowanie tych różnych grup wirusów jako jednej. Pomimo podobieństwa początkowych objawów choroby, COVID-19 ma często cięższy przebieg niż grypa sezonowa. W około 15% przypadków przebieg tej choroby jest ciężki, a w 5% bardzo ciężki – są to głównie pacjenci wymagający mechanicznego wspomagania oddychania za pomocą respiratora.

 Czy jest bardziej niebezpieczny niż grypa, jaką znamy dotychczas?

Wirus SARS-CoV-2 to nowy wirus i choć trwają badania, nie ma na razie żadnej szczepionki ani leków, które byłyby skuteczne w zapobieganiu i leczeniu wywoływanej przez niego choroby COVID-19. Natomiast w przypadku grypy dostępne są szczepionki, które zapobiegają chorobie lub jej powikłaniom oraz leki przeciwwirusowe.

Czy są porównania ile osób zmarło w tym roku na grypę w Polsce i innych krajach?

Dane dotyczące ilości zachorowań na grypę w Polsce, Europie i na Świecie można śledzić na bieżąco na stronach Polskiego Zakładu Higieny (PZH), Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) oraz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Publikowane są one w formie cotygodniowych raportów, które przed rozpoczęciem kolejnego sezonu grypowego, tj. październikiem kolejnego roku są podsumowywane w oficjalnym dokumencie udostępnianym na stronach internetowych wyżej wspomnianych instytucji. Z tego względu dane tegoroczne są jak na razie niepełne.

Ilość zachorowań na grypę i przypadków zakończonych śmiercią pacjenta różni się każdego sezonu. Przyjmuje się jednak, że śmiertelność spowodowana grypą utrzymuje się na poziomie 0,1-1%  (dla COVID-19 jest to około 3-4%) i dotyczy w większości osób powyżej 65 roku życia. Według szacunków WHO co roku na półkuli północnej w okresie jesienno-zimowym około 5-15% populacji choruje na grypę. Każdego sezonu na choroby układu oddechowego bezpośrednio związane z grypą umiera od 290- 650 tys. osób z czego około 72 tys. to przypadki śmierci rejestrowane na obszarze Europy. Przykładowo w Polsce od 1.01.2020 do 31.03.2020 zdiagnozowano grypę u prawie 2 mln Polaków, z czego ponad 12 tys. przypadków wymagało hospitalizacji, a 53 zakończyło się śmiercią. Możemy też przyjrzeć się dokładniej sytuacji w poprzednim sezonie 2018/2019, kiedy na grypę sezonową zachorowało w Polsce prawie 4,5 mln osób, a zmarło 150.

 Jak walczyć z koronawirusem i innymi wirusami?

Intensywne badania nad lekami na COVID-19 prowadzone są na całym świecie. Szczególnie interesujące są próby wykorzystania substancji używanych już w leczeniu innych chorób. Leki takie przed wprowadzeniem do użycia zostały dokładnie przetestowane, więc nie wymagają ponownych, czasochłonnych testów bezpieczeństwa i można będzie je szybciej zastosować jako terapię COVID-19. Badane są m. in. substancje stosowane w leczeniu AIDS, zakażeń wirusem Ebola, a nawet malarii. Wyjątkowo obiecująca jest grupa leków, które wcześniej okazały się skuteczne przeciwko wirusom SARS-CoV-1 i MERS-CoV, spokrewnionym z nowym koronawirusem.

Ciekawym tropem są też substancje hamujące pewne elementy odpowiedzi odpornościowej chorych. Okazuje się, że część z najpoważniejszych objawów COVID-19 może być wywołana nie przez samego wirusa, ale zbyt gwałtowną odpowiedź ludzkich systemów obronnych (tzw. „burzę cytokinową”). Niestety, wspomniane terapie są obecnie we wczesnej fazie testów klinicznych lub przedklinicznych. Przyjdzie nam zatem poczekać na ich masowe wprowadzenie do użytku.

Podobnie jest ze szczepionkami. W chwili obecnej prowadzonych jest kilkadziesiąt projektów mających na celu opracowanie szczepionek przeciw wirusowi SARS-CoV-2. Przynajmniej dwie z nich są już na etapie badań klinicznych, ale badania te potrwają prawdopodobnie jeszcze od kilku do kilkunastu miesięcy .

Pozostaje nam zatem dbać o higienę i zrezygnować z niepotrzebnych kontaktów z innymi ludźmi. W szczególności warto unikać większych zgromadzeń i podróżowania na dalsze odległości, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się wirusa. Pamiętajmy, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, lecz także za osoby przebywające w naszym otoczeniu. Warto podkreślić, że każdy z nas może zarażać nawet nie wiedząc, że jest chorym.

 Czy SARS-CoV-2 może powrócić?

Nie ma w tym momencie żadnych wiarygodnych danych dotyczących tej kwestii. Cały czas jesteśmy w pierwszej fazie rozwoju pandemii. Najprawdopodobniej tylko w Chinach zaobserwowano trwały spadek liczby zakażonych. W pozostałych krajach liczba zakażonych osób nadal wzrasta, pomimo wprowadzenia szeregu obostrzeń z izolacją społeczną na czele. Wzrost ten jest jednak nieco wolniejszy. Ewentualna sezonowość wirusa jest ciągle niewiadomą, ale wiele wskazuje na to, że wirus może powrócić jesienią w postaci fali nowych zakażeń, gdy już opanujemy obecną. Czy tak będzie – nie wiadomo, możemy na ten temat tylko spekulować.

 Jak z punktu widzenia wirusologów przebiega pandemia? Czy istniały przesłanki, że coś takiego może się wydarzyć? Jak natura w takim wypadku reaguje? Jakie są mechanizmy obronne organizmu?

Trudno przewidzieć jak będzie przebiegała pandemia SARS-CoV-2, tak samo jak trudno było przewidzieć jej pojawienie się. Pewne przesłanki wskazywały, że średnio co 10 lat pojawia się na świecie nowy typ odzwierzęcego koronawirusa, który ma potencjał pandemiczny. Prawie 20 lat temu w Azji i Kanadzie pojawił się SARS-CoV-1, około 10 lat temu na Bliskim Wschodzie MERS-CoV, zatem naukowcy podejrzewali, że znowu pojawi się koronawirus, który ponownie „przeskoczy” barierę międzygatunkową i będzie mógł zakażać ludzi. Nikt chyba jednak nie podejrzewał, że tak szybko może dojść do pandemii na taką skalę, jak obecna. Oczywiście powstają matematyczne modele, które oparte są na danych zebranych w trakcie innych epidemii oraz informacjach dotyczących przebiegu sytuacji epidemicznej w Chinach. Utrudnieniem w analizach jest zasięg wirusa SARS-CoV-2, który został w tym momencie wykryty już we wszystkich państwach na świecie. Ponadto ciągle pozostaje wiele pytań dotyczących przebiegu choroby, rzeczywistej ilości chorych i zmarłych, ponieważ w wielu miejscach sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Wszystko to sprawia, że praktycznie niemożliwe jest przedstawienie jakichkolwiek jednoznacznych scenariuszy. Bazując na posiadanych danych dotyczących Chin, naukowcy i lekarze starają się maksymalnie spowolnić przyrost liczby chorych m.in. poprzez wprowadzenie kwarantanny, która – jak się wydaje – umożliwiła Chinom opanowanie sytuacji.

Wielu badaczy bazując na informacjach o dużym podobieństwie wirusów wywołujących chorobę SARS (SARS-CoV-1, który wywołał epidemię w Azji i Kanadzie w latach 2002-2003) oraz COVID-19 (SARS-CoV-2) przewiduje, że przebieg obu chorób może być podobny. Jest to bardzo optymistyczny scenariusz, ponieważ SARS miał stosunkowo mały zasięg i udało się go dość szybko opanować dzięki skutecznej diagnostyce i izolacji os  ób zakażonych. Pomimo wielu podobieństw występują jednak różnice, takie jak znacznie większa ilość zidentyfikowanych przypadków infekcji SARS-CoV-2. W tym aspekcie epidemia COVID-19 znacznie bardziej przypomina przebieg pandemii grypy „hiszpanki’ w latach 1918-1919. Dlatego często mówi się o możliwości wystąpienia sezonowych fal zachorowań na COVID-19, podobnie jak ma to miejsce w przypadku grypy sezonowej.

Niestety problemem w przypadku pandemii COVID-19 jest brak w populacji odporności na wirusa wywołującego tę chorobę. To właśnie odporność jest warunkiem do skutecznego opanowania pandemii i wyeliminowania choroby. Możemy ją wytworzyć na skutek samodzielnego zwalczenia infekcji przez organizm lub poprzez szczepienia. Wirus ten jest dla nas całkowicie nowy i dopiero pojawiają się pierwsze osoby, które zostały wyleczone i wytworzyły odporność (ozdrowieńcy), a na skuteczną szczepionkę musimy poczekać jeszcze co najmniej kilka miesięcy.

Jest wiele teorii na temat powstania koronawirusa, w tym teorie spiskowe (nawiązujące np. do książki Deana Koontza „Oczy ciemności”). Poproszę o komentarz.

Jako naukowcy jesteśmy otwarci na wszystkie możliwe wyjaśnienia. Obecnie nie ma jednak żadnych dowodów wskazujących, że pochodzenie wirusa SARS-CoV-2 może nie być naturalne. Koronawirusy podobne do SARS-CoV-2 były wcześniej obserwowane w populacjach zwierzęcych (szczególnie u nietoperzy). Co jakiś czas obserwujemy przedostawanie się takich wirusów do populacji ludzkich. Tak właśnie było z wirusami SARS-CoV-1 i MERS-CoV. Wielu naukowców od lat ostrzegało, że wirusy w środowisku naturalnym ciągle mutują  i pojawienie się groźnej choroby, która może przypominać grypę, SARS czy inną infekcję dróg oddechowych to tylko kwestia czasu. Krążąca od jakiegoś czasu teoria o możliwym „skonstruowaniu” wirusa SARS-CoV-2, chociaż nośna i wykorzystywana do celów politycznych, nie jest aktualnie możliwa do naukowego zweryfikowania. Natomiast Dean Koontz, stworzył fikcyjną powieść, w której historia po kilkudziesięciu latach okazała się być podobna do krążących w przestrzeni publicznej teorii spiskowych. Kultura popularna często „wytwarza” przeróżne fantastyczne teorie, które pozwalają ludziom oswoić się z nieznanym i skanalizować społeczne emocje. Jako naukowcy jednak nie zajmujemy się tą sferą, interesują nas twarde dane i fakty.

wtorek, 16 czerwiec 2020 17:03

Samorządowe plany w trudnym czasie

Z panem Tadeuszem Czajką, wójtem Tarnowa Podgórnego,rozmawia Merkuriusz 

Rozmawiamy w trudnym czasie – w Polsce z powodu zagrożenia koronawirusem wprowadzony został stan epidemii.

Rzeczywiście ten czas jest nadzwyczajny. Pierwszy raz byliśmy zmuszeni do powszechnego wprowadzenia takich obostrzeń. Pozamykane są wszystkie placówki oświatowe, instytucje kultury, muzeum, Tarnowskie Termy, Biblioteka… Nie możemy się spotykać, na zewnątrz wolno wychodzić jedynie w sprawach niezbędnych. Ale życie gminne, mimo że w innej formie, toczy się nadal, dlatego i samorząd pracuje. Pracujemy w trybie wyjątkowym, częściowo na miejscu, częściowo zdalnie. 

Mimo tych przeciwności również toczy się budowa Zespołu Szkół Technicznych. Na kiedy planujecie Państwo ukończenie inwestycji? 

Zespół Szkół Technicznych Tarnowo Podgórne to nasza samorządowa odpowiedź na potrzeby lokalnego rynku pracy. Z jednej strony przedsiębiorcy od lat poszukują nowocześnie wykształconych zawodowców, z drugiej strony mieszkańcy chcą, by młodzież w gminie mogła kontynuować naukę na poziomie ponadpodstawowym. 

Przypominam, że organizacja szkolnictwa ponadpodstawowego nie należy do zadań przypisanych gminie, za tę kwestię odpowiada powiat. Widząc jak duże jest zapotrzebowanie lokalnego rynku pracy – zdecydowaliśmy się na samodzielne utworzenie i poprowadzenie Technikum i Szkoły Branżowej I stopnia. Mamy już doświadczenie w tym obszarze – od lat z sukcesem prowadzimy Liceum Ogólnokształcące. 

Decyzję o rozpoczęciu tej inwestycji poprzedziły szerokie badania opinii, które zleciliśmy firmie zewnętrznej. Z dwustoma przedsiębiorcami przeprowadzono badania ankietowe, pogłębione o wywiady. Równolegle zapytano uczniów klas siódmych i ósmych oraz ich rodziców o potencjalne zainteresowanie możliwością nauki w takiej placówce. Uzyskane wyniki potwierdziły, że taka inwestycja jest bardzo pożądana. 

Jednocześnie po podsumowaniu wywiadów z przedsiębiorcami poznaliśmy paletę zawodów, którymi są zainteresowani. Równolegle po spotkaniach w szkołach podstawowych otrzymaliśmy listę zawodów, których chcą się uczyć uczniowie. 

W ten sposób powstała oferta Zespołu Szkół Technicznych.

Pierwszy dzwonek rozlegnie się w szkole 1 września 2020 r. Obecnie przygotowujemy się do procesu rekrutacji do klas pierwszych zarówno w Technikum, jak i w Szkole Branżowej. 

W to przedsięwzięcie zaangażowali się także przedsiębiorcy…

O tak! Jak wcześniej podkreślałem, obecność przedsiębiorców w realizowaniu tej idei jest dla nas bardzo ważna. Najpierw wspólnie tworzyliśmy listę zawodów. Teraz zacieśniamy współpracę – podpisujemy umowy o tworzeniu klas patronackich i wsparciu przy wyposażeniu pracowni zawodowych w nowoczesny sprzęt, organizacji praktyk i stażów i pomocy przy kompletowaniu zespołu nauczycieli przedmiotów zawodowych. Podpisaliśmy już około czterdziestu takich umów – to gwarancja, że uczniowie Zespołu Szkół Technicznych będą mogli realizować swoje marzenia.

W pięcioletnim Technikum kształcić będziemy w zawodach: technik procesów drukowania, technik logistyk, technik informatyk, technik mechatronik, technik elektronik.

Z kolei zawody w trzyletniej Szkole Branżowej możemy podzielić na dwie grupy: te współczesne jak mechatronik czy elektromechanik oraz te, które dotychczas postrzegane są jako tradycyjne: stolarz, krawiec, tapicer, piekarz, cukiernik, w naszej szkole będą nauczane w nowoczesnym, dostosowanym do rynku wydaniu.

Dzięki współpracy z biznesem chcemy także zapewnić system stypendialny dla najlepszych uczniów. 

W tym roku obchodzimy 30-lecie Samorządu w Polsce. Odbyła się już u Państwa z tej okazji konferencja „Bo Gmina jest Kobietą”. Dlaczego warto przypominać mieszkańcom o znaczeniu samorządów? 

Obchodom 30-lecia samorządu gminnego chcieliśmy poświęcić cały rok. Już na początku marca w Pałacu Jankowice zorganizowaliśmy konferencję „Bo Gmina jest Kobietą”. Wówczas w panelu dyskusyjnym udział wzięły: I Zastępca Wójta Ewa Noszczyńska-Szkurat (która objęła wydarzenie patronatem), prezes Metalmexu i właścicielka VA Gallery Violetta Kowalczyk, właścicielka Pracowni Pedagogicznej Skrzydła i prezes Fundacji Mój Mount Everest Marta Żak-Jędrzejewska oraz Radna Gminy i Sołtys Chyb – Ewa Jurasz. Panie rozmawiały o tym, jak to jest być kobietą w Gminie Tarnowo Podgórne. Jak tu się żyje, jak pracuje, jak mieszka? Czy gmina jest rzeczywiście kobietą – czy jest to takie oczywiste, czy jednak kobiety jednak muszą akcentować swoją obecność w codziennej rzeczywistości? 

Wspominaliśmy też początki samorządności w gminie. Doszliśmy do wniosku, że budowanie podstaw samorządu lokalnego nie byłoby możliwe bez udziału kobiet – i tego widocznego – już w pierwszej Radzie Gminy pracowały dwie panie, i tego niewidocznego, a często niedocenianego. Przecież aby radni mogli się spotykać i do późna obradować ktoś – w zdecydowanej większości panie – musiał dbać o domowe ognisko.

Artystycznym akcentem był koncert flecistki i gminnej radnej Karoliny Modzelewskiej przy akompaniamencie pianisty Marcina Dęgi. 

Kolejne wydarzenia z racji epidemii musimy odwoływać bądź przekładać na przyszłość. 

Nie zmienia to faktu, że ta rocznica jest dla nas bardzo ważna. Chcemy pokazywać, przypominać i podkreślać, że dzięki naszej wspólnej samorządowej pracy zmieniło się oblicze Gminy Tarnowo Podgórne. Uważam, że mamy wiele powodów do tego, by odczuwać dumę. Jesteśmy podawani za wzór niezwykle przedsiębiorczej społeczności – wystarczy wspomnieć, że na terenie Gminy funkcjonuje ok. 6000 firm (z czego ok. 80% to mikro i małe przedsiębiorstwa), które generują ok. 55 000 miejsc pracy. Z drugiej strony, cały czas inwestujemy na rzecz podnoszenia komfortu życia mieszkańców: najpierw nasze wysiłki były skupione na poprawie i rozbudowie infrastruktury drogowej, teraz rozwijamy możliwości rekreacji i wypoczynku – powstają place zabaw, boiska sportowe, siłownie zewnętrzne, ścieżki rowerowe, pięknieją też plaże, parki i skwery. Największą inwestycją w tym obszarze było wybudowanie Tarnowskich Term – Parku Wodnego, gdzie wykorzystujemy walory lecznicze wydobywanej w Tarnowie solanki. 

Mam nadzieję, że pokonamy koronawirusa i stan epidemii zostanie zniesiony. Wtedy zaprosimy mieszkańców do wspólnego świętowania 30 lat samorządu gminnego. 

 

wtorek, 16 czerwiec 2020 17:02

SPOŁEM znaczy razem

z panią Grażyną Raniewicz-Lis, Prezesem Zarządu „Społem” Poznańskiej Spółdzielni Spożywców w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz

Ubiegły rok upłynął pod znakiem jubileuszu 100-lecia „Społem” Poznańskiej Spółdzielni Spożywców w Poznaniu. Jak świętowaliście Państwo tę wyjątkową rocznicę?

Pięknie! Właściwie przez cały miniony rok odbywały się różnego rodzaju akcje dedykowane rozmaitym grupom wiekowym i społecznym – naszym klientom, pracownikom i te szerzej zakrojone, skierowane do mieszkańców Poznania. Wśród wielu ciekawych wydarzeń, które zaowocowały ogromną frekwencją, były dwa spacery z przewodnikiem pod hasłem “Społem do składu po sprawunki”, w których wzięło udział dwieście-trzysta osób, chodząc historycznymi śladami Spółdzielni. Z reguły obieraliśmy za cel szeroko rozumiane Stare Miasto, gdzie mieliśmy swoją pierwszą siedzibę w Alfie. Nawiasem mówiąc biurowce nazywane są przez dziennikarzy “Alfami”, choć tak naprawdę tę nazwę własną nosił tylko jeden, ten pierwszy, wybudowany przez naszą Spółdzielnię. 

Oprócz spaceru mieliśmy całoroczny konkurs dedykowany klientom “Społem w rodzinnym albumie”. Prosiliśmy o pamiątki związane z działalnością Spółdzielni, znajdujące się w archiwach domowych. Poznaniacy doskonale kojarzą najstarszy znak handlowy w Polsce, nie każdy jednak wie, że działamy już sto lat. Staramy się obalić stereotyp, według którego funkcjonujemy od 1945 roku. Faktycznie w tych słusznie minionych czasach byliśmy dużą organizacją handlową, zajmującą się dystrybucją żywności, ale nasze korzenie sięgają międzywojnia – odrodzenia Polski po zaborach. Mając świadomość, że mieszkańcy posiadają w swoich archiwach domowych różne artefakty związane z naszą działalnością, gadżety, legitymacje członkowskie, czasopisma czy ulotki z dawnych lat, zebraliśmy je i znalazły miejsce w naszej Izbie Tradycji i Pamięci. Miniony rok zakończyliśmy niezwykle udaną akcją „Świętuj z nami 100 urodziny”. W loterii zdrapkowej wygraną stanowiły karty podarunkowe do realizacji w naszych placówkach handlowych. 

A bal był? Taka rocznica zobowiązuje…

Była wielka gala. Spółdzielnia została założona 29 sierpnia 1919 roku, pierwsze dwa sklepy przy ulicach Górna Wilda oraz Łazarskiej otwarto jednak 10 grudnia i data ta została uznana za początek naszej działalności. Gala jubileuszowa odbyła się 10 grudnia 2019 roku w Hotelu Bazar, w przepięknej Sali Białej. Bardzo nam zależało na tym miejscu, ma ono ogromne znaczenie dla historii Poznania i jednoznaczną wymowę. Wygłoszona w grudniu 1918 roku w tym właśnie hotelu przez Ignacego Paderewskiego mowa była w końcu zaczynem do wybuchu powstania wielkopolskiego. Mury Hotelu Bazar pachną niepodległością… Galę zaszczycili zacni goście, dopisały władze państwowe, byli posłowie, świeżo mianowany Wojewoda Wielkopolski Łukasz Mikołajczyk, pani Katarzyna Kierzek-Koperska wiceprezydent Poznania, przedstawiciele instytucji gospodarczych, z którymi współpracujemy lub jesteśmy członkami. Licznie przybyli także nasi kontrahenci biznesowi. Oczywiście nie mogło zabraknąć pracowników Spółdzielni, działaczy i seniorów. 

Wcześniej, w czerwcu, mieliśmy piknik nad Maltą, zorganizowany wyłącznie dla naszych pracowników, którzy są największym kapitałem przedsiębiorstwa. Była muzyka, tańce, pojawiło się także grono sprawdzonych dostawców, którzy wystawili swoje stoiska. Bawiliśmy się prawie do białego rana. 

Jak zaczęła się Pani przygoda ze spółdzielczością?

Bardzo dawno! W październiku minie czterdzieści osiem lat odkąd zaczęłam pracę w Spółdzielni. Trafiłam tu zaraz po maturze, potem skończyłam studia wyższe i podyplomowe już pracując, ale spółdzielczość funkcjonowała u mnie w domu od małego. We wszystkich wywiadach podkreślam, że wypiłam ją z mlekiem ojca (śmiech). Nie był spółdzielcą z zawodu, jednak od zawsze nosił w sercu idee związane z braterstwem, współistnieniem, współzarządzaniem, działaniem zespołowym. Był osobą niezwykłego formatu, zawodowym żołnierzem, powstańcem wielkopolskim. Urodziłam się kiedy miał pięćdziesiąt cztery lata, rozmówcy często są więc zdziwieni, że nie był moim dziadkiem. Z domu wyniosłam miłość do ojczyzny... Niezwykle ważne i pielęgnowane były u nas wartości międzyludzkie, o które dbali i tata, i mama. Miałam rodziców doświadczonych przez los, mama spędziła siedem lat na Syberii. Rosłam w rodzinie, która ukształtowała mnie jako osobę dość konkretnie określoną w poglądach. Staram się trzymać tych zasad w życiu i być im wierna.

Mam to ogromne szczęście, że praca jest moją pasją. W zasadzie mam dwie rodziny – tę biologiczną, którą kocham i uwielbiam, i tę spółdzielczą, w której żyję i spędzam ogromnie dużo czasu. Mam zaszczyt piastowania od dwunastu lat funkcji prezesa zarządu. To stanowisko sprawiło, że patrzę na firmę kompleksowo i bardziej globalnie. Pomaga to budować prawidłowe relacje i atmosferę spółdzielczą w zespole czterystu osób, z którym mam ogromny przywilej  współpracować. 

Czy realia wolnego rynku są korzystnym gruntem dla rozwoju spółdzielczości?

Zmiany, które nastąpiły po 1989 roku nie były dla nas korzystne. W 1990 roku pojawiła się specustawa sejmowa, która miała dokonać całkowitego demontażu spółdzielczości i pozwolić na przejęcie jej majątku. Udało nam się jednak obronić, spółdzielcy są odważni i zaprawieni w boju, ponieważ przyszło im działać w różnych czasach i wojen, i reżimów, i kiedy towary były reglamentowane, i teraz – w dobie kolonizacji polskiego handlu przez sieci zagraniczne. Operatorów ze stricte polskim kapitałem można policzyć na palcach jednej ręki. To właśnie spółdzielczość ma wyłącznie polski kapitał, właścicielami spółdzielni są jej członkowie i pracownicy. Dla mnie jest to niezwykła wartość – i jako dla człowieka, i przedsiębiorcy. Kiedy nawiązujemy nowe kontakty, zwracamy uwagę na to, czy firma jest rodzima, takie mają u nas zielone światło. Od trzydziestu lat brakuje mi interwencjonizmu państwa w tym zakresie. Państwo powinno bronić polskiego interesu, polskiego handlu.

Proszę z tym wystąpić! 

Pani redaktor, ile my stoczyliśmy już bojów w Sejmie, ile o tym mówimy. Przy inwazji sieci zagranicznych, która już jest za nami, odwrócenie tych tendencji jest bardzo trudne. Nam chodzi przede wszystkim o uregulowania legislacyjne, które pomogą polskiemu handlowi. Na Zachodzie spółdzielcza forma gospodarowania jest niezwykle ceniona, u nas posłowie niestety jej nie znają i nie rozumieją, w związku z tym nie bardzo potrafią odnaleźć się w tej materii. Staramy się promować te treści.

Pamiętam batalię o podatek od handlu detalicznego. Ustawa nie weszła w życie, ale wciąż nam grozi, ponieważ została tylko odsunięta w czasie.

Włączyliśmy się także do walki o niedziele wolne od handlu. Jesteśmy organizacją, która oprócz celu ekonomicznego, ma także cele społeczne. Spółdzielnia jest biznesem, ale jeśli jest tylko biznesem jest złym interesem – to wciąż bardzo aktualne słowa znanego francuskiego ekonomisty Charlsa Gide. Nie jesteśmy oczywiście przedsiębiorstwem charytatywnym, ale prowadzimy działalność kulturalno-oświatową i społeczno-wychowawczą. Funkcjonują spółdzielnie uczniowskie prowadzące sklepiki w szkołach, nad którymi sprawujemy kuratelę. Ci młodzi ludzie uczą się od nas zasad spółdzielczego gospodarowania, wspólnego działania. To są swoiste warsztaty życia. Zawsze podkreślam, że spółdzielczość to nie jest jeden człowiek, sukces spółdzielni to sukces zespołu ludzi, nie ma jednego autora. 

Pracownicy potrafią wypracować relacje między sobą i z osobami, z którym firma współpracuje, tworzyć dzięki nim dobre projekty i pomysły – tym różnimy się od spółek prawa kapitałowego. Bazujemy na nieco innych wartościach lub bardziej je doceniamy. U nas nie ma wyścigu szczurów, każdy członek Spółdzielni ma jeden głos bez względu na ilość posiadanego kapitału. Decydowanie jest współdecydowaniem. 

Czym jest patriotyzm ekonomiczny?

Kupowaniem polskich produktów w polskich sklepach, bo dają one zatrudnienie Polakom. „Społem” Poznańska Spółdzielnia Spożywców w Poznaniu daje pracę czterystu polskim rodzinom. Od tego jak będziemy funkcjonować, ile sprzedamy i zarobimy zależy ich dobrobyt. 

Jestem zwolenniczką i orędowniczką patriotyzmu ekonomicznego. Jeżeli kupujemy w sieci zagranicznej musimy mieć świadomość, że – owszem – są tam polskie towary, polscy pracownicy, ale zyski nie pozostają w kraju. Życzyłabym sobie, aby każdy obywatel – tak jak na Zachodzie, gdzie patriotyzm ekonomiczny jest bardzo szeroko rozwinięty posiadał taką świadomość i kierował się nią podejmując decyzję zakupową. Powoli się to u nas rodzi. Na Zachodzie jest legislacja, którą wystarczyłoby implementować, aby wspierać spółdzielczość spożywców, będącą głównym bastionem polskiego handlu. W kraju jest ponad trzysta spółdzielni spod znaku Społem. Jak już powiedzieliśmy – najstarszego polskiego znaku handlowego. Co ciekawe, nazwę tę wymyślił w 1906 roku Stefan Żeromski. Wychowywany był w otwartym intelektualnie domu, do którego co niedzielę zapraszani byli goście. Ojciec Żeromskiego zawsze mawiał: “Siądźmy społem do stołu!”. Mały Stefan to słyszał, a później nazwał tak czasopismo. To bardzo ładne. Bo “społem” znaczy “razem”. A bycie razem, to bycie na dobre i na złe. I tak działają spółdzielcy. Gdybyśmy nie byli razem, nie przetrwalibyśmy. Zwłaszcza tych ostatnich trzydziestu lat. 

Społem aktywnie działa na rzecz lokalnych społeczności... 

Funkcjonujemy w społeczności lokalnej, włączamy się do wielu charytatywnych akcji, wspieramy je finansowo i rzeczowo. Współpracujemy z Hospicjum Palium, Stowarzyszeniem Na Tak, schroniskiem dla zwierząt,  pojawiamy się na dożynkach miejskich, sponsorujemy Międzyszkolny Uczniowski Klub Sportowy Koszykarek, włączamy się w różne akcje. Prowadzimy Koła Seniora Spółdzielcy, dając możliwość przedłużenia aktywności życiowej, osobom, które już nie pracują zawodowo, a wciąż są młode duchem. 

Co oznacza dla Państwa podążanie z duchem czasu?

…Oznacza od zawsze codzienne zmienianie się dla naszych klientów i mieszkańców Poznania, łączenie w sposób umiejętny tradycji z nowoczesnością. To również nowoczesne sklepy, urządzenia, technologie, kasy samoobsługowe, doładowania do telefonów, do karty PEKA, usługi takie jak Cashback, Moje Rachunki, zakłady Totolotka, mnóstwo akcji promocyjnych, stała obecność w mediach społecznościowych oraz produkty – wypieki z pieców konwekcyjnych, kawa na wynos, hot dogi, kurczaki z rożna. Bardzo ważnym dla nas projektem są także sklepy EKO Społem. To był trudny, autorski projekt. Oferujemy w naszych dwóch placówkach EKO towary dedykowane dla określonego klienta, żyjącego w zgodzie z ideologią EKO, ale też dla osób chorujących na choroby cywilizacyjne, które mogą wspomagać się odpowiednią dietą czy młodych mam, chcącym dawać dzieciom jak najlepsze pożywienie. Projekt się powiódł, mamy sprawdzoną bazę dostawców i stale powiększające się grono klientów. Przed nami nowe wyzwanie – uruchamianie niebawem sprzedaży internetowej. 

 

z prof. Romanem Słowińskim, wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk oraz kierownikiem Zakładu Inteligentnych Systemów Wspomagania Decyzji na Politechnice Poznańskiej, rozmawia Mariola Zdancewicz

W swojej pracy naukowej zajmuje się Pan inteligentnymi systemami wspomagania decyzji. Proszę przybliżyć co to oznacza.

Inteligentne wspomaganie decyzji to metodyka naukowego wspomagania rozwiązywania problemów decyzyjnych, które spotykamy w pracy projektowej inżynierów, w decyzjach ekonomicznych lub medycznych. Pojęcie problemu decyzyjnego jest bardzo szerokie, chodzi o to, aby wyekstrahować go z całej złożoności, w jakiej występuje, sformułować w odpowiednich terminach matematycznych lub logicznych i wskazać rozwiązanie, które będzie najbardziej uzasadnione. Podejmowanie decyzji zawsze podlega ocenom, które mają charakter wielowymiarowy. Wielowymiarowość ta pochodzi z różnych źródeł. 

Po pierwsze o decyzjach może rozstrzygać wiele osób, mających różne systemy wartości, a w związku z tym odmienne preferencje. Pojawia się pytanie jak w takim razie wypracować kompromis, pogodzić tych wszystkich ludzi, aby łącznie odnieśli zbiorową satysfakcję. Inne źródło wielowymiarowości występuje nawet przy jednym decydencie, ponieważ warianty decyzyjne oceniane są przez różne, zwykle konfliktowe kryteria. Istnieją na przykład rozwiązania o niskich nakładach inwestycyjnych, ale drogie w eksploatacji, a inne są drogie w inwestycjach, ale tańsze w procesie użytkowania. Dojść może jeszcze wiele innych kryteriów, np. bezpieczeństwo czy łatwość obsługi. Kierując się preferencjami decydenta należy wtedy rekomendować rozwiązanie stanowiące najlepszy kompromis między tymi kryteriami. Trzecim źródłem wielowymiarowości jest podejmowanie decyzji w warunkach niepewności, kiedy warianty decyzyjne, np. inwestycje na giełdzie, nie mają deterministycznych konsekwencji, ale po ich dokonaniu możemy z jakimś prawdopodobieństwem zyskać albo stracić. Wtedy w zależności od tego, czy mamy duszę gracza, czy mamy awersję do ryzyka, będziemy preferowali inwestycje bardziej lub mniej ryzykowne. Uczy nas to, że w problemach decyzyjnych, gdy jesteśmy skonfrontowani z wieloma wymiarami, które mają charakter konfliktowy, musimy poznać system wartości decydentów by zamodelować ich preferencje i wypracować rekomendację zgodną z tymi preferencjami. 

Tym właśnie zajmuje się inteligentne wspomaganie decyzji. Nie musi ono dotyczyć tylko osób fizycznych lub instytucji, ale decydentami mogą być także agenci programowalni. Dzisiaj algorytmy uzyskują już pewien rodzaj osobowości, same decydują o swoich wyborach, w związku z tym możemy mówić o modelowaniu preferencji także sztucznych agentów. Dlatego tak mocno łączy się dziś wspomaganie decyzji ze sztuczną inteligencją. Mamy także coraz więcej sytuacji, kiedy sztuczni agenci, czyli komputery połączone w sieć, porozumiewają się między sobą. Podejmują one decyzje na podstawie doświadczeń z wcześniejszych decyzji, a do nas należy poznanie ich preferencji i rozpoznanie motywów działań, aby globalnie system, który programujemy działał jak najlepiej. To może być taki sztuczny świat, w którym też obowiązują prawa wyboru według pewnego systemu wartości. 

Jaką część ludzkiej działalności i jakie jej dziedziny już dziś mogłyby przejąć maszyny?

Już od dłuższego czasu maszyny przejmują wiele zadań intelektualnych człowieka...

...ale podkreślmy, że im na to pozwalamy.

Tak, niewątpliwie my to zlecamy, a nawet robimy programy, które nas wyręczają w wykonywaniu różnych czynności, szczególnie takich, które są dla nas żmudne, męczące i przekraczające możliwości przekopywania się przez ogromne ilości danych. Weźmy na przykład wyszukiwanie informacji w Internecie i wyobraźmy sobie, że nie byłoby takiego systemu jak Google, który na nasze pytanie od razu podaje listę źródeł według stopnia zgodności z zapytaniem. Bez tego narzędzia tracilibyśmy mnóstwo czasu na przeszukiwanie tak gigantycznej bazy danych, jaką jest Internet. Rozpoznawanie tekstów, mowy i obrazów jest dzisiaj częstym zadaniem zlecanym algorytmom sztucznej inteligencji. Mają one na przykład zastosowanie w automatycznym sortowaniu dokumentów w dużych korporacjach czy placówkach administracji. 

Ciekawe czy weźmie teczkę i zaniesie, gdzie trzeba... (śmiech).

Tak, można je skojarzyć z robotem, który rozniesie pisma. Zresztą systemy poczty pneumatycznej istniały już wcześniej. Z drugiej strony trzeba przyznać, że fizyczna postać dokumentów już też jest zastępowana elektroniczną, tym łatwiej ją kierować do różnych adresatów przy pomocy sztucznej inteligencji. 

Niewątpliwie maszyny przejmują coraz więcej czynności intelektualnych człowieka i na pewno ten trend będzie się rozwijał, ale niekoniecznie musimy dążyć do tego, aby tworzyć sztucznych ludzi. Jak powiedział Stanisław Lem “naturalne tworzenie ludzi jest ciągle tańsze i bardziej efektywne” i…przyjemne …(śmiech). Bardzo często w rozmowach o sztucznej inteligencji pojawia się nieporozumienie polegające na tym, że jej efekt końcowy widzimy jako sztucznego człowieka czy maszynę, która swoim intelektem przerasta nas samych. Tymczasem w zamiarze osób pracujących nad sztuczną inteligencją jest lepsze, efektywniejsze wykonywanie określonych zadań przez algorytmy i specjalizowane roboty. Wiemy, że bardzo dużo cykli produkcyjnych jest zrobotyzowanych. To jest ogromny postęp, ludzie mogą przejść do innego typu pracy, a nie żmudnie wkręcać ten sam zestaw śrubek przez całe miesiące i lata na taśmie produkcyjnej. Intelekt robotów nie jest w żadnym stopniu porównywalny z intelektem człowieka, dedykujemy im tylko pewne zadania. Bardzo często humaniści mają tendencje do przesady jeśli chodzi o konsekwencje rozwoju sztucznej inteligencji, bo wydaje się im, że maszyny, gdy się rozwiną, ubezwłasnowolnią człowieka i będą nim w końcu rządzić. Jednak nawet jeśli po drogach będzie jeździło milion autonomicznych samochodów poruszających się bez kierowców, to jednak nie wpadną one na pomysł, żeby dokonać zamachu stanu. Nawet jeśli będą się porozumiewały, to w celu realizacji określonego zadania. Niektórzy wieszczą rychłe zbliżanie się tzw. punktu osobliwości technologicznej, w którym algorytmy samodzielnie podejmą zadanie świadomego samorozwoju i określą jego kierunki. Ma to doprowadzić do powstania silnej, ogólnej sztucznej inteligencji, dzięki której maszyny same zaplanują swój rozwój i stworzą populację, która wymknie się spod naszej kontroli. 

To się nazywa science fiction (śmiech).

Oczywiście, ale niektórzy biorą to za przyszłość prawdopodobną i prorokują, że nastąpi to już za jakieś trzydzieści lat. Ja nie szedłbym tak daleko, futurologia to bardzo śliski temat. Może rozwija wyobraźnię, ale kiedy cofniemy się do przewidywań sprzed dwudziestu-trzydziestu lat, to widzimy, że bardzo wiele z nich się nie spełniło. Czy przewidywano wówczas rozwój smartfonów do takiego stopnia, w jakim dziś jesteśmy od nich uzależnieni? Nie. Czy ktoś sobie wyobrażał, że telefony będą przy ludziach cały czas w miliardach egzemplarzy i będziemy się w nie wpatrywali przechodząc nawet przez ulicę? Nie, na to się złożyło wiele procesów, przede wszystkim komunikacja satelitarna, której nie przewidywano czterdzieści-pięćdziesiąt lat wstecz. Podobnie sieć internetowa rozrosła się do niespodziewanych rozmiarów, a na taką liczbę odbiorców nie była przecież projektowana! Dziś szacuje się, że wraz z urządzeniami lekkimi i inteligentnymi przedmiotami, jak nawet lodówki, czujniki czy kamery, w najbliższym czasie będzie około dwudziestu pięciu miliardów węzłów sieci, które będą zdolne do wzajemnego komunikowania się. Futurolodzy tego nie przewidzieli i na pewno nie wyobrażali sobie skutków takiego usieciowienia społeczeństwa. Nam w związku z tym też trudno jest mówić o przyszłości sztucznej inteligencji w horyzoncie dwudziestu-trzydziestu lat. Technicy pracują nad tym, aby uciążliwe dla człowieka zadania delegować maszynom, a humaniści często dopracowują do tego ideologie. Mamy więc dziś do czynienia z niby-religią tzw. transhumanistów, którzy prorokują, jak biolog Julian Huxley, że „rodzaj ludzki, o ile tego zapragnie, może dokonać transcendencji siebie”. Ma się to dokonać przez zmapowanie ludzkiego mózgu w pamięć zewnętrzną i wzmocnienie go możliwościami obliczeniowymi maszyny. 

To już było!

Nie było właśnie i sądzę, że długo nie będzie, ale jest to uwodząca obietnica nieśmiertelności tu ...

Myślę o Robocopie! (śmiech)

No tak, już przeszło 30 lat temu fascynowano nas taką wizją, ale wtedy była to czysta science fiction. Dziś niektórzy mówią, że ona się uprawdopodabnia. Nie dalej niż miesiąc temu „Nature Scientific Reports” doniósł, że neuronaukowcom udało się połączyć przez Internet szczurze neurony wyhodowane w Padwie z elektronicznymi synapsami w Southampton, a te ze sztucznymi neuronami stworzonymi na krzemowym mikroczipie w Zurychu. Miało to być dowodem, że możliwe jest stworzenie hybrydowego systemu nerwowego biologiczno-cyfrowego. Należy jednak podchodzić do tego bardzo ostrożnie. W naszym mózgu jest około osiemdziesięciu sześciu miliardów neuronów, a na razie udało się połączyć z maszyną kilka z nich. Nasze wyobrażenie o tym, co się dzieje w mózgu jest ciągle szczątkowe, wciąż stanowi dużą tajemnicę. Wiemy w tej chwili w jakich mniej więcej rejonach mózgu powstają pewne pojęcia, gdzie znajdują się obszary odpowiedzialne za mowę, za abstrakcję, twórczość artystyczną, ruch czy języki, ale nie wiemy w jaki sposób dokonuje się np. kojarzenie, planowanie, jak działa nasza pamięć i podejmowanie decyzji. Przy próbach wyjaśnienia niektórzy dokonują rażących uproszczeń, gdy zaczynają twierdzić, że człowiek jest zdeterminowany procesami biochemicznymi w mózgu i wręcz nie ma wolnej woli. 

To już przesada z tym brakiem wolnej woli, albo żeby miały ją sztuczne twory... To jest niebywałe!

Sztuczne twory formułują pewien rodzaj myśli, języka, może nawet porozumienia. Obserwujemy, że kiedy zadajemy maszynie np. rozpoznawanie obrazów, posługuje się ona podczas wykonywania tego zadania innymi cechami, niż człowiek. My rozpoznając obrazy możemy powiedzieć: to mi przypomina np. pejzaż górski. Maszyna nie ma takiego doświadczenia, ona raczej rozbierze ten obraz na piksele, dla których pomierzy stopnie szarości, intensywność, rozkład kolorów i za pomocą tych sztucznych cech będzie rozpoznawała obraz na podstawie podobieństwa do opisanych obrazów z dużego zbioru znajdującego się w jej pamięci. Fakt, że maszyny posługują się różnymi cechami naprowadza nas intuicyjnie na konstatację, że maszyny rzeczywiście być może wytworzą własny sposób myślenia i nawet ucząc się od środowisk ludzkich będą naśladowały nasze postępowanie. Może będziemy mogli powiedzieć: ten sztuczny piesek czy android zachowuje się zupełnie jak my, bo też wykazuje empatię, czułość, wrażliwość... 

...Ale to my nadajemy nazwy tym zachowaniom.

Tak, my je nadajemy.

Samo w sobie to nie istnieje, jest to pewna kalka. Fenomen polega na tym, że dobrze się zastosowała.

W sztucznej inteligencji nowej generacji autonomiczny agent uczy się przez eksplorację środowiska z wyciąganiem własnych wniosków ze skutków swoich akcji – nazywamy to uczeniem ze wzmocnieniem. Doświadczenie to kształtuje swoistą świadomość agenta, której my możemy nie zrozumieć. Oceniamy go po czynach. Dosłownie tak jak nasze zwierzęta domowe. Też powiemy, że pies jest wierny, że mamy z nim porozumienie, ale nie znamy jego myśli. Dyskusje na temat tego jakie są różnice między świadomością małpy a człowieka nie kończą się. Na pewno zwierzęta posiadają jakiś rodzaj świadomości, ale my jej nie znamy, nie potrafimy jej do końca zrozumieć i podobnie może być z robotami i ze sztuczną inteligencją w przyszłości – będą to twory przypominające ludzi, ale ich świadomość będzie inna. Moim zdaniem one przejmą świadomość człowieka jedynie w sensie behawioralnym. 

Żyjemy w czasach, w których zdążyły się zrealizować fantastyczne wizje wielu pisarzy, reżyserów, wizjonerów, np. Kapitan Nemo ze swoją łodzią podwodną i niemieckie U-Booty. Z drugiej strony znamy przerażające plany nazistów z okresu II wojny światowej, np. założenia stacji orbitalnej skupiającej ogromną energię słoneczną, z możliwością spalenia każdego miasta na świecie. Również budowanie bomby atomowej, a przedtem V1 i V2. W jaką stronę pójdzie nauka i świat? 

To znów wiąże się z pytaniem, czy postęp technologiczny, a w tym wypadku sztuczna inteligencja, będzie wykorzystany dla dobra czy na szkodę człowieka... 

Dobre będzie dobre, a złego się boimy.

I słusznie! Kiedy Nobel wymyślał dynamit mógł sobie wyobrażać, że jest to siła destrukcyjna, która może być wykorzystana źle, ale miała też bardzo dużo pozytywnych skutków i głównie o tym myślał. Podobnie jest ze sztuczną inteligencją. Autonomiczne obiekty latające mogą być wykorzystane do monitorowania sytuacji zagrożeń czy roznoszenia przesyłek, ale także do przenoszenia broni, w tym biologicznej. Tylko od człowieka zależy jak wykorzysta zdobycze nauki i to jest odwieczny dylemat – czy rozwój będzie służył dobru czy złu…

Mieszkam na uboczu, z okien widzę wąską ulicę, w dali park, w związku z tym okna są mało zasłonięte, pootwierane, a tu pewnego razu na wyciągnięcie ręki przylatuje dron i wisi w miejscu. Nie wiem czy filmował, co robił. Gdybyśmy mieli pewność, że postęp idzie w dobrym kierunku byłoby inaczej, ale w nas tkwi ciągła złość, niepewność. Śmiem twierdzić, że to co się w tej chwili dzieje z koronawirusem nie jest przypadkiem, ale jest to pewna próba lub wręcz wojna biologiczna. 

Faktycznie, nie wiemy skąd wzięło się pierwsze zarażenie człowieka koronawirusem, przekazy na ten temat nie są jasne. Mówimy tu o zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją, rozwojem maszyn, które mogą przerosnąć człowieka, ale zauważmy, że w tym samym czasie genetycy dokonują manipulacji na genomie ludzkim i tworzą hybrydy. Mimo że najwybitniejsi naukowcy podpisali swego czasu moratorium na wstrzymanie tego typu doświadczeń, wiemy, że w pewnych krajach, w których z takich zakazów nic sobie nie robią, takie doświadczenia ciągle się prowadzi. Ja bym obawiał się bardziej skutków manipulacji genetycznych niż rozwoju sztucznej inteligencji.

Mówiliśmy o eugenice, została ona właściwie potępiona...

Właśnie. Odwołała się Pani wcześniej do U-Bootów i hitlerowskich praktyk, które znały już eugenikę. Niestety to widmo wraca, widać, że jest zakorzenione w złej naturze ludzkiej, w związku z tym istnieje poważna obawa, że ktoś o złych zamiarach wykorzysta kiedyś inżynierię genetyczną do takich celów. Najgorsze jest dla mnie, że niektórzy ideolodzy sprzedają to jako dobro, uważają, że działania, które pozornie zwiększają szansę na dłuższe życie, wyleczenie z pewnych chorób, zapewnią równość i szczęście, którego nie może dać nic innego. 

Równości nigdy nie będzie! Trywializując jeden będzie brzydszy, drugi ładniejszy, jeden będzie miał więcej, drugi mniej...

Jedni będą mieli dostęp do tych technologii, inni będą ich pozbawieni. Tak, to jest mamienie ludzi. Podobnie jak obiecanki, że dzięki przeniesieniu swojej świadomości do maszyny człowiek stanie się nieśmiertelny – to też jest niebezpieczna ułuda. Cóż można powiedzieć – trwajmy przy wartościach pewnych i nie dajmy się zbałamucić.

Rozmawiałam z prof. Kurpiszem, który zajmuje się niepłodnością męską, powiedział, że marzy mu się film science fiction o tym, że na Ziemi będzie tyle ludzi, że już nikt nie będzie mógł się urodzić. Będą dwa komputery, w jednym istota Kurpisza, w drugim moja i będziemy czekać, aż będziemy mogli się urodzić, bo nie ma dla nas miejsca. Sama idea jest frapująca. Kuszą mnie czasem rzeczy fantastyczne, ale do samochodu, który będzie jechał sam nie wsiądę!!! 

My nie wsiądziemy, ale wsiądzie następne pokolenie. To jest tak, jak z każdą nowością, ludzie też reagowali źle na pociągi, samochody, aż w końcu przyzwyczaili się. Pojawiły się na ulicach hulajnogi, których używają młodzi ludzie, powstał system car-sharingu dzięki sieciom społecznościowym, więc na pewno pojawią się małe, autonomiczne samochody. W filmach science fiction widzimy autonomiczne pojazdy latające...

...Niech on sobie lata, ale ja nie chcę z nim latać, jakoś po prostu ufam sobie, że mogę coś zrobić mimo wszystko lepiej, niż ten robot, ponieważ uważam, że mogę mieć większy wybór, niż on.

Tutaj dotykamy poważnego tematu dotyczącego sztucznej inteligencji, który wiąże się z wyjaśnialnością jej modeli. Możemy zdać się na maszyny, żeby sugerowały nam jakąś decyzję, ale jednocześnie pragniemy zrozumieć ich wnioskowanie. Zalecenia muszą być dla nas zrozumiałe i transparentne. Nie chcemy, żeby zarządzały nami “czarne skrzynki”. Jeżeli pojazd autonomiczny znajdzie się w sytuacji kryzysowej, w której będzie musiał dokonać wyboru mniejszego zła, to chcemy wiedzieć jakie decyzje podejmie – czy przejedzie grupę przedszkolaków, które przechodzą przez ulicę, czy starszą osobę, która stoi gdzieś z boku, bo system wartości będzie miał taki, że chroni młode życie w opozycji do starego. Nie możemy całkowicie zdać się na algorytmy. Musimy kontrolować to, co maszyny nam zalecają. W związku z tym wszystkie deklaracje etyczne podkreślają dzisiaj istotę wyjaśnialności modeli sztucznej inteligencji. Niedawno deklaracja taka wyszła także z Watykanu. Nie potępia postępu w zakresie sztucznej inteligencji, ale dołącza do chóru intelektualistów i osób apelujących o moralną odpowiedzialność jej twórców, o kreację transparentnych systemów, dających wgląd w rekomendacje i ich motywacje. 

Obecnie w coraz większym stopniu systemy automatyczne, algorytmiczne wchodzą do sądownictwa. Zwłaszcza w krajach anglosaskich zaczyna się je stosować do oceny przestępstw i występków mniejszej rangi, gdyż ich system sądowniczy jest oparty na precedensach. Taki system musi być w stanie umotywować swoją decyzję, bo inaczej sędzia się pod nią nie podpisze. Należy pogodzić się z tym, że w coraz większym stopniu naszym życiem będą rządziły algorytmy. Niektórzy uważają, że pojęcie demokracji zostanie zastąpione pojęciem algokracji, że będą za nas decydowały algorytmy. W poniektórych krajach faktycznie tak się dzieje, że zachowanie ludzi oceniane jest według pewnych procedur scoringowych, zgodnie z którymi człowiek otrzymuje na starcie określoną liczbę punktów i za dobre sprawowanie zyskuje punkty, a za występki, takie jak zapalenie papierosa w miejscu niedozwolonym, traci je. 

System skoringowy pochodzi z systemów bankowych – kiedy udajemy się po kredyt, bank zbiera różne informacje o naszych dochodach, przeszłości kredytowej, stylu życia i algorytm “wypluwa” wynik w skali od zera do stu, który decyduje, czy się na dany kredyt kwalifikujemy. Taki system przechodzi powoli do oceny globalnej obywateli, zwłaszcza w krajach niedemokratycznych. Czytamy, że taki system oceny ludzi zaczął działać w Chinach i w Indiach. Istnieje wielka baza danych, zawierająca informacje o wszystkich obywatelach, razem z ich wizerunkami, odciskami palców itd. Dzięki zaawansowanym algorytmom rozpoznawania oraz ogromnej liczbie kamer na ulicach i w obiektach każdy ruch człowieka może być śledzony, w związku z czym można dokonywać jego oceny. 

Powstały już filmy science fiction, gdzie obywatele, którzy się nie zakwalifikowali, czyli znakomita większość, żyją tak, jak my dzisiaj, a gdzieś tam na jakimś poziomie funkcjonują ci, którzy mają pieniądze, latają statkami, mają sztuczną inteligencję, żywią się nie wiadomo czym... 

Dokładnie tak. W Chinach osoby, których wynik spadł poniżej pewnego progu, nie mogą kupić biletu na szybki pociąg czy na samolot. Ci natomiast, którzy są “w porządku” mają do tego dostęp. Obecnie przy opłacie za przejazd pociągiem nie wydaje się obywatelom biletów, tylko oni płacąc okazują dowód osobisty i w centralnej bazie danych zostaje zarejestrowany przejazd obywatela X z punktu A do B. Potem kontrola biletu odbywa się na podstawie okazania dowodu osobistego. Taka inwigilacja jest więc niestety możliwa. Sztuczna inteligencja może na podstawie tych wszystkich danych tworzyć profil obywatela, włącznie z określaniem prawdopodobieństwa, że jest na drodze do dokonania przestępstwa. Dotychczas pokazywały to filmy science fiction, a teraz widzimy, że taka rzeczywistość nie jest aż tak odległa i widać jej pewne zręby w systemach totalitarnych. Przyznaję, że to wcale różowo nie brzmi. 

Proszę powiedzieć co z etyką? Filozofią?

Etyka i filozofia to dwie różne sprawy... Jak już wspomniałem, od filozofii sztucznej inteligencji jest niedaleko do ideologii. Ideolodzy na podstawie przesłanek dotyczących możliwości sztucznej inteligencji zaczynają tworzyć różne wizje. Wystarczy poczytać dzisiejszego guru przyszłości Yuvala Harariego, autora trzech wielkich tomów na temat człowieka i społeczeństwa, który prorokuje algorytmiczną zależność człowieka w przyszłych społeczeństwach i kult dataizmu. Zgodnie z tym nurtem “kto ma dane ten ma władzę”, gdyż one mogą prowadzić do wniosków na temat intencji i woli danego człowieka i zbiorowości. Jeśli te teorie znajdą dostatecznie dużą grupę wyznawców to mogą zacząć być naprawdę groźne. Etyka to z kolei wołanie o taki rozwój sztucznej inteligencji, aby działała dla dobra człowieka i jego moralnego wzrostu, i aby respektowała naszą potrzebę wyjaśniania swoich rekomendacji. 

Pamiętamy świat Robocopa, który momentami był wzruszający tylko dlatego, że jego “uczucia” były ludzkie. Czy jest to tylko fikcja?

Wspomnieliśmy już, że maszyny mogą zacząć zachowywać się podobnie do ludzi, jeśli będą uczyły się z obserwacji naszych zachowań. Już dzisiaj widzimy, że systemy sztucznej inteligencji mogą się uczyć na pewnych naszych tekstach zamieszczanych w Internecie, np. z komentarzy, jakie ludzie dodają do różnych informacji. Okazało się, że algorytmy, które uczą się z tych tekstów są tak samo cyniczne i “hejterskie”, jak ludzie, którzy je piszą. To, z czego maszyna się uczy jest więc bardzo ważne. Jeśli za wzór będzie miała nasze złe zachowania, to będzie też podobnie postępować. 

Czy sztuczna inteligencja kiedykolwiek dorówna naszej?

Maszyny raczej będą miały swój świat myśli, swoją inteligencję. Jeżeli ziściłyby się przewidywania osób, które podejmują próbę mapowania mózgu w pamięć maszyny i połączenia zdolności intelektualnych mózgu z efektywnością obliczeń maszynowych, to teoretycznie byłoby możliwe osiągnięcie w maszynie inteligencji, która przerośnie ludzką. Tylko, że moim zdaniem takie zmapowanie jest mało prawdopodobne. Nie wiem także, czy udałoby się przeskoczyć barierę energochłonności obliczeń w maszynie, która operowałaby na tak olbrzymiej liczbie neuronów. 

A skąd by wzięły duszę?

Wierzę, że człowiek ją ma, bo jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Pytanie czy inteligentna maszyna ją także ma jest podobne do pytania, czy nasz domowy przyjaciel pies albo kot ma duszę? To, że z tymi przyjaciółmi możemy nawiązać kontakt afektywny nie wystarcza, by uznać je za takie same istoty jak my.

Czasem czujemy, że ktoś jest bezduszny...

Mamy wtedy na myśli, że ten ktoś nie ma sumienia, że jest bezlitosny. Dusza jest na życie wieczne, a tu i teraz kierujemy się sumieniem, które kształtujemy według wiary i zasad moralnych. 

Czy zatem postęp technologiczny niesie dla człowieka więcej dobrego czy złego?

W postępie technologicznym mają udział oba oblicza natury człowieka – dobre i złe – stąd postęp stanowi wypadkową walki tych sił w każdym z nas. Dlatego postęp technologiczny wymaga wzrostu samego człowieka, nie tylko w zakresie jego wiedzy, ale także ducha, który wspomaga rozpoznanie dobra i zła.

z Burmistrzem Obornik Tomaszem Szramą rozmawia Kasia Górecka

Jest Pan burmistrzem Obornik od dziesięciu lat. Jakie wydarzenia w sposób szczególny utkwiły  Panu w pamięci w trakcie tej dekady?

Takich wydarzeń było tak wiele, że trudno dziś stwierdzić, które z nich zaliczyć do najważniejszych. Cieszę się że przez te dziesięć lat Gmina Oborniki systematycznie rozwijała się i pozytywnie zmieniała swoje oblicze. Ważne jest to, że udało nam pozyskać sporo środków zewnętrznych, które przeznaczyliśmy na wiele inwestycji, poprawiających jakość życia mieszkańców gminy. 

Zanim poświęcił się Pan roli burmistrza przez wiele lat uczył chemii oraz pełnił funkcję dyrektora Liceum Ogólnokształcącego. Czy doświadczenie pedagogiczne pomaga w bieżących obowiązkach?

Nie tyle doświadczenie pedagogiczne, ale doświadczenie w zarządzaniu, którego nabrałem zarządzając jedną z największych szkół średnich w powiecie. Poznałem także jak pracuje samorząd, będąc radnym sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Te doświadczenia na pewno pomogły mi rozpocząć pracę w urzędzie na stanowisku burmistrza. 

Tegoroczna wiosna była trudna dla wszystkich. Jak z realiami pandemii radziła sobie gmina Oborniki?

Dla samorządów było to duże wyzwanie organizacyjne i dumny jestem z tego, że Urząd Miejski w Obornikach nie zamknął się dla mieszkańców. Udało nam się wypracować system pracy bezpieczny zarówno dla korzystających z obsługi mieszkańców, jak i pracowników urzędu. Wspólnie z moimi współpracownikami, którym w tym miejscu chciałbym podziękować, a byli to: zastępca burmistrza Piotr Woszczyk, Sekretarz Krzysztof Nowacki i Skarbnik Joanna Gzyl, opracowaliśmy nowe zasady, w myśl których urząd działa w tych trudnych dla nas wszystkich chwilach.  

W całej Polsce obchodzimy właśnie 30-lecie samorządu terytorialnego. W tym roku mija także 20 lat od przywrócenia Powiatu Obornickiego. Co oznaczają te rocznice dla gminy?

Samorząd terytorialny to chyba jedna z najlepszych rzeczy, jakie były efektem przemian ustrojowych w Polsce. To że sami możemy decydować o swoim mieście i gminie, zaspakajając potrzeby mieszkańców w różnych dziedzinach ich życia, daje ogromne możliwości rozwoju. Oborniki wykorzystały te trzydzieści lat samorządności i dziś są pięknym miastem z dobrą infrastrukturą. Pływalnia, kompleksy boisk sportowych, ścieżki pieszo-rowerowe z przepiękną ścieżką po starych torach do Stobnicy, sieć dróg, kanalizacja... Szereg wyzwań oczywiście jeszcze przed nami, ale wierzę w to, że samorząd, jeżeli dostanie możliwość pozyskiwania dochodów własnych, to przeznaczy je zgodnie z potrzebami mieszkańców.  

Z okazji jubileuszu ukazał się specjalny numer zeszytu historycznego, można także podziwiać okolicznościową wystawę przed Biblioteką Publiczną. Jak jeszcze świętowane będzie 30-lecie samorządu w Obornikach? 

W planach mieliśmy na 27 maja galę samorządu obornickiego, jednak z wiadomych przyczyn ona się nie odbyła. Jeżeli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będziemy chcieli spotkać się z  radnymi wszystkich kadencji samorządu, żeby wymienić doświadczenia zdobyte w roku 1990 i 2020. 

W grudniu oddano do użytku małą obwodnicę Obornik. Inwestycja została uhonorowana nagrodą TOPBulider 2020, przyznawaną przez wiodący ogólnopolski miesięcznik dla budownictwa architektury i biznesu o tej samej nazwie. Czy udało się usprawnić ruch w mieście?

Na małą obwodnice mieszkańcy czekali prawie trzydzieści lat. Już w pierwszej i drugiej kadencji samorządu rozmawiano na ten temat, dlatego cieszę się, że miałem przyjemność dołożyć swoją cegiełkę do jej realizacji – jako radny sejmiku zajmowałem się wówczas tematami wpisania tej inwestycji do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego, a także sprawami przekazania gruntów. Co dała ta inwestycja miastu? Po pierwsze proszę spojrzeć aktualnie na ulicę Czarnkowską – jest zdecydowanie mniejszy ruch. Po drugie ta mała obwodnica to pierwszy krok wyprowadzenia dużego transportu z centrum, a po trzecie daje ona możliwość remontu ulic Czarnkowskiej oraz Powstańców Wielkopolskich i zmianę organizacji ruchu tak, aby poprawić przepustowość w mieście.  

Oborniczanie mogą się także cieszyć nową odsłoną Łazienek. Jakie obiekty już powstały, a jakie są w planach?

Łazienki systematycznie pięknieją, aktualnie postała tam ścieżka edukacyjna oraz miejska plaża z małą architekturą, którą będziemy cały czas rozwijać. 

Urząd Miasta prowadzi ciekawą internetową inicjatywę jaką jest Obornickie Kalendarium. Każdego dnia pojawiają się tu ciekawostki sprzed lat. Dlaczego przypominanie i pielęgnowanie regionalnej historii jest ważne? 

Poznając historię naszego miasta budujemy lokalną tożsamość. Świadomość tego, że w Obornikach działy się sprawy ważne czy też mniej ważne, daje nam obraz tego, czym zajmowali się nasi przodkowie i jakie tematy były wówczas dla nich istotne. Zrobienie takiego kalendarium to ogromna wieloletnia praca, bowiem każdy przemijający dzień i to, co się w nim wydarzyło jest historią. Wiem, że mieszkańcy Gminy Oborniki czytają je z czego się bardzo cieszę. 

Jakie są Pana plany na najbliższe miesiące?

W tej chwili musimy skupić się na budżecie, zobaczyć jakie będą dochody, żeby zweryfikować plan realizowanych inwestycji. Ten rok będzie ciężki dla samorządów, więc tylko racjonalne zarządzanie może pozwolić na przetrwanie. Oczywiście nie rezygnujemy z inwestycji, a w planach mamy także duże przedsięwzięcia, jak choćby temat budowy nowego Ośrodka Kultury. 

 

Strona 1 z 4

Warte uwagi

Organizujemy eventy firmowe

event1

Dom Wydawniczy Netter – wydawca magazynu Merkuriusz Polska prowadzi również działalność w obszarze organizowania konferencji, zjazdów, jubileuszy oraz „lecia” firm. Możemy pochwalić się ciekawymi rozwiązaniami, pełnym oddaniem w realizację danego projektu i fantazją. Najważniejszy dla nas jest zleceniodawca i to jemu służymy całą naszą wiedzą, dlatego uważamy, że warto być właśnie z nami.

Więcej…

 © Merkuriusz Polska | Redakcja: tel. +48 501 180 575, +48 515 079 888, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.